Maciej Turski: Jakie otrzymujesz głosy po ogłoszeniu Waszego pojedynku z Kleberem Koike Erbstem?

Mateusz Gamrot: Czasami denerwują mnie pytania, ale chyba taka po prostu jest rola dziennikarzy. Odbiór jest zdecydowanie pozytywny, ale byłem zaskoczony jedną sprawą, już podczas spotkania z Kleberem. Nie spodziewałem się, że on jest taki duży. W moich wyobrażeniach był nieco mniejszy. Zdałem sobie sprawę, że na ten moment wcale nie jestem dużym piórkowym. Uspokoiło to nieco moją głową odnośnie zbijania większej liczby kilogramów.

Czy Kleber był miły podczas Waszego spotkania?

Nasza historia jest nieco dłuższa niż tylko nasza konfrontacja. Mieliśmy okazję bić się na tych samych galach. Kilkukrotnie ze sobą rozmawialiśmy. Mamy sporo szacunek do siebie, ale to jest biznes. W klatce każdy będzie chciał wygrać i urwać sobie głowę.

W rozmowie z nami Kleber powiedział, że masz pecha. Na historyczną walkę wybrałeś sobie po prostu złego przeciwnika.

Rewelacyjne słowa, uwielbiam pewnych siebie zawodników. Ja jestem mistrzem, on też się nim czuje. To naturalna reakcja z jego strony. Ja mogę przecież powiedzieć tak samo... W mojej opinii to będzie po prostu zderzenie ciężarówki z maluchem. Stanie przed nim duża ściana i z takim nastawieniem wejdę do klatki.

Zwrócił również uwagę, że obaj jesteście mistrzami grapplingu, ale Wasze dyscypliny źródłowe są kompletnie inne. Na mistrzowskim poziomie ta różnica odgrywa ogromną rolę.

Oczywiście. On jest wirtuozem, lubi kręcić się z pleców i szukać poddań. Ja preferuję walkę z góry. Konfrontacja stylów to zawsze rewelacyjna sprawa. Poznamy odpowiedź, która dyscyplina źródłowa jest lepsza pod MMA - moje zapasy, a może jego ju-jitsu. Elektryzuje mnie konfrontacja z Kleberem. Dodatkowo napędza myśl zdobycia drugiego pasa mistrzowskiego!

Dla Ciebie będzie to największe wyzwanie w zawodowym MMA? On twierdzi, że miał okazję bić się z lepszymi zawodnikami...

Każdy z moich rywali tak mówił, a sami wiecie jak się kończyło. Wszyscy bardzo się dziwili, kiedy zamykała się klatka i wynik szedł w moją stronę. W tym wypadku myślę, że będzie tak samo.

Dwóch zawodników świetnie radzących sobie w parterze, więc teoretycznie pojedynek powinien przenieść się na matę. Zakładasz, że właśnie tak się stanie?

Nie wiem czy stanie się to już na początku walki, ale w parterze znajdziemy się na pewno. Kleber jest reprezentantem szkoły ju-jitsu, a ja nie będę unikał jego gry jak ognia. Też chciałbym pokazać się w tej płaszczyźnie jak najlepiej i zaoferować swoje "asy".

Po raz kolejny do walki będziesz przygotowywał się również w American Top Team. Na jakich zasadach współpracujesz z amerykańskim klubem?

Okres przygotowawczy do walki mam bardzo długi, trwa prawie pół roku. Większość czasu spędziłem w klubie Czerwony Smok w Poznaniu, a do ATT jadę przede wszystkim na sparingi, przygotowanie taktyki. Mogę liczyć na różnorodność sparingpartnerów na najwyższym światowym poziomie i z różnych kategorii wagowych. Lecę tam po raz trzeci i już wszyscy mnie tam dobrze znają - trenerzy, zawodnicy. Traktują mnie jak swojego. Reprezentuję ich klub, a oni gwarantują mi swoje usługi - nocleg, wsparcie trenerów, opiekę medyczną. Na moich barkach pozostaje tylko wyżywienie i przeloty.

Będziesz mógł liczyć na wsparcie któregoś ze szkoleniowców ATT w swoim narożniku?

Chciałbym, żeby Mike Brown przyleciał do Polski. Przy ostatniej walce żałował, że nie mógł się pojawić. Myślę, że teraz on również chce odwiedzić Polskę i pojawić się w moim narożniku. To sprawa jeszcze do ostatecznego ustalenia.

W załączonym materiale wideo rozmowa z Mateuszem Gamrotem!