Przed sezonem w Szczecinie dokonano poważnych wzmocnień. Pojawiło się wiele gwiazd światowej siatkówki: Bartosz Kurek, Matej Kazijski, Nicholas Hoag, Nikołaj Penczew, Simon Van De Voorde, Łukasz Żygadło... Ci zawodnicy zostali zakontraktowani po to, by klub włączył się do walki o mistrzostwo Polski.

 

Stocznia Szczecin obecny sezon ligowy rozpoczęła od falstartu. Najpierw organizacyjnego (niezawinionego przez klub) – gdy w Netto Arenie padło oświetlenie i mecz z Treflem Gdańsk trzeba było przerwać i przełożyć na inny termin. Później przyszedł falstart sportowy – porażka 0:3 we własnej hali z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Rozczarowali prawie wszyscy, poza Kurkiem, który wywalczył 21 punktów i rozegrał dobre zawody.

 

Jak często w takich sytuacjach, pojawiły się pytania. Dlaczego tak doświadczeni siatkarze zawiedli? Czy z konstelacji gwiazd uda się stworzyć drużynę? Czy działacze Stoczni nie przesadzili, ściągając do drużyny tak wiele indywidualności? Czy drużyna została właściwie dobrana?

 

Podopieczni Michała Mieszko Gogola szybko otrząsnęli się po porażce. Wyjazdowe starcie z kolejnym trudnym rywalem – drużyną Jastrzębskiego Węgla – zamknęli w trzech zwycięskich setach. Tym razem na pochwały zasłużyło już więcej graczy Stoczni. Dużo lepiej, w porównaniu z pierwszym meczem, zaprezentował się choćby Hoag, poprawiła się jakość przyjęcia. Kurek znów był najlepszy w drużynie, zdobył 17 oczek, kończył najważniejsze piłki i zasłużenie zgarnął nagrodę MVP. Co istotne – szczecinianie byli górą w końcówkach setów, wygrywali kluczowe akcje, co nie udało się im w pierwszym, najbardziej wyrównanym secie meczu z ZAKSĄ.


Jakie jest więc prawdziwe oblicze Stoczni Szczecin na początku sezonu? To z pierwszego meczu, czy też to ze zwycięskiej batalii z jastrzębianami?

– Bliżej swej prawdziwej tożsamości Stocznia była w spotkaniu z Jastrzębskim Węglem – twierdzi ekspert Polsatu Sport Łukasz Kadziewicz. – Ta drużyna jest – moim zdaniem – w tym momencie najdalej od maksa, jeśli chodzi o swój potencjał. Oni po prostu potrzebują czasu, szczególnie w stworzeniu formacji defensywnej, w ustawieniu, w podzieleniu boiska na strefy w elemencie przyjęcia. Takie nazwiska jak Kurek, Kazijski, czy Żygadło gwarantują nam jakość. Na pewno ta drużyna będzie grała wolniej od ZAKSY z Benjaminem Toniuttim, czy od Jastrzębskiego Węgla z Lukasem Kampą, ale oni mają właśnie taki profil zawodników.

 

– Wszyscy wiedzą, że najsłabszą stroną jest przyjęcie, ale ja mam świadomość, że czas będzie działał na korzyść tej drużyny i to może być ekipa, która będzie walczyła o mistrzostwo Polski – mówi dalej Kadziewicz i dodaje: – Mają krótką ławkę, ale te nazwiska gwarantują to, że można ich stawiać w gronie pewniaków do czołowej szóstki, a co się wydarzy dalej...?.

 

Nowy dyrektor sportowy Stoczni Szczecin Radostin Stojczew obiecywał przed sezonem budowę siatkarskiej potęgi, ale przyznał też że mocna drużyna nie powstanie z dnia na dzień. Zgranie gwiazd i opanowanie mechanizmów ma zająć około czterech miesięcy. – Chciałbym żebyśmy już w połowie stycznia następnego roku grali na oczekiwanym przeze mnie poziomie – powiedział Bułgar w rozmowie z "Super Expressem". Celem w obecnych rozgrywkach ma być miejsce na podium PlusLigi.

 

Mankamentem szczecinian jest spora dysproporcja pomiędzy największymi gwiazdami, a zawodnikami drugiego planu.

 

– Włodarze klubu ze Szczecina mieli mało czasu, więc jest to drużyna która była budowana szybko. Skoncentrowano się niemal wyłącznie na pierwszej szóstce. Pokazuje to choćby obsada środka. Janusz Gałązka to dobry ligowiec, ale czy Stocznia nie powinna mieć lepszego gracza na tej pozycji? Na zatrudnienie innego zawodnika nie było już czasu. Wszyscy polscy środkowi grający na poziomie reprezentacyjnym byli już zakontraktowani. Jest to drużyna, która ma dużą dysproporcję, jeśli chodzi o boisko i rezerwy, ale mimo wszystko oni nie grają w pucharach. Liczy się więc te 26 spotkań w rundzie zasadniczej, a ci ludzie, którzy stoją na boisku gwarantują jakość – uważa Kadziewicz.

 

Jakie oblicze zaprezentuje Stocznia w swych następnych meczach? Kolejne spotkanie szczecinian znów zapowiada się niezwykle interesująco. W niedzielę 20 października siatkarze trenera Gogola zagrają na własnym parkiecie z Asseco Resovią (godzina 20.00; transmisja – Polsat Sport).