Nie znaczy to, że w ostatnim, decydującym dniu turnieju zabrakło zaciętych spotkań. Wprost przeciwnie. Ponieważ regulamin Laver Cup przewiduje, że za zwycięstwo w ostatnim dniu przyznawane są aż trzy punkty, obie drużyny do ostatniego meczu zachowały szansę na zdobycie pucharu. Debel Federer/Zverev miał dać ekipie Europy przewagę przed meczami gry pojedynczej, ale po kolejnym thrillerze, to para amerykańska Isner/Sock zagrała mecz życia, wygrywając 4:6; 7:6 (6:2), 11:9 w super tie-breaku, który trzymał 20 tysięcy kibiców w napięciu przez prawie trzy godziny. To był dopiero początek emocji.


Występujący kilkanaście minut wcześniej w grze deblowej Roger Federer i John Isner dali kibicom kolejny popis wielkiego tenisa. Kiedy wydawało się, że po wygraniu pierwszego seta 7:6 (7:5), to Isner będzie także triumfował w drugim tie-breaku, Szwajcar w nieprawdopodobny sposób odrobił straty, wygrywając drugiego seta 7:6 (8:6). O wszystkim miał decydować super tie-break, gdzie podobnie jak w drugim secie najważniejsze piłki na początku wygrywał Isner, ale końcówka należała do Szwajcara, który wygrał super tie-breaka 10:7.


Żeby dać szansę ekipie Świata na końcowe zwycięstwo, doskonale grający w Laver Cup Kevin Anderson (RPA) musiał wygrać z Aleksandrem Zweriewem. Anderson wygrał pierwszego seta 7:6, w drugim miał piłkę meczową, ale to 21-latek wygrał seta 7:5 i trzeciego w niedzielnych meczach super tie-breaka 10:7. Kiedy już został wyściskany przez kolegów i odpowiednio oblany szampanem przez kolegów, Rogerowi Federerowi trudno było ukryć emocje. - Wiedziałem, że kiedy grają najlepsi tenisiści świata to będzie wiele emocji, ale nie przypuszczałem, że będzie ich tak dużo - powiedział Szwajcar.


- Co dla mnie było bardzo ważne, to udział w turnieju Novaka. Wiadomo, że rywalizujemy ze sobą od dekady, ale tym razem spotkaliśmy się w zupełnie innej roli - po tej samej stronie siatki. Zawsze mieliśmy do siebie respekt, ale teraz miałem okazję przekonać się, jakim jest liderem. To było dla mnie coś zupełnie nowego - mówił Federer.


- Nie damy sobie odebrać tego trofeum, za rok w Genewie, choć za chwilę John (McEnroe) pewnie powie coś innego - śmiał się kapitan drużyny Europy, legendarny Bjoern Borg. - Masz rację, przyjacielu - odparł McEnroe. - Oczywiście, że nie wygracie. Były cztery mecze, w których mieliśmy piłkę meczową, pomimo, że mieliście w ekipie dwójkę najlepszych tenisistów wszech czasów. Po prostu mieliśmy pecha - odparł w swoim stylu McEnroe.