Mariusz Hawryszczuk: Dla człowieka, który tak długo czekał na debiut w pierwszym zespole, to był wymarzony mecz. Najpierw dużo dobrych interwencji, a następnie obroniony rzut karny. Odebrał Pan chęci rywalom. Widoczny był duży luz w pańskiej grze, to poza czy prawdziwy luz?

Radosław Majecki: Bardzo się cieszę, że zagrałem pierwszy mecz w Legii. Szkoda, że nie na zero. Fajnie, iż wygraliśmy. Na początku było sporo nerwów, ale potem to ze mnie zeszło, w dużej mierze też dzięki drużynie.

Przy straconym golu zderzenie i brak komunikacji, czy po prostu tłok.

Piłka zagrana z rzutu wolnego, skozłowała na piątym metrze, więc musiałem po nią wyjść. Podobno ktoś popchnął Pawła Stolarskiego, on wpadł na mnie, a ja się wywróciłem, Myśleliśmy, że to był faul na Pawle.

Przed serią rzutów karnych wszyscy w Legii wiedzieli, jak wiele zależy od Radka Majeckiego. Arkadiusz Malarz podszedł do Ciebie i coś szepnął, podpowiedział?

On wie jak ja bronie karne. Podszedł do mnie, był pewny, że wygramy i powiedział mi tylko "powodzenia".

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.