Arce przystępował do pojedynku po siedmiu wygranych z rzędu, które nastąpiły po jedynych porażkach w karierze z Brianem Kelleherem. Z kolei dla Moraesa była to druga walka na odbudowanie swojej pozycji po przegranej z Zabitem Magomedsharipovem. Ich bezpośrednie starcie w Madison Square Garden miało zapewnić fajerwerki... i tak w istocie było.

 

W pierwszej rundzie Arce podejmował efektowne próby poddania rywala, ale żadna z nich nie była skuteczna i Moraes przetrwał te pięć minut. W drugiej odsłonie sporo było klinczu, który stał się jednak niezmernie krwawy ze względu na łokieć, który wylądował na głowie Arce. Po kilku minutach obydwaj zawodnicy byli niezwykle zakrwawieni, choć rana widniała na twarzy tego ostatniego. Arce wyszedł mimo kontuzji do ostatniej rundy i razem z Moaresem stworzył świetne widowisko w oktagonie.

 

O zwycięstwie jednego lub drugiego musieli zadecydować sędziowie, którzy byli wyjątkowo niejednogłośni. Jeden z nich wypunktował zdecydowany triumf Moraesa (30-26), drugi minimalną wygraną tego zawodnika (29-28). Decyzja trzeciego sędziego, który wskazał zwycięstwo Arce nie miała już większego znaczenia.

 

Po zakonczeniu pojedynku Moraes stanął oczywiście do obowiązkowego wywiadu, w którym zdradził, że druga i trzecia runda były dla niego bardzo niekomfortowe. - Krew zalała mi oczy - powiedział zwycięzca morderczego pojedynku.

 

Sheymon Moraes pokonał Julio Arce przez niejednogłośną decyzję (30-26, 29-28, 28-29)