Zawodnicy Arki przegrali w Berlinie z Albą 68:82, a o sukcesie gospodarzy przesądziła czwarta kwarta, w której okazali się lepsi 28:15.

 

- Do stolicy Niemiec przyjechaliśmy z zamiarem pokonania Alby, ale wytrwaliśmy tylko trzy i pół kwarty. Kolejny mecz przegrywamy w ostatniej odsłonie, a zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Ciągle czegoś nam brakuje i wydaje mi się, że głównie doświadczenia. Rywale zachowali zimną krew, trafili pewne rzuty, a nam nagle uciekła koncentracja – skomentował Ponitka.

 

21-letni rozgrywający, który z dorobkiem 13 punktów był drugim, a z sześcioma asystami najlepszym podającym Arki, uważa, że jego drużyna miała na to spotkanie bardzo dobry plan. W dużej mierze pokrzyżował go zdobywca 27 punktów (plus osiem asyst) amerykański rozgrywający Alby Peyton Siva.

 

- Z rywalami nie mogliśmy rywalizować punkt za punkt, bo to niezwykle ofensywna drużyna, która słynie ze znakomitej kontry. Dlatego staraliśmy się zwalniać grę, ale w pewnym momencie Alba włączyła szósty bieg. A ojcem zwycięstwa gospodarzy był właśnie Siva, który zdobył najważniejsze punkty i dał swojemu zespołowi mnóstwo energii w ataku – dodał.

 

Arka poniosła w Pucharze Europy cztery porażki i w grupie B zajmuje ostatnią, szóstą pozycję. Żółto-niebiescy wierzą jednak, że niebawem przerwą kiepską passę.

 

- W Berlinie spisywaliśmy się dobrze przez 35 minut. Cały czas idziemy do przodu, z meczu na mecz gramy coraz lepiej i nasze zwycięstwo wisi w powietrzu. Jestem przekonany, że wkrótce się przełamiemy i pokażemy, że potrafimy nie tylko nawiązać z czołowymi europejskimi zespołami wyrównaną walkę, ale także z nimi wygrywać – podsumował Ponitka.

 

Na zakończenie pierwszej rundy gdynianie zmierzą się w środę we własnej hali z Limoges CSP. Francuski zespół ma na koncie dwa zwycięstwa i tyle samo porażek.