Był mistrzem świata wagi superśredniej i połciężkiej, na zawodowych ringach stoczył 48  walk z których sześć przegrał i jedną zremisował. Pierwszą porażkę poniósł z Chrisem Eubankiem, dwie kolejne z Henrym Maske (jedna wątpliwa) i Michalczewskim, a ostatnim, który go pokonał był Thomas Ullrich w 2003 roku.

 

Pierwszą  walkę „Rocky’ego” z Michalczewskim (1996) komentowałem z Jerzym Kulejem, drugą (2000) oglądałem w Hanowerze w towarzystwie Janka Borysewicza z Lady Pank, wielkiego kibica boksu.  W tym  pierwszym pojedynku ogłoszono techniczny remis, zmieniony później gdy okazało się, że Graziano korzystał z niedozwolonych środków na jego dyskwalifikację. W drugim Niemiec włoskiego pochodzenia się poddał wiedząc, że jeśli tego nie zrobi zostanie znokautowany. Po latach była jeszcze szansa na ich trzeci pojedynek, ale wycofali się sponsorzy i nic z tego nie wyszło.

 

Braci Rocchigianich, młodszego Graziano i rok starszego Ralfa poznałem podczas mistrzostw Europy juniorów w Schwerinie w 1982 roku. Graziano (kat. 71 kg) trafił w eliminacjach na bardzo dobrego Francuza, przyszłego mistrza świata zawodowców, Christophe’a Tiozzo i odpadł z turnieju przegrywając na punkty. Ralf (81 kg) wygrał dwie pierwsze walki przed czasem, z Austriakiem Rolandem Seppim i Finem Pekką Hurme, by odpaść w półfinale po punktowej przegranej ze złotym medalistą tej kategorii, Jurijem Waulinem ze Związku Radzieckiego.

 

Zwróciłem na nich uwagę, bo obaj bili się twardo, w zawodowym stylu, więc kiedy po latach zostali mistrzami świata, nie byłem zaskoczony.

 

Andrzej Grajewski, który poinformował mnie o śmierci Graziano miał okazję poznać go bliżej organizując jego walki z Michalczewskim. – Ktoś, kto go nie znał, mógł odnieść nie najlepsze wrażenie. „Rocky” miał twarz zakapiora, tak też się zachowywał. Był porywczy, a że przy tym nadużywał alkoholu, wielokrotnie miał problemy z prawem i lądował za kratkami. Ale jak siadłeś z nim przy stole, pogadałeś, to musiałeś zmienić zdanie. Całkiem wrażliwy facet, mówił logicznie, miał ciekawe poglądy – wspomina Grajewski.

 

 Ralf był bardziej stonowany, miał też  łagodniejszą powierzchowność, choć w ringu byli podobni. Nie dawali sobie w kaszę dmuchać, a sami nie brali jeńców. Ale życie po boksie nie było dla nich łatwe. Ostatnio lepiej radził sobie z nim młodszy Graziano.

 

Kolejna podróż do Włoch, gdzie mieszkała jego partnerka z którą miał dwoje dzieci, okazała się ostatnią. Zginął na Sycylii potrącony przez samochód, przechodząc przez ulicę.