Piłka nożna

Buksa i Matynia - kim są debiutanci w kadrze...

Dziennikarz Polsatu Sport przyznał, że powołanie do reprezentacji Polski na listopadowe mecze z Czechami i Portugalią zawodników Pogoni Szczecin, Adama Buksy i Huberta Matynii jest niemałą niespodzianką.

 

- Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, bo wydaje mi się, że te powołania są trochę na wyrost. Być może powołanie Buksy jest mniejszą niespodzianką, bo pamiętam jak wracał po kontuzji i odbudowywał swoją formę i widać, że te formę złapał. Co do Matynii to mam mieszane odczucia, że to jest takie kolejne poszukiwanie człowieka, który ma lewą nogę i tyle. Wystarczy mieć lewą nogę, aby znaleźć się w kadrze. Pamiętam też Nawałkę, który powoływał bardzo młodych piłkarzy takich jak Kownacki, Linetty, którego teraz nie ma. Zawsze jakiś młody dostawał szansę i widać, że podobnie myśli Brzęczek. To nie są piłkarze, których zobaczymy w podstawowym składzie - uważa Feddek.

 

Zaskoczenie może budzić zwłaszcza powołanie obrońcy Portowców. - Matynia zagrał ostatnio bardzo dobry mecz z Lechem, ale zawalił dwie bramki z Jagiellonią i jedną z Arką. Ma 60 meczów w ekstraklasie, ale dobrych zagrał może maksymalnie dziesięć procent z tego, więc zastanawiam się co dostrzegł Brzęczek, czego my nie widzimy? - powiedział reporter Polsatu Sport.

 

Feddek bardziej koncentruje się na innych piłkarzach, którzy powinni dostać szansę gry. - Bardziej oczekiwałbym tego, żebyśmy wreszcie zobaczyli takich zawodników jak Frankowski, który powinien dostać poważną szansę, Kądzior, który jest powoływany, a nie gra i Pietrzak z Wisły Kraków. To są trzy nazwiska zawodników, którzy przychodzą mi do głowy, którzy są powoływani, a jak przychodzi co do czego to siedzą na ławce lub na trybunach. Albo Brzęczek ich w końcu sprawdzi albo nie - zaznaczył.

 

Wśród powołanych znalazł się Kuba Błaszczykowski, który nadal nie występuje w VFL Wolsfburg. Podobnie sytuacja wygląda u Karola Linettego oraz Arkadiusza Recy, ale ich Brzęczek nie zaprosił na zgrupowanie.

 

- Brzęczkowi będzie brakowało konsekwencji jeżeli nadal będzie powoływał Kubę, a będzie go powoływał, bo myślę, że przez kadrę będzie chciał go odbudować i dać mu szansę, żeby znalazł inny klub. Nie będzie oglądał się na tych, którzy go krytykują. Kontrowersje na pewno będą, bo skoro jest on, a nie ma innych piłkarzy, którzy stracili miejsce w klubie, to samo pytanie ciśnie się na usta dlaczego Kuba, a nie inni? - zastanawia się Feddek.

 

Brak Linettego nie jest jednak zaskoczeniem dla naszego reportera. - Linetty moim zdaniem kompletnie zawiódł w tych meczach, w których otrzymał od Brzęczka szansę i myślę, że potwierdziło się, że on w kadrze ma jakiś kłopot. To jest piłkarz, który gra regularnie w Serie A i tam jest w miarę doceniony i chwalony, a w reprezentacji regularnie zawodzi. Pamiętam właściwie jeden mecz Linettego, w którym zagrał na odpowiednim poziomie, ale pamiętam, że miał słabe wejście w to spotkanie. To był mecz z Irlandią o punkty, który wtedy decydował o awansie. Wyszedł w podstawowym składzie i przez pierwsze piętnaście minut nie wiedział za bardzo jak grać, ale potem odpalił. Uważam, że to był jego najlepszy występ w reprezentacji u Nawałki. Jednak u Nawałki miał też momenty, w których na treningach wyglądał lepiej, a na meczu nie potrafił dać tego, czego selekcjoner od niego oczekiwał. Był ciągnięty za uszy od samego początku, od zgrupowania w Abu Dhabi. Właściwie przez całą kadencję poprzedniego selekcjonera był w tej kadrze, ale nie przekonał. Brzęczek dał mu szansę i od razu go odstawił - zauważa Feddek.

 

Czy oprócz Buksy i Matynii możemy mówić o innych niespodziankach w kadrze na Czechy i Portugalię? - W kadrze znalazły się nazwiska, które były już na liście u Brzęczka, więc wielkich zaskoczeń nie ma. Problemem jest lewa obrona i co zrobić, aby wypełnić tę lukę. Nie wydaje mi się, żeby chłopak o takim potencjale jak Matynia wypalił w reprezentacji i dostał szansę tak jak Reca, który gdyby grał, to by tego miejsca nie oddał, bo miał świetne wejście do drużyny. Brakuje mu wyłącznie gry w klubie. Z drugiej strony czy Bednarek dużo gra? Nie wydaje mi się - powiedział Feddek.

 

Nasz rozmówca nie rozumie dlaczego obrońca Southampton nadal jest powoływany do kadry. - Jest bez gry, a Glik nie może ciągnąć go za uszy, ponieważ ma swoje problemy w klubie i przyjeżdża na reprezentację, żeby odetchnąć i złapać fajny rytm. Nie czepiałbym się tak bardzo Błaszczykowskiego, a bardziej właśnie Bednarka, który dostaje regularnie kolejne szanse od czasu mundialu i właściwie nie ma meczu, w którym nie możesz mieć do niego pretensji. Od mistrzostw w Rosji nie robi postępów. Wręcz przeciwnie, jest zamieszany niemal w każdą bramkę i nie gra nadal w klubie. To kiedy ma się poprawić i na jakiej postawie? Sam trening nie zastąpi praktyki meczowej i to widać. Zawsze jest gdzieś spóźniony, źle wyjdzie, źle skróci, źle się ustawi, ucieka od światła bramki. Nie wygląda to dobrze i to jest osoba, której najbardziej uczepiłbym się w tych powołaniach - przyznał.

 

- Błaszczykowski wprawdzie sprokurował jedną sytuację w meczu z Włochami, ale to jednak Bednarek gra na pozycji, która jest kluczowa w obronie. Jak nie masz dobrze zbudowanej defensywy, to nie ma zespołu. Opieranie tej formacji właśnie na nim, powoduje, że tracimy mnóstwo bramek. Moim zdaniem on się nie rozumie z Glikiem. Widzę w tym konsekwencję, ale nie widzę w tym logiki, bo skoro nie gra, a zawodzi praktycznie przy każdej sytuacji bramkowej, jest współodpowiedzialny lub odpowiedzialny za stracone gole i nadal otrzymuje powołanie, to tego nie rozumiem - stwierdził Feddek.

 

Dziennikarz Polsatu Sport odniósł się do słów Bożydara Iwanowa, który powiedział, że wystarczy rozegrać kilka dobrych meczów i już można liczyć na powołanie do reprezentacji (tekst znajdziesz TUTAJ).

 

- Dla mnie problemem jest nasza ekstraklasa, w której wszyscy się już zachwycają Legią i tym jak gra, natomiast zapominamy, że żaden z naszych klubów nie gra w europejskich pucharach i tak naprawdę nasza liga w ogóle nie jest miarodajna. No bo z czym to porównać, skoro nie gramy nigdzie w Europie? Biorąc pod uwagę okres Nawałki, to jednak polskie kluby grały w europejskich pucharach i ci zawodnicy z ekstraklasy byli doświadczeni. Ci, którzy wchodzili do reprezentacji z krajowych drużyn, to byli czołowi zawodnicy swoich ekip. Tak było z Jędrzejczykiem, Pazdanem, Mączyńskim. To są ludzie wyciągnięci przez Nawałkę z polskiej ligi, ale to byli kluczowi zawodnicy, którzy w tym czasie grali w europejskich pucharach. Tutaj tego nie widzę. Ja rozumiem, że trener Brzęczek ma jeszcze dwa mecze, żeby próbować i może błądzić. On wie lepiej, on ich obserwował i bierze na siebie to wszystko. Dla mnie kluczowe będą eliminacje. Te dwa listopadowe mecze uważam, że powinniśmy potraktować mimo wszystko z takim delikatnym przymrużeniem oka. Oczywiście czasu jest coraz mniej, więc oczekiwalibyśmy jakiejś koncepcji, jakiegoś szkieletu tej drużyny, powtarzalności i konsekwencji. A tego trochę brakuje i myślę, że te dwa mecze to już nie jest czas na eksperymenty, tylko na to, żeby wrócić do tej koncepcji, którą oglądaliśmy z Włochami i żeby dała jakąś nadzieję. A my mam wrażenie, że coraz dalej idziemy w las - zaznaczył.

 

Feddek wypowiedział się na temat potencjalnego ustawienia w ofensywie. - Ja byłbym za tym, żeby stawiać na człowieka ogranego z Lewandowskim, czyli na Milika, bo jest w formie, gra mniej lub więcej w Lidze Mistrzów i Serie A, ale gra i przede wszystkim oni się doskonale rozumieją. Jeżeli wrócimy do grania z Grosickim, który jest w formie, bo do niej wraca, to to jest ta trójka, która na boisku doskonale się rozumie. Grosicki zawsze to podkreśla, że najlepiej pracuje mu się z Milikiem, bo gra z nim w ciemno. Mimo wszystko wracałbym do schematów, które są już utarte i dokładałbym drobne szczegóły, elementy, ale nie aż tak duże jak to było w ostatnich spotkaniach - przyznał.

 

- Nie mamy w tej chwili piłkarzy, którzy potrafią wejść i dać jakość. To już mówił Nawałka, że nie ma zmienników, którzy mogliby zastąpić takiego Glika, Pazdana i od razu będzie jeden do jednego. Tak się nie da i uważam, że powinniśmy jednak trochę bardziej wrócić do tej stabilizacji, która miała miejsce przed mistrzostwami świata - podkreślił.

 

Kogo nasz rozmówca chciałby zobaczyć w najbliższych spotkaniach Biało-Czerwonych? - W tym ustawieniu w ogóle nie widzę Buksy. Uważam, że to są takie powołania, żeby ci chłopcy po prostu popatrzyli sobie na kadrę, poczuli jak ona oddycha, jak funkcjonuje, potrenowali z Lewandowskim. Oczekuję, że szansę dostaną w końcu Kądzior, Pietrzak, Olkowski, Frankowski. To są ludzie, którzy już byli regularnie powoływani i zasługują na to, aby wreszcie otrzymać szansę, bo wcześniej byli odstawiani na boczny tor. W pierwszej kolejności chciałbym ich zobaczyć - powiedział na koniec Feddek.