Przed sobotnim półfinałem z podopiecznymi Johna Sperawa wszystkie znaki na niebie i ziemi przemawiały za rywalami zza "Wielkiej Wody". Amerykanie jak burza przeszli przez wcześniejsze mecze mistrzostw ściągając skalpy kolejno z Serbów, Australijczyków, Rosjan, Kameruńczyków, Tunezyjczyków, Kanadyjczyków, Bułgarów, Irańczyków i ponownie Rosjan. Zwycięski marsz zakończył się dopiero w ostatnim meczu III fazy przeciwko Brazylii, jednak obie reprezentacje były już wówczas pewne awansu i trenerzy oszczędzali swoich najlepszych zawodników. Wynik nie był więc miarodajny.

 

Optymizmem nie napawał również bilans ostatnich meczów Biało-Czerwonych z "Jankesami". Aż do sobotniego półfinału przegraliśmy z nimi bowiem cztery spotkania z rzędu, co ostatnim razem zdarzyło się w latach 1986-2000. Ich wyższość musieliśmy uznać w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro (2016), Lidze Światowej 2017 oraz dwukrotnie w tegorocznej Lidze Narodów.

 

Polscy siatkarze przyzwyczaili już jednak, że pojęcie oddania meczu bez walki jest im obce i należy do końca wierzyć w ich umiejętności. Mimo że do Bułgarii i Włoch pojechała niemal całkowicie inna drużyna, niż ta, która cztery lata temu wywalczyła w Polsce złoty medal siatkarskiego mundialu, to także spadkobiercy dziedzictwa zgłosili aspiracje do walki o najwyższe cele. Nadzieje kibiców krzepił dodatkowo fakt, że podopieczni Heynena rośli z meczu na mecz i widać było, że z biegiem turnieju współpraca między weteranami w postaci Bartosza Kurka i Michała Kubiaka a stosunkowo świeżymi w kadrze Jakubem Kochanowskim, Arturem Szalpukiem czy Aleksandrem Śliwką zaczyna się zazębiać.

 

To zresztą ostatni z wymienionych był jednym z bohaterów sobotniego półfinału, zastępując nie najlepiej spisującego się Szalpuka, choć we wcześniejszych meczach było z reguły na odwrót. 23-latek wszedł na parkiet zmieniając swojego rówieśnika i znacznie wpłynął na poprawę przyjęcia piekielnie mocnych zagrywek siatkarzy z USA oraz skuteczność ataku z lewego skrzydła. Tak oto mistrzostwa świata 2018 udowodniły, że powiedzenie, względem którego "siatkówka nie jest sportem indywidualnym" to nie tylko pusty frazes. Polacy pokonali Amerykanów w tie-breaku i na ich liście pozostało już tylko jedno zadanie do wykonania.

 

Historia zatoczyła koło i w wielkim finale po raz drugi z rzędu czeka na nas Brazylia. Trzykrotni mistrzowie świata (2002, 2006, 2010) i trzykrotni złoci medaliści igrzysk olimpijskich (1992, 2004, 2016) chcą z pewnością odegrać się za porażkę z 2014 roku, gdy prowadzona przez Stephane'a Antigę reprezentacja Polski pokonała ich w katowickim Spodku 3:1. Na trwających mistrzostwach "Canarinhos" błyszczą formą - wystarczy powiedzieć, że do tej pory przegrali tylko raz. Miało to miejsce w pierwszej fazie grupowej, gdzie ulegli 1:3 rewelacyjnym na tamtym etapie Holendrom.

 

Czy polscy siatkarze zaskoczą wszystkich i po raz kolejny odbiorą Brazylijczykom marzenia o złotym krążku? Zadanie będzie niezwykle trudne, bowiem z dotychczasowych 44 spotkań Brazylijczycy zwyciężyli aż 31-krotnie. Nadzieja jednak wciąż się tli, gdyż w od 29 maja 2014 roku bilans jest bardziej korzystny dla Polski (5:4). Czy duet komentatorski Polsatu Sport po czterech latach przerwy po raz kolejny wykrzyczy "Jesteśmy mistrzami świata"? Trzymamy za to kciuki!

 

Transmisja finału mistrzostw świata Polska - Brazylia od godziny 21.05 w Polsacie,  od 20.20 w Polsacie Sport oraz od godziny 20.00 w Super Polsacie. Początek przedmeczowego studia od godziny 19.30 w Polsacie Sport oraz od 20.00 w Super Polsacie.