W walce wieczoru gali w Lublinie Ewa Brodnicka (16-0, 2 KO) skrzyżowała rękawice z Nozipho Bell z RPA (8-2-1, 3 KO). Polka co prawda obroniła pas WBO kategorii superpiórkowej, jednak zrobiła to w wątpliwym stylu. Jej forma nie imponowała i delikatnie rzecz ujmując pojedynek nie należał do najbardziej porywających w historii boksu. W magazynie sportów walki Puncher Extra Time pięściarka zdradziła jednak powody słabej dyspozycji.

 

- Jestem zadowolona z tego, że cel został osiągnięty, ponieważ obroniła tytuł mistrzyni świata. Na pewno chciałabym to zrobić w lepszym stylu, bo wiem, że mnie na to stać. Moja rywalka była na pewno niewygodna - za często pozwalałam jej klinczować i sama wyprowadzałam za mało ciosów celnych, ale jestem zadowolona z tego, że do tej walki w ogóle doszło... To, co przeżyłam podczas przygotowań było bowiem czymś nierealnym. Przed moim wylotem do USA znów dało mi się we znaki kolano, które na szczęście udało mi się zaleczyć. Ponadto uważam, że na samej Florydzie trenerzy narzucili mi zbyt intensywne treningi i dołączając do nich 40-stopniowe upały i wysoką wilgotność mój organizm nie dał sobie z tym wszystkim rady. Wracając do Polski czułam się jakbym była pod wodą - powiedziała Brodnicka.

 

Zmiana strefy czasowej oraz kilka innych czynników złożyło się również na problemy pięściarki ze zbijaniem wagi.

 

- Po powrocie do Polski zachorowałam i musiałam dojść do siebie, a w dodatku moja waga całkowicie się zatrzymała. W Ameryce się nie objadałam, jednak ciężkie treningi sprawiły, że wypacałam z siebie litry płynów, a w formie reakcji obronnej mój organizm kumulował później ich nadmiar. Przed czwartkowym ważeniem miałam cztery kilogramy "na plusie", co nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej. Z środy na czwartek zrzuciłam kilogram, a ostatniego dnia dodatkowe trzy, co dla kobiety jest niesamowicie ciężkie. Po zbijaniu niepotrzebnie się opiłam i wymiotowałam wodą - nie będę już zdradzała reszty szczegółów, ale naprawdę były to niesamowite katusze i nie życzę nikomu, by musiał przeżywać coś podobnego. Jakby tego było mało podczas jednego ze sparingów dostałam przypadkowy cios łokciem i poszedł mi łuk brwiowy - dodała.

 

Brodnicka wypowiedziała się również na temat ewentualnych obozów przygotowawczych za granicą.

 

- W moim przypadku formuła z wyjazdem i powrotem tuż przed walką się nie sprawdza. Mogę trenować w USA, ale na miesiąc przed galą powinnam być już w domu, by ostatni okres przepracować w Polsce. Kolejne przygotowania będę chciała przeprowadzać bezpieczniej, by uniknąć przetrenowania i pozostałych negatywnych czynników - zakończyła Brodnicka.

 

Cała rozmowa z magazynu sportów walki Puncher Extra Time w załączonym materiale wideo.