Wieczorny mecz biało-czerwonych ze współgospodarzami mundialu zakończy rywalizację w grupie D. Jej liderami są podopieczni Vitala Heynena, którzy jako jedyni w tym gronie mają na koncie komplet zwycięstw. Zrobili znaczący krok w kierunku wywalczenia pierwszego miejsca w tabeli, pokonując w poniedziałek Irańczyków 3:0.

- Włożyliśmy dużo koncentracji w to spotkanie i w przypadku błędów panowaliśmy nad sytuacją. Ważne jest to, że w jesteśmy w tym razem i pchamy ten wózek w jedną stronę. Cieszymy się z pokonania Iranu, ale przed nami jeszcze trudniejsze spotkanie. Bardzo byśmy chcieli, by to była taka kropka nad i, ale Bułgarzy to bardzo trudny rywal przy świetnej i bardzo agresywnej publiczności i musimy zagrać bardzo mądrze - podkreślił Zatorski.

Biało-czerwonym brakuje wygrania dwóch setów, by zagwarantować sobie pierwszą lokatę w grupie. Niezależnie jednak od rozstrzygnięcia w tym pojedynku na kolejny etap zmagań w MŚ pozostaną raczej w Warnie, gdzie pierwotnie miał znaleźć się tylko zwycięzca tej grupy. Bułgarzy, którzy jako jedyni mają realne szanse na wyprzedzenie ich w tabeli, zastrzegli sobie bowiem prawo, że bez względu na to, z którego miejsca awansują do drugiej rundy, przeniosą się do Sofii. Do stolicy według wstępnych założeń miały trafić drugi i trzeci zespół z grupy D.

- Widzieliśmy tę ładną grafikę na stronie FIVB, kto gdzie trafia, ale skupiamy się na tym, żeby wygrywać jak najwięcej meczów i zdobywać jak najwięcej punktów. Z tego, co wiemy, te sety i mecze przenoszą się na następną rundę. Lepiej więc grać gdziekolwiek, byle z przewagą jednego czy dwóch spotkań w kolejnej fazie nad przeciwnikami - podsumował libero.

Zespół, prowadzony przez Płamena Konstantinowa, byłego siatkarza Jastrzębskiego Węgla, w poniedziałek miał dzień przerwy, gdy Polacy walczyli z Iranem.

- Bardzo mądrze, też byśmy tak zrobili, gdyby był taki system. Takie są prawa gospodarza. Nawet nie na się co obrażać o to, tylko przybić im piątkę, że są tacy sprytni - pochwalił wtorkowych przeciwników Artur Szalpuk.

Jak dodał, więcej o Bułgarach będzie mógł powiedzieć dopiero po analizie wideo, która czeka jego i kolegów z kadry przed meczem.

- Na razie widziałem kilka setów i nie wyciągałem jakiś większych wniosków. Każdego przeciwnika trzeba szanować i grać na 100 procent. Oni odpoczywali cały dzień, będą pewnie mieli publiczność po swojej stronie....my jednak też mamy tu sporo kibiców i mam nadzieję, że naszych fanów będzie więcej i to my wygramy rywalizację na trybunach - zaznaczył.

Przed lekceważeniem ekipy Konstantinowa, która przegrała wcześniej z Irańczykami 1:3, przestrzegają też Jakub Kochanowski i Grzegorz Łomacz. Pierwszy z nich przypomniał, że każdy zespół prezentuje się lepiej przed własną publicznością. Według niego ten pojedynek będzie kolejnym bardzo trudnym testem biało-czerwonych, ale uważa, że go zdadzą.

- Bułgarzy są gospodarzami, ściany im pomagają i zawsze mieliśmy z nimi twarde boje. Wczoraj odpoczywali, ale takie prawo organizatora. Na szczęście Iran aż tak nas nie wymęczył i mam nadzieję, że w spotkaniu z Bułgarami zagramy podobnie jak w poniedziałek. Absolutnie nie uważam, by byli zespołem na niższym poziomie niż drużyna z Bliskiego Wschodu. Moim zdaniem są to pod tym względem podobne zespoły i musimy być podobnie skoncentrowani jak wczoraj - analizował z kolei Łomacz.

Jednym z głównych tematów rozmów z biało-czerwonymi dotyczącymi spotkania z Irańczykami, było spięcie między Michałem Kubiakiem a Saeidem Maroufem w trzecim secie, gdy Polacy przegrywali 19:22.

- Ja nie musiałem denerwować Maroufa, ktoś inny się tym zajął. Kto? No, Kubi. Potem cała drużyna dołączyła. Ja nie zauważyłem do końca, co tam się stało, bo byłem wtedy odwrócony plecami. To oni sprowokowali Michała, a on zrobił to, co do niego należało. Grał wiele meczów z Iranem i wie, w których momentach można ich lekko uszczypnąć. To są takie dywagacje, czy to miało w ogóle znacznie (dla losów trzeciego seta). Był w nas duży ogień, emocje, a ta sytuacja tylko spotęgowała to. Ale czy miała znaczenie? Można dopisywać teorie, że tak, bo tak to wyglądało, ale być może bez tego też byśmy wyciągnęli ten wynik - zastanawiał się Szalpuk.

Przyjmujący zgodził się, że jego drużyna wygrała dość zdecydowanie dwie pierwsze odsłony tego pojedynku, a w trzecim "musiała się troszkę bardziej napocić". Zwrócił jednak uwagę, że bez względu na fakt, iż Polacy wygrali 3:0, to nie było to łatwe spotkanie.

- Te sety wygrane pewnie też bardzo dużo nas kosztowały - przekonywał.