Czwartkowe spotkanie zostało zorganizowane z inicjatywy Komisji Kultury i Edukacji Olimpijskiej Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

 

"Czy fair play w sporcie się opłaca? Jak to w życiu, zawsze jest +coś za coś+. Jeśli chodzi o występowanie takiej postawy na przestrzeni lat, to uważam, że nie ma żadnych zmian. Jedynie to, że postęp techniki w wielu wypadkach ogranicza zachowanie nie fair play. W tej chwili nie da się już tak zachować jak Diego Maradona, gdy zdobył bramkę ręką i przy pełnym aplauzie prasy zostało to nazwane +ręką Boga+. Absolutnie jest miejsce na +czystą grę+ i musimy do tego dążyć - my, czyli sportowcy, związki, państwa. Trzeba zrobić wszystko, by ochronić tę jedyną wyspę, gdzie dwa plus dwa jest cztery, a nie pięć" - powiedział Bachleda-Curuś.

 

Dwukrotny olimpijczyk oraz dwukrotny medalista mistrzostw świata w kombinacji alpejskiej (srebrny w 1974 i brązowy w 1970 roku), przyznał, że trudniej niż z łamaniem reguł jest walczyć z chamskim postępowaniem zawodników.

 

"Ono zawsze będzie wyprzedzało o trochę możliwości techniki, to zawsze będzie istnieć. Trzeba dążyć do tego, by tak wychowywać młodzież i sportowców, by eliminować takie zachowania. Uważam, że jeśli chodzi o fair play, to nie jest źle, idziemy w dobrym kierunku" - zaznaczył.

 

Jest on pierwszym Polakiem, który otrzymał nagrodę UNESCO „Fair Play” (1969). Podczas zawodów Pucharu Świata w slalomie w Aspen po przekroczeniu mety został sklasyfikowany na czwartej pozycji, co byłoby jego życiowym sukcesem. Od razu jednak przyznał, że ominął jedną z bramek.

 

Dwukrotnie nominowany do tej nagrody był Fibak. "Wychowałem się na mitologii greckiej, na Bohdanie Tomaszewskim. Mój ojciec także wpajał mi takie wartości. Dla mnie to było zawsze zupełnie naturalne. Trochę mi to ogólnie przeszkodziło w karierze, że się za bardzo przejmowałem tym wszystkim. Potem mieszkałem w USA i zauważyłem, że większość tamtejszych sportowców nie przykłada do tego aż takiej wagi, że liczy się przede wszystkim wynik" - wspominał w rozmowie z znany przed laty tenisista.

 

Jego zdaniem w przeszłości trzymanie się zasad fair play było dużo ważniejsze niż obecnie.

 

"Teraz liczy się profesjonalizm sportowy, duże sztaby, a sprawa interpretacji zasad schodzi na dalszy plan" - ocenił.

 

Według byłego trenera piłkarskiej reprezentacji Polski Andrzeja Strejlaua zarówno w sporcie, jak i w innych dziedzinach życia na pierwszym planie jest "żądza pieniądza" i to ona determinuje zachowania ludzkie.

 

"Przez to w sporcie jest walka o wynik. O trzecim miejscu jeszcze się może pamięta, ale o czwartym już nie. Z mojej obserwacji świata wynika, że ten, kto ma pieniądze, ten dyktuje warunki. Sport - niestety - nie jest od tego bardzo daleki, ale jest bardzo, bardzo bliski. Dlatego też uważam, że należy przypominać i pokazywać postawy fair play. Gdy się przejrzy wypowiedzi w telewizji, to mało jest bezcennych, większość jest - niestety - bezczelnych. To przerażające" - podsumował.

 

W debacie uczestniczyli także przedstawiciele innych dziedzin życia - m.in. piosenkarka Maryla Rodowicz, aktorzy Ewa Błaszczyk, Andrzej Strzelecki i Stefan Friedmann, polityk Jerzy Wenderlich, bankowiec Krzysztof Pietraszkiewicz oraz grupa dzieci z jednej z warszawskich szkół podstawowych.