Początek selekcjonera Brzęczka jak Engela

Piłka nożna

W czterech pierwszych meczach polscy piłkarze pod wodzą Jerzego Brzęczka nie odnieśli żadnego zwycięstwa. Od 2000 roku równie nieudany start z selekcjonerów Biało-Czerwonych miał tylko Jerzy Engel, ale później doprowadził zespół do mistrzostw świata.

Początek pracy polskich selekcjonerów, począwszy od 2000 roku, często bywał nieudany. Praktycznie każdy z nich przejmował drużynę po niepowodzeniach poprzednika i testował, eksperymentował, szukając nowych rozwiązań. Efekt był taki, że wiele tych meczów Biało-Czerwoni przegrali. A jeżeli zwyciężali, to m.in. dlatego, że rywale byli niżej notowani.

 

Engel oficjalnie prowadził kadrę od 1 stycznia 2000 roku i przez pierwsze miesiące był mocno krytykowany. Zaczął od wyjazdowych porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1. Następnie przyszły bezbramkowe remisy, również towarzyskie, z Węgrami i Finlandią. Kibiców niepokoił nie tylko brak zwycięstw, ale także goli. Ostatecznie jednak ówczesny selekcjoner zdołał zbudować bardzo ciekawy zespół, który - również dzięki przyjęciu polskiego obywatelstwa przez Emmanuela Olisadebe - spisał się znakomicie w kwalifikacjach mistrzostw świata.

 

Sam występ na mundialu okazał się dla porażką i po powrocie do kraju selekcjonerem został Zbigniew Boniek, obecnie prezes PZPN. Cztery pierwsze mecze kadry to prawie cała kadencja "Zibiego", który łącznie prowadził ją w pięciu spotkaniach.

 

Bilans czterech pierwszych nie wyglądał "na papierze" źle - dwa zwycięstwa, remis i porażka, ale ten przegrany mecz był najważniejszy. Biało-czerwoni 12 października 2002 roku ulegli w Warszawie Łotwie 0:1, co - jak się później okazało - miało duży wpływ na brak udziału w barażach o awans do Euro 2004 (zagrali z nich właśnie Łotysze).

 

Następcą Bońka został Paweł Janas. On początek miał niezły - dwa zwycięstwa i dwa remisy, żadnej straconej bramki, ale dwóch z czterech rywali było niżej notowanych - Macedonia i zwłaszcza San Marino.

 

Od sierpnia 2006, po nieudanym mundialu w Niemczech, selekcjonerem został Leo Beenhakker. Holender zaczął kiepsko. Na początek przegrał towarzysko z Danią na wyjeździe 0:2, a następnie z Finlandią u siebie 1:3 na inaugurację kwalifikacji Euro 2008. Później przyszedł remis u siebie w meczu o punkty z Serbią 1:1 i wywalczone w trudach wyjazdowe zwycięstwo nad Kazachstanem 1:0, również w kwalifikacjach mistrzostw Europy.

 

Po tych czterech występach biało-czerwoni pokonali jednak w Chorzowie Portugalię 2:1. W meczu, który przeszedł do historii polskiego futbolu. Był również jednym z ważnych kroków na drodze do awansu na Euro 2008.

 

Po nieudanym turnieju w Austrii i Szwajcarii Beenhakker zachował posadę. Stracił ją dopiero pod koniec eliminacji MŚ 2010, po wyjazdowej porażce 0:3 ze Słowenią.

 

Po nim tymczasowo kadrę objął Stefan Majewski i przegrał oba ostatnie mecze kwalifikacji - z Czechami 0:2 na wyjeździe i ze Słowacją 0:1 u siebie, choć akurat w tym drugim starciu, rozgrywanym w zimowych warunkach, kadra wyglądała całkiem przyzwoicie.

 

Od listopada 2009 roku selekcjonerem był Franciszek Smuda. Polska grała wówczas tylko towarzyskie mecze, ponieważ z eliminacji Euro 2012 - jako współgospodarz turnieju - była zwolniona.

 

Trudno oceniać początek pracy Smudy - rywale, z wyjątkiem Rumunii, nie byli bowiem mocni. Kilka dni po porażce z Rumunami 0:1 w Warszawie jego piłkarze pokonali w Bydgoszczy Kanadyjczyków 1:0, a w styczniu - w Tajlandii, gdzie grali w krajowym składzie, ulegli 1:3 również osłabionej Danii i pokonali 3:1 gospodarzy.

 

Końcem pracy Smudy w reprezentacji okazało się Euro 2012, gdzie Polacy nie wyszli z grupy. Następcą został Waldemar Fornalik. Jego początek też nie był udany. Wyjazdowa porażka 0:1 z Estonią została uznana za przykrą sensację. W trzech kolejnych meczach było jednak lepiej - remis 2:2 na gorącym terenie w Czarnogórze, zwycięstwo u siebie 2:0 nad Mołdawią (oba mecze w eliminacjach mistrzostw świata 2014) oraz zwycięski sparing u siebie z RPA 1:0.

 

Na mundial w Brazylii kadra Fornalika jednak nie zdołała awansować, więc nowym trenerem został w listopadzie 2013 roku Adam Nawałka. On, podobnie jak Engel, Beenhakker i teraz Brzęczek, również zbierał na początku cięgi od opinii publicznej. Wśród głosów krytyki mało słyszalne były te, które podkreślały, że Nawałka na razie szuka, a kadra ma być gotowa dopiero na eliminacje Euro 2016.

 

Zaczęło się od porażki u siebie ze Słowacją 0:2 i remisu z Irlandią 0:0. Statystyki poprawiły dwa zwycięstwa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w meczach z Norwegią i Mołdawią.

 

Nawałka zdążył zbudować zespół, awansował w dobrym stylu na turniej we Francji, a tam dotarł do ćwierćfinału. Rozpędzona kadra zdołała jeszcze, mimo wyjazdowej porażki 0:4 z Danią, zakwalifikować się na mundial w Rosji, ale mistrzostwa świata okazały się nieudane i nowym selekcjonerem został w lipcu Jerzy Brzęczek.

 

Jego początki okazują się trudne, chyba jeszcze bardziej niż w czasach Engela, ale rywale są z górnej półki, a mecze w większości o punkty.

 

Remis 1:1 z Włochami w Bolonii w premierowej edycji Ligi Narodów oraz identyczny wynik u siebie w towarzyskiej potyczce z Irlandią nie były jeszcze powodem do niepokoju, ale październikowe porażki w LN u siebie z Portugalią 2:3 i Włochami 0:1 już tak. Biało-czerwoni, choć został im jeszcze wyjazdowy mecz z Portugalią, jako pierwszy zespół spadli do niższej dywizji LN.

 

Prezes PZPN Zbigniew Boniek podkreślał od początku, że premierowe rozgrywki UEFA to poligon doświadczalny, a kadra ma być gotowa na rozpoczynające się w marcu eliminacje Euro 2020. Wkrótce kibice dowiedzą się, czy Brzęczek pójdzie śladami Engela, Beenhakkera oraz Nawałki i po falstarcie zdąży zbudować zespół skutecznie walczący o awans do Euro 2020.

MM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze