W niedzielę po przegranym u siebie meczu z Lechią Gdańsk (0:1), z pracą pożegnał się Ivan Djurdjevic, który prowadził poznański zespół od maja tego roku. Jego tymczasowy następcą został Żuraw, który od tego sezonu prowadzi ekipę trzecioligowych rezerw. Były piłkarz m.in. Zagłębia Lubin i Hannoveru 96 przyznał, że propozycja objęcia pierwszego zespołu była dużym zaskoczeniem.

 

"Sytuacja była bardzo dynamiczna. Po meczu z Lechią zostałem poproszony o pomoc. Klub szuka nowego szkoleniowca. Do momentu, gdy nie zostanie ogłoszony nowy trener, wspólnie z trenerem Karolem Bartkowiakiem będziemy prowadzić Lecha" – mówił Żuraw na konferencji prasowej.

 

Nie jest w stanie przewidzieć, jak długo będzie trwać jego misja. Wszystko wskazuje, że zasiądzie na ławce trenerskiej w niedzielę w Białymstoku.

 

"Mam już trochę doświadczenia trenerskiego i wiem, że te negocjacje krótko nie trwają. Więc raczej poprowadzę drużynę w niedzielę" – wyjaśnił.

 

Żuraw nie ukrywa, że w pierwszej kolejności musi odbudować mentalność drużyny, która przegrała trzy kolejne spotkania (dwa w lidze i jedno w Pucharze Polski).

 

"W tej chwili zespół nie jest mentalnie gotowy do zdobywania punktów, jak to miało miejsce wcześniej. Musimy wejść też w głowy piłkarzy, bo tu tkwi problem, a nie w przygotowaniu fizycznym. Ja znam ten zespół bardzo dobrze, także samych wielu zawodników, którzy bywali u mnie na meczu rezerw" – przyznał szkoleniowiec

 

W latach 2014-15 Żuraw był w Lechu asystentem Macieja Skorży. Wspólnie doprowadzili drużynę do mistrzostwa Polski, ale na początku kolejnego sezonu, po serii porażek w lidze, Skorża wraz z całym sztabem pożegnał się z klubem.

 

"Gdy odchodziliśmy, sytuacja w tabeli była zdecydowanie gorsza, a o samej atmosferze w drużynie nie chcę już w ogóle mówić" - wspomniał.

 

Żuraw nie chciał wypowiadać na temat przyczyn słabej formy Lecha, bo jak zaznaczył, "nie był w środku zespołu".

 

"Moim zdaniem nie można zarzucić zawodnikom braku zaangażowania, albo, że biegali gorzej niż inni. Na pewno drużyna nie kreowała tylu sytuacji, ile powinna. Uważam, że w Lechu są wciąż dobrzy piłkarze, ale w pewnym momencie coś się zacięło i zespół przestał wygrywać. Jak nie ma zwycięstw, nie ma atmosfery, ten +mental+ jest też coraz słabszy, a mecz w Częstochowie z Rakowem też odbił swoje piętno. Czasami +jak nie idzie+, to potem ta spirala się nakręca i niełatwo z niej wyjść" – stwierdził.

 

Opiekun "Kolejorza" kilkakrotnie podkreślał, że jego nowa rola ma charakter tymczasowy. Pytany jednak, czy byłby zainteresowany objęciem drużyny na dłuższy okres, odparł:

 

"Zrobiłem wszystkie kursy trenerskie, od kilku lat mam licencję UEFA Pro. Pracuję jako trener, dokształcam się. Chciałbym pracować kiedyś w ekstraklasie, a moim marzeniem jest prowadzenie drużyny w Bundeslidze. Nigdy tego nie osiągnę pracując w trzecioligowych rezerwach. W takim klubie jak Lech Poznań chciałoby pracować wielu szkoleniowców i to nie tylko z Polski. Jak znam życie, wielu zagranicznych trenerów już przysłało do klubu swoje CV" – przyznał.

 

Według spekulacji medialnych, jednym z kandydatów do objęcia poznańskiej drużyny jest były selekcjoner Adam Nawałka. Klub jednak nie potwierdza tych informacji.

 

"Na temat jakichkolwiek spekulacji dotyczących nazwiska nowego trenera nie udzielamy informacji. Nie klauzula czasu tu jest kluczowa, ale oczywiście mądra i dobra decyzja. Na tym się skupiamy. Więc trudno powiedzieć, czy to nastąpi jutro, za tydzień, czy na początku grudnia" - poinformował rzecznik prasowy Lecha Łukasz Borowicz.

 

Kwestia ewentualnego zatrudnienia Nawałki w Lechu budzi różne emocje, tym bardziej, że pojawiły się informacje, że jego praca też miałaby być "na czas określony". Duże wątpliwości ma były kapitan poznańskiej drużyny Bartosz Bosacki.

 

"Różne informacje pojawiają się, najbardziej dziwna jest ta, że w czerwcu trener Nawałka mógłby odejść z Lecha. Nie wydaje mi się, żeby szkoleniowiec wchodził do zespołu w sytuacji, jakiej on się znajduje i miał w głowie to, że niedługo z niego odejdzie. Ja, będąc piłkarzem takiej drużyny nie czułbym się najlepiej wiedząc, że za pół roku mogę nie mieć trenera" - powiedział PAP 20-krotny reprezentant Polski.

 

Jego zdaniem Nawałka jest osobą, która ceni przede wszystkim stabilizację i trudno uwierzyć, by jego misja w "Kolejorzu" miała charakter tymczasowy, choć nieco dłuższy w czasie niż praca Żurawia.

 

"Zastanawiam się, czy Lecha stać na to, żeby wyjść z takim komunikatem, że mamy o to trenera, ale za pół roku może być ktoś inny. W ogóle mi się to +nie spina+, zważywszy na to, że wcześniejszy szkoleniowiec Ivan Djurdjevic miał być trenerem na lata. Nie sądzę, żeby Nawałka decydował się na taki wariant. Natomiast nie da się ukryć, że dzisiaj praca w Lechu niesie za sobą ryzyko, ale to dotyczy wszystkich trenerów" - ocenił Bosacki.