Ostatniego rywala, Viorela Simiona zdmuchnął z ringu w Omaha już w pierwszej rundzie. On, który nigdy się nie śpieszy i nie dąży na siłę do nokautu tym razem rzucał na deski doświadczonego Rumuna jak szmacianą lalkę. 36-letni Simion, brązowy medalista mistrzostw świata (2005) i mistrzostw Europy (2002) padał trzy razy, zanim sędzia się na nim zlitował. Nikt wcześniej nie potraktował go tak, jak Shakur.

 

21 zwycięstw i tylko dwie punktowe porażki z mistrzami świata, Lee Selbym i Scottem Quiggiem tylko potwierdzały jego umiejętności.


Ale Stevenson to pięściarz z innej półki, choć tak naprawdę dopiero zaczyna wielką, zawodową karierę. Simion był jego dziewiątym rywalem, wszystkich pokonał, pięciu przed czasem. I dopiero teraz pokazał, że ma też instynkt zabójcy.


Na amatorskich ringach wygrał dużo. Gdyby w olimpijskim finale igrzysk Rio de Janeiro sędziowie spojrzeli na niego nieco łaskawszym okiem, mógłbym napisać, że wygrał wszystko co był do wygrania. Ale opowiedzieli się za Kubańczykiem Robeisy Ramirezem, inną megagwiazdą amatorskiego boksu, który do złota zdobytego w wadze muszej na igrzyskach w Londynie (2012) dołożył kolejne w Rio, w kategorii koguciej.


21-letni Stevenson dziś walczy w wadze piórkowej, a walkę z Simionem stoczył nawet w superpiórkowej, bo rywal nie był w stanie uzyskać niższego limitu.


Shakur Stevenson, najstarszy z dziewięciorga rodzeństwa urodził się w Newark w stanie New Jersey. To tam, w Prudential Center, Tomek Adamek stoczył kilka ze swoich wielkich walk. Tam też Krzysztof Głowacki znokautował Marco Hucka i odebrał mu pas WBO w wadze junior ciężkiej, tam przyjeżdżali oglądać ich walki Adam Kownacki i Jarrell Miller, pogromca Adamka.


Newark, bokserskie miasto, ale też jedno z najbardziej niebezpiecznych w USA, z budzącym grozę współczynnikiem przestępczości. Gdyby nie boks, tacy jak Shakur Stevenson zapewne byliby młodocianymi gangsterami, wielu z nich trafiłoby do więzienia, inni w porachunkach młodzieżowych gangów straciliby życie.


Ale Shakur miał sporo szczęścia, pokochał bokserskie treningi i walkę na pięści według określonych reguł. I miał talent, który bardzo szybko pozwolił mu poczuć smak wygrywania.


Pięć lat temu wygrał mistrzostwa USA juniorów i w tym samym roku został mistrzem świata w wadze muszej (52 kg). W Kijowie pokonał pięciu rywali, w półfinale Kazacha, a w walce o złoto Ukraińca i stanął na najwyższym stopniu podium.


Rok później zgarnął jeszcze więcej. W Reno kolejny tytuł mistrza USA juniorów, w Sofii złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Świata, a w chińskim Nankinie wygrał drugie Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie. W 2015 roku przeszedł do wagi koguciej (56 kg), został młodzieżowym mistrzem USA i wygrał amerykańskie kwalifikacje olimpijskie, a rok później w Buenos Aires zapewnił sobie start na igrzyskach w Rio de Janeiro.


I tam sięgnął po olimpijskie srebro, minimalnie przegrywając z podobnie jak on utalentowanym Kubańczykiem Robeisy Ramirezem, który sześć lat wcześniej, tak jak Stevenson wygrał Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie.


Wtedy w Singapurze brązowy medal w wadze muszej zdobył Polak, Dawid Michelus. Stał na młodzieżowym podium olimpijskim tylko stopień niżej od Ramireza. Gdzie jest dzisiaj? Tony Yoka, który wygrał wówczas z Josephem Parkerem finał wagi superciężkiej zdobył w Rio de Janeiro olimpijskie złoto, Parker został zawodowym mistrzem świata i zarobił już fortunę.


Dlaczego do tego wracam? Ano dlatego, że właśnie teraz rozgrywane są w Buenos Aires III Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie. Nie ma tam nawet jednego Polaka, a jedyna Polka Natalia Gajewska odpadła z turnieju po pierwszym przegranym pojedynku.


Nie ma dobrego boksu zawodowego bez sukcesów i solidnej pracy w boksie olimpijskim. Powtarzam to od lat, ale bez odzewu. Nasz boks olimpijski od lat leży na łopatkach, takie są fakty, których nikt nie chce widzieć takimi jakimi są, władze polskiego sportu również. A jeśli już pojawią się talenty takie jak Michelus, to je gubimy. Dlaczego?


Cztery lata temu w Nankinie, tam gdzie wygrywał Stevenson, na najwyższym stopniu młodzieżowego, olimpijskiego podium stała Elżbieta Wójcik, najlepsza w wadze 75 kg.


Ale do Rio de Janeiro już nie poleciała, teraz też nie odnosi sukcesów, jeszcze walczy, ale w elicie jej nie ma. Dlaczego?


Takich pytań jest więcej, zadawałem je sobie, gdy w nocy z soboty na niedzielę komentowałem kolejny, zwycięski występ wiecznie uśmiechniętego, leworęcznego Shakura Stevensona.