W poprzednim sezonie zespół z Jarosławia, kierowany przez trenera-menedżera Kamila Dziukiewicza, zdobył historyczny medal w superlidze. W przerwie między rozgrywkami drużynę mistrza Polski wzmocnił m.in. Kou Lei. To zawodnik zajmujący 33. miejsce w rankingu światowym; najwyżej był 20. w 2017 roku.

 

"Kiedy podpisywałem kontrakt z Kolpingiem Frac wiedziałem, że w polskiej lidze występuje mnóstwo klasowych pingpongistów. Kilka la temu mistrzostwo w waszym kraju zdobył Jarosław Żmudenko (z Olimpią-Unią Grudziądz - PAP), ale nie miałem okazji porozmawiać z nim o superlidze. Wiedziałem, że trafiam do mocnej ligi i to będzie sportowe wyzwanie" - powiedział Kou Lei.

 

W poprzednim sezonie grał w Bundeslidze w TTC Zugbruecke Grenzau. To dawny klub Andrzeja Grubby i Lucjana Błaszczyka, który jednak nie walczy o trofea, bo jest wyraźnie słabszy kadrowo.

 

"Odszedłem z Grenzau, a nowymi zawodnikami zostali gracze z przeszłością w polskiej superlidze - Włoch Mihai Bobocica i Paragwajczyk Marcelo Aguirre" - dodał reprezentant Ukrainy, który kilka dni temu w meczu eliminacji mistrzostw Europy wygrał ze słynnym Białorusinem Władimirem Samsonowem 3:2.

 

31-letni Kou Lei pochodzi z Chin, ale w 2006 roku przyjechał na Ukrainę i spędził tam dwa lata. Obecnie mieszka z rodziną w Hiszpanii.

 

"Tak jak wielu chińskich tenisistów stołowych przyleciałem do Europy, aby trochę zarobić. Gram w reprezentacji Ukrainy, byłem m.in. na igrzyskach w Pekinie i Rio de Janeiro, ale muszę przyznać, że nie nauczyłem się języka ukraińskiego czy też rosyjskiego. Z kolegami z kadry rozmawiam po angielsku. A do Polski przyjechałem, aby pomóc obronić tytuł mistrzowski" - przyznał pingpongista, który w 2016 roku przegrał z Jakubem Dyjasem w ćwierćfinale ME.

 

Nowy sezon Kolping Frac rozpoczął od dwóch zwycięstw (3:1 z Energą Toruń i 3:0 z Palmiarnią Zielona Góra) oraz porażki z Dekorglassem Działdowo 1:3. Kou Lei ma bilans gier 3-1.