Rozstawiony z numerem trzecim duet polsko-brazylijski uległ Amerykanom Mike'owi Bryanowi i Sockowi 3:6, 6:7 (5-7). Kubotowi i Melo nie udał się tym samym rewanż za porażkę w tegorocznym finale US Open.

 

W rozmowie z polskimi mediami urodzony w Bolesławcu zawodnik przyznał, że para "długo wchodziła w ten mecz". - Przeciwnicy zasłużenie wygrali pierwszego seta i dominowali na korcie. W drugim próbowaliśmy zmienić taktykę, mieliśmy szansę na przełamanie, ale nie potrafiliśmy tego potwierdzić. Doszło do tie-breaka, w którym przeciwnicy okazali się lepsi. Nie ma co analizować tego spotkania, tylko trzeba zapomnieć i szykować się do następnego, które będzie znaczące dla pozostania w turnieju - powiedział.

 

Podkreślił, że wraz z Melo przygotowali "dwa, trzy warianty taktyczne, ale niestety nie spowodowało to, że wygraliśmy ostatnią piłkę". - Trzeba będzie coś zmienić. Różnicę na korcie bez wątpienia robił Sock - ocenił, chwaląc młodszego z pary Amerykanów, który w ubiegłym roku występował w Londynie w turnieju singlistów.

 

W środę Kubot i Melo zmierzą się z Francuzami Pierre-Hugues'em Herbertem i Nicolasem Mahutem, którzy również przegrali pierwszy pojedynek. Polak wskazał jednocześnie, że "zawsze cieszy się, jak ma możliwość występu w hali O2 we wschodnim Londynie", tłumacząc, że "to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy turniej w sezonie".

 

36-letni zawodnik podziękował również rodakom, którzy dopingowali go w poniedziałkowym spotkaniu, z których wielu przyniosło ze sobą polskie flagi. - Widziałem dzisiaj bardzo wiele polskich flag. Przykro mi, że nie wygraliśmy, ale miło było patrzeć, że tylu kibiców z Polski nas wspierało - dodał.

 

Kubot był również pytany o przyszłość kończącego sezon turnieju masters w obliczu trwających dyskusji o tym, jakie miasto powinno otrzymać prawo jego organizacji po 2020 roku, kiedy wygasa obecny kontrakt ATP z brytyjską stolicą. - To nie jest pytanie do mnie, tylko do władz ATP. Nie da się ukryć, że zawodnikom z Europy jest bliżej, aby rywalizować w Londynie, (...) ale zobaczymy, jakie zapadną decyzje; czy będzie przeniesione na Daleki Wschód - odpowiedział.

 

Jak jednak zaznaczył, "dzisiaj wszystko się robi pod publiczność: żeby ludzie przychodzili i oglądali, więc to ludzie powinni się wypowiedzieć, nie my".

 

Polak już po raz piąty występuje w ATP Finals, z różnymi partnerami. Przed rokiem, w parze z Melo, dopiero w decydującym spotkaniu ulegli Finowi Henriemu Kontinenowi i Australijczykowi Johnowi Peersowi 4:6, 2:6.

 

Pula nagród w ATP Finals wynosi 8,5 mln dolarów. Każdy deblista za udział otrzyma 100 tys. Grupowe zwycięstwo w deblu wyceniono na 38 tys., awans do finału to 103 tys. premii, a triumf w imprezie 200 tys. Zwycięzcy mogą się wzbogacić jednak aż o 517 tys. dolarów, o ile po drodze nie doznają porażki.