26-letni Benavidez Jr (27-1, 18 KO), brat byłego już, najmłodszego mistrza kategorii superśredniej, Davida Benavideza, nie zakładał porażki z broniącym pasa WBO wagi półśredniej, Terence’em Crawfordem (35-0, 25 KO). Miał oczywiście świadomość, że walczący w swoim mieście, przed swoją publicznością pięściarz z Nebraski jest wybitnym mistrzem w swoim fachu, że zdobywał mistrzowskie pasy w trzech kategoriach i uważany jest za jednego z dwóch najlepszych (obok Wasyla Łomaczenki) bez podziału na kategorie, ale jego wiara we własny talent i ogromne możliwości była ponad to.

 

Jestem większy, silniejszy, mocniej biję i Crawford to poczuje – mówił przed walką w Omaha Jose Benavidez Jr. Obaj niepokonani, mający za sobą ciekawe kariery amatorskie, szczególnie Benavidez, który w wieku 16 lat został najmłodszym w historii zwycięzcą krajowego turnieju o Złote Rękawice. A rok później zadebiutował na zawodowym ringu.

 

Kocha boks, drogie samochody i broń. I niewiele brakowało, by od kuli zginął. Dwa lata temu kula niedoszłego zabójcy przeszyła prawą nogę Benavideza Jr, przebijając tętnicę udową. Cudem się nie wykrwawił, ale lekarze nie dawali mu najmniejszych szans na powrót do sportu.

 

Pięć lat starszy Crawford też kiedyś szczęśliwie uniknął śmierci. W 2008 roku wygrał trochę pieniędzy grając w kości i gdy je liczył siedząc w swoim samochodzie zabłąkana kula przeznaczona dla kogoś innego trafiła go przez tylną szybę w głowę. Skończyło się na głębokiej ranie, obfitym krwawieniu i pięciodniowym pobycie w szpitalu.

 

Dziś Crawford wiedzie znacznie spokojniejsze życie niż wtedy. Ma piątkę dzieci, kochającą żonę i wygrywa walkę za walkę na oczach rodziny. W starciu z Benavidezem Jr bukmacherzy nie przewidywali sensacji, Crawford był w ich oczach zdecydowanym faworytem, 25:1. I tak też było w ringu. Mierzący 188 cm Jose Benavidez Jr wygrał może dwie rundy, pozostałe dziewięć można było spokojnie zapisać na konto obrońcy tytułu.

 

W ostatnim, 12 starciu, pięściarz z Phoenix próbował jeszcze poszukać szansy, wystrzelił prawym z dołu, ale Crawford ułamek sekundy szybciej wyprzedził go podobną akcją. Zmęczony Benavidez Jr ciężko wstawał. Czarodziej z Omaha takich okazji nie zaprzepaszcza, doskoczył, uderzył kilka razy, znów trafił i sędzia Celestino Ruiz zatrzymał walkę na 18 sekund przed końcowym gongiem.

 

Benavidez Jr nie miał pretensji. – Crawford jest wielkim mistrzem, ale ja też nim jestem. Obaj daliśmy ludziom świetne widowisko – skomentował, jak widać nie tracąc poczucia własnej wartości.

 

Statystyki komputerowe nie pozostawiają żadnych wątpliwości, kto rozdawał karty w tym pojedynku i kto zapracował na znacznie wyższe honorarium (3,625 mln USD dla Crawforda i 500 tysięcy dla Benavideza Jr). Z 579 zadanych ciosów Crawford trafił 186, w tym na korpus 70. Benavidez Jr odpowiednio – 501/92/34. Przewaga w tzw jabs i mocnych ciosach też była wyraźnie po stronie urzędującego mistrza. 55 trafionych uderzeń przednią ręką, w tym 11 na korpus, a rywal tylko 28 i żadnego na korpus. Power punches też dla Crawforda: z 302 trafił 131 (59 na korpus), a Benavidez Jr – 211/64/34.

 

Po tej walce wiemy już, że Crawford w wyższej wadze nic nie traci na wartości, nawet jak jest 15 cm niższy od rywala i ma mniejszy zasięg. Szybkość, refleks i precyzja robią swoje. Do tego chłodna głowa mistrza, która podpowiada najlepsze rozwiązania. Kolejna wygrana Czarodzieja z Omaha potwierdza jedynie, że na Crawforda nie ma mocnych, również w wadze półśredniej.