Maciej Turski: Wracasz do klatki KSW przy pierwszej możliwej okazji. Masz teraz okazję na przeprowadzenie pełnego okresu przygotowawczego, inaczej niż przed debiutem Powrót ze zdwojoną siłą?

 

Marian Ziółkowski: Niedługo minie prawie pół roku od ostatniej walki, a w moim przypadku to naprawdę długo. Toczyłem wcześniej sporo walk w krótkim okresie, więc nie jest to wcale tak szybko. Na pewno zrobię wszystko, żeby być przygotowanym w 100 %.

 

Z pewnością powracasz nieco podrażniony przebiegiem walki z Kleberem Koike Erbstem. Jest w głowie myśl, że teraz nie ma miejsca na potknięcia, choć przegrana w debiucie cały czas pozostawiła czystą kartę w KSW?

 

Nie będzie teraz okazji do żadnych wymówek. Dostałem sporo czasu na przygotowania. Mam sporo do udowodnienia sobie, kibicom i pojawia się trochę presji. Myślę, że jakoś sobie z tym poradzę i powinno być dobrze.

 

Na KSW 46 zmierzysz się z Gracjanem Szadzińskim. Nie ma mowy o rywalu na przetarcie, ale to ma również swoją jasną stronę. Włodarze wyraźnie dają znak, że mocno w Ciebie wierzą. Takie wsparcie chyba pomaga zawodnikowi...

 

Tak, zdecydowanie. Muszę powiedzieć, że nie mam na razie łatwej drogi w KSW. Zacząłem od mistrza organizacji, a teraz dostaje zawodnika, który jest rozpędzony i lubi nokautować swoich rywali. Cieszę się, że dostałem przeciwnika, który jest niedaleko walki o pas. To pokazuje, że włodarze szanują moje dokonania, biorą mnie pod uwagę w ważnych zestawieniach i ta walka nie jest przypadkiem.

 

Gracjan do tej pory w KSW dwukrotnie, brutalnie nokautował rywali - Macieja Kazieczkę oraz Paula Redmonda. Gracjan to tylko krwawe zakończenia, czy widzisz coś jeszcze?

 

Wiadomo, że preferuje walkę w stójce. Większość przegranych walk przegrywałem w parterze, po obaleniach przeciwników, którzy byli mocniejsi zapaśniczo. Cieszę się, że teraz będę miał okazję pokazać w KSW, że walka w stójce nie jest mi obca. Mam nadzieję, że uda się dać dobrą walkę.


Będziesz miał przewagę warunków fizycznych, natomiast Gracjan na pewno spróbuje narzucić swoje tempo walki i wywierać presję. W tym pomieszaniu stylów widzisz swoją szansę?

 

Zobaczymy, czy będzie wywierał presję i czy przyjdzie mu to z łatwością. Nie mam zamiaru cofać się w tej walce. Moja stójka też stoi na wysokim poziomie i wiele walk to pokazało. Będziemy mieli okazję pokazać, który z nas w tej płaszczyźnie po prostu potrafi więcej.

 

Walka może toczyć się w stójce, ale zawsze pozostaje jeszcze parter...

 

Mam tę przewagę, że z Gracjanem będę mógł skorzystać z tej płaszczyzny walki. Przegrana w ostatnim pojedynku z wirtuozem ju-jitsu nie ujmuje moim umiejętnościom. Wiem, że będę mógł sprowadzić ten pojedynek, ale zawsze walka zaczyna się w stójce. Nigdy nie unikam konfrontacji.

 

Czujesz, że zostałeś trochę rzucony na pożarcie? A może odbierasz to zestawienie jako ogromną szansę?

 

Nie jestem rzucony na pożarcie! Kompletnie tego zestawienia w taki sposób nie odbieram. To dla mnie ogromna szansa. Za mięso armatnie według wielu mogłem robić w walce z Koike Erbstem. Nie miałem przygotowań, na ostatnią chwilę zbijałem wagę i jeszcze ją musiałem poprawiać... Tutaj jest zupełnie inaczej. To jest uczciwe zestawienie. Dostałem zawodnika, który jest w moim zasięgu. Zwycięstwo otworzy mi drzwi do kolejnych fajnych pojedynków w organizacji. Po zwycięstwie jeszcze jedna czy dwie wygrane i można myśleć o pasie mistrzowskim.

 

Czuć, że jesteś bardzo głodny tego powrotu do klatki i słychać podwójną motywację...

 

Nie mogę się doczekać. Tym bardziej, że nie nacieszyłem się spektakularną wygraną z Patrykiem Nowakiem dla organizacji Fight Exclusive Night. Dwa tygodnie później błyskawicznie przegrałem z Kleberem... Wytworzył się we mnie wielki głód przez te miesiące. Jestem podwójnie zmotywowany i chcę w końcu wejść do klatki, aby pokazać na co naprawdę mnie stać.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Marianem Ziółkowskim.