Lech Poznań w sezonie 2017/2018 zakończył fazę zasadniczą rozgrywek Lotto Ekstraklasy na pozycji lidera. To rozbudziło apetyty nie tylko kibiców, ale również piłkarzy. Wszyscy chcieli mistrzostwa w Poznaniu.

 

- W poprzednim sezonie od bodajże 23. do 30. kolejki mieliśmy bardzo dobrą serię, więc apetyty automatycznie wzrosły. I my i kibice myśleliśmy, że to w końcu będzie ten rok. Zbudowaliśmy atmosferę. Nie mieliśmy ogromnej przewagi, tylko stratę na siedem meczów przed końcem fazy zasadniczej - powiedział Majewski.

 

Misja się nie powiodła, a to skłoniło włodarzy klubu do przemyśleń. Przyczyn porażki doszukiwali się również piłkarze.

 

- Graliśmy naprawdę fajną piłkę, ale czegoś zabrakło. Gdybym wiedział, co to było, to cały czas byłbym w Lechu. Miałem kontrakt na trzy lata. Podczas wakacji dostałem telefon, że trener nie widzi mnie w składzie, a ja miałem o sobie takie mniemanie, że jestem czołowym zawodnikiem drużyny - skomentował.

 

Lech to klub z ogromnymi ambicjami. Trzecie miejsce nie mogło więc zadowolić "Kolejorza".

 

- Dostałem SMS, że trzecie miejsce to za mało i to mnie nie dziwi, bo Lech to duży klub, jak na polskie realia. Ma budżet, bazę, ma wszystko, co pozwala być mistrzem Polski. Ja to zrozumiałem i musiałem iść dalej. Przyszedłem do Lecha, żeby odzyskać najlepsze wyniki sprzed lat, czyli zdobyć Puchar Polski, mistrzostwo. Nie udało mi się, więc przyszli kolejni zawodnicy. Nie byłem z tego zadowolony, ale musiałem się z tym pogodzić - ocenił.

 

Majewski dowiedział się o tym, że nie będzie już zawodnikiem Lecha w tracie trwania wakacji. Piłkarz nie żywi jednak urazy do zarządu o tę decyzję.

 

- Byłem na wakacjach. Jak zobaczyłem, że dzwoni prezes to wiedziałem, że nie będzie to ta informacja, jakiej mógłbym się spodziewać. Szybko się dogadaliśmy. Nie wydaje mi się, żebyśmy rozstali się w złych okolicznościach - powiedział.

 

Fragment dyskusji z programu "Cafe Futbol" w załączonym materiale wideo.