Ostatni mecz Polaków z Serbami (3:0) wzbudził sporo kontrowersji. Zdaniem wielu obserwatorów rywale biało-czerwonych, którzy mieli już zapewniony awans, nie byli w stu procentach zaangażowani w grę.

 

- Regulamin mistrzostw świata pozwala na takie sytuacje. Nie ma więc co się dziwić trenerom, że decydują się na podobne zachowania. Turniej jest długi, rotacje w składzie są bardzo wskazane. Nie da się grać na równym, wysokim poziomie przez trzy tygodnie. Oszczędzani są więc czołowi zawodnicy i nie tylko z powodów zdrowotnych, ale po to, by utrzymać dobrą dyspozycję poprzez mniejszą intensywność gry w wybranych pojedynkach. Uważam, że jest to rozsądne działanie trenerów. Powtarzam – skoro system na to pozwala, to tak się będzie działo także w kolejnych imprezach - nie ma wątpliwości szkoleniowiec Resovii.

 

Porażki Polaków z Argentyną i potem z Francją były trochę zaskakujące do kibiców, którzy po pierwszej fazie turnieju liczyli, że podopieczni trenera Vitala Heynena bez problemów wywalczą awans do kolejnej fazy. Zdaniem Kowala pewien wpływ, głównie psychologiczny, na słabszą postawę biało-czerwonych miała absencja z powodu choroby kapitana Michała Kubiaka.

 

- Obserwując grę polskiej drużyny widać było, że Kubiak jest jej liderem mentalnym, bo patrząc na jego statystyki wcale nie były one najlepsze. Nie grał na jakimś wybitnym poziomie, ale przy nim pozostali zawodnicy mieli łatwiej, czuli się zdecydowanie pewniej. Właśnie z tego powodu obecność Kubiaka jest bezcenna" – podkreślił Kowal, który za sporą wartość tego turniej uważa umiejętne wprowadzenie do zespołu dwóch młodych siatkarzy – Artura Szalpuka i Jakuba Kochanowskiego.

 

- Jestem pod dużym wrażeniem adaptacji i poziomu sportowego prezentowanego przez Szalpuka. To jeszcze młody i niezbyt doświadczony zawodnik, ale - zwłaszcza w ofensywie - jest mocnym punktem zespołu. Dobrze radzi sobie także Jakub Kochanowski. Ta dwójka może być przez lata mocnym ogniwem naszej reprezentacji – ocenił.

 

O awans do półfinału Polacy będą walczyć najpierw z Serbami, a potem z Włochami. Czwartkowy mecz, w kontekście tego co wydarzyło się w niedzielę, zapowiada się intrygująco.

 

- Przez jakiś czas przebywałem w Bari. Oglądałem tam spotkania lepsze i gorsze, podobnie było w innych grupach, także i +polskiej+. To jest spowodowane taką, a nie inną geografią siatkówki. W mistrzostwach świata biorą udział aż 24 zespoły i nie wszystkie prezentują odpowiedni poziom. Polacy co mieli zrobić - zrobili. Zadanie podstawowe to było wygrać grupę bez porażki. Później miało to ogromne znaczenie. W drugiej rundzie nawet porażki z Argentyną i Francją nie miały już wielkiego wpływu. Awans Polaków do czołowej +szóstki+, to nie jest realizacja planu minimum, ale już dobry wynik. Jeśli osiągną coś więcej, to będzie ogromny plus dla tej drużyny – zaznaczył Kowal.

 

- Podejście Serbów będzie na pewno inne niż ostatnio. Na pewno nie będzie tak łatwo wygrać, ale uważam, że to Polacy są faworytami. Patrząc na zawodników na poszczególnych pozycjach wydaje mi się, że wynik 3:0 może się powtórzyć, choć oczywiście nie będzie łatwo. Natomiast Włosi są w bardzo dobrej formie i z każdym meczem prezentują się lepiej. Akurat najwięcej czasu poświeciłem na obserwację tego zespołu i ich ostatnie spotkanie z Rosją, pomimo porażki, stało na świetnym poziomie. W starciu z Polakami to Włosi będą faworytem, ale to jest tylko sport. Gdyby na przykład Francuzi awansowali do +szóstki+, to byliby według mnie jednym z głównych pretendentów do tytułu, a już ich nie ma w turnieju – analizował.

 

Zdaniem Kowala trudno obecnie wskazać zespół, który zostanie mistrzem świata.

 

- Każdy z tej szóstki może sięgnąć po tytuł. Oczywiście w tych kluczowych momentach zadecydują osobowości. Bardzo dobrze prezentują się Amerykanie. Pojedyncze super mecze rozegrali Rosjanie, ale też się nie ustrzegli porażek. Każdy zespół ma trudne momenty w takim długim turnieju. W tej fazie nie ma teraz zespołu, który – jak kiedyś Brazylia – przewyższa pozostałe – podsumował szkoleniowiec klubu z Rzeszowa