Haratyk: Poprzedni sezon ułożył się dla mnie książkowo

Inne
Haratyk: Poprzedni sezon ułożył się dla mnie książkowo
fot. Cyfrasport

Michał Haratyk nie ma nic przeciwko temu, aby najbliższy sezon był dla niego tak udany jak poprzedni. - W tym roku nie było na mnie mocnych. Wszystko ułożyło się książkowo - dobrze i bez kontuzji przepracowałem sezon - przyznał mistrz Europy w pchnięciu kulą.

- Muszę przyznać, że to był mimo wszystko dziwny sezon. Miałem najlepszy wynik w Europie, nikogo za mną nie było i w ogóle się nie stresowałem. Wszystko ułożyło się książkowo, bo cały okres przygotowawczy bardzo dobrze przepracowałem. Obyło się także bez kontuzji. Zrobiłem swoje i w tym roku nie było na mnie mocnych. Okazałem się najlepszy na Starym Kontynencie i z Europejczykiem przegrałem dopiero po mistrzostwach w Berlinie, na zawodach Diamentowej Ligi – przyznał Haratyk.

 

Kulomiot Sprintu Bielsko-Biała zdaje sobie jednak sprawę, że wynik, który zapewnił mu w sierpniu złoty medal na mistrzostwach Europy (21,71, jego rekord życiowy i Polski wynosi 22,08), może już nie wystarczyć w rywalizacji w październiku 2019 roku w Dausze podczas czempionatu globu i za dwa lata na igrzyskach olimpijskich w Tokio.

 

- Te imprezy są ważniejsze niż mistrzostwa Europy i chciałbym także na nich stanąć na podium. Aby tak się stało, muszę poprawić swój rekord życiowy. Mam wynik powyżej 22 metrów, ale cały świat pcha ponad tę granicę. W tym roku legitymowałem się czwartym rezultatem i jeśli ta hierarchia by się utrzymała, zająłbym czwarte miejsce, a to przecież najgorsza opcja dla sportowca – stwierdził.

 

Haratyk zapewnia, że wchodzi w najlepszy okres dla kulomiota.

 

- Mam 26 lat, a statystycznie w konkurencjach rzutowych mężczyźni najlepsze wyniki osiągają w przedziale 27-29 lat. Dlatego cieszę się, że zacząłem ostatnio dalej pchać, bo to optymistycznie rokuje. Jest nadzieja na kolejny progres i mam nadzieję, że najbliższy sezon przepracuję tak dobrze jak ostatni – powiedział.

 

Najlepszy kulomiot Europy nie ukrywa, że lubi ciężką pracę, ale dwa poprzednie tygodnie spędził na wczasach na Zanzibarze, gdzie oddał się słodkiemu lenistwu.

 

- Kiedy mam wakacje, nie jestem specjalnie aktywny. Lubię w tym czasie poleżeć i odpocząć, aby wszystko ze mnie zeszło. I ta wyspa na Oceanie Indyjskim znakomicie się do tego nadaje. Jedynym mankamentem jest to, że kiedy wieje, kokosy spadają z palm i trzeba uważać, aby nie dostać w głowę. Powoli jednak szykuję się do wznowienia treningów. 12 listopada rozpoczynam zgrupowanie w Zakopanem, podczas którego popracuję na siłowni i pochodzę po górach. Zimą, podobnie jak poprzednio, gros czasu spędzę jednak w Spale - podsumował Haratyk.

CM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze