Złoty medalista igrzysk olimpijskich w Londynie miał w Las Vegas do wygrania dużo więcej niż pozostanie mistrzem świata WBA wagi średniej. Ryota Murata broniąc pas mistrzowski prawdopodobnie zapewniłby sobie superwalkę z Giennadijem Gołowkinem (38-1-1, 34 KO) w Tokio.
 
Te plany musi jednak odłożyć na później, bowiem nie poradził sobie z challengerem, Robem Brantem. Amerykanin był celniejszy, szybszy i bardziej przebojowy, chociaż werdykt pozostawał kwestią sporną. Tuż przed jego ogłoszeniem komentujący walkę Maciej Miszkiń i Janusz Pindera orzekli, że "w żadną ze stron nie będzie on skandalem".
 
Brant był bliski powalenia mistrza w siódmej rundzie, a po walce to Amerykanin cieszył się dużo mocniej. Wiedział co się święci - sędziowie nie mieli wątpliwości i punktowali jednogłośnie 118:110, 119:109 i 119:109 na jego korzyść. Brant został nowym mistrzem świata wagi średniej!