Maciej Turski: Od kiedy wiedziałeś, że musi dojść do rewanżowego starcia?

 

Tomasz Narkun: Po zakończeniu walki myślałem, że nie będzie tego pojedynku. Tylko ze względu na to, że Mamed nie chciał tej walki. Później dotarła do mnie informacja o propozycji rewanżu i już mieliśmy zalążek. Nie mogłem mu odmówić drugiej walki, ze względu na szacunek do jego osiągnięć. Organizacja tego chciała, kibice tego chcieli, więc nie mogło być po prostu inaczej.

 

W pierwszej walce Mamed długimi momentami narzucał tempo walkę, ale twierdzisz, że miałeś wszystko pod kontrolą. Jak wyglądał ten pojedynek z Twojej perspektywy?

 

Nieważny jest przebieg całej walki, ważny jest efekt. Nie ma dla mnie znaczenia, czy będzie to nokaut, czy będzie to poddanie. Najważniejsze, żeby moja ręka znalazła się w górze. Ja nie czułem dominacji Mameda w pierwszej walce, nie czułem, żeby prowadził ten pojedynek. To była po prostu dobra bitka.

 

Jakie emocje towarzyszyły Tobie po zakończonej walce? Czy od razu zdałeś sobie sprawę, że dokonałeś tego, czego nie mogli inni zrobić przez długie lata?

 

Oczywiście czułem ogromną radość. Były to dla mnie wielkie chwile, które zostaną ze mną do końca życia. Ten moment na zawsze zmienił moje życie. Chcę poczuć to raz jeszcze i myślę, że 1 grudnia uda mi się postawić przysłowiową kropkę nad "i".

 

Jak zmieniło się Twoje życie? Co po walce z Mamedem uległo zmianie i czy faktycznie te zmiany są aż tak zauważalne w codziennej rzeczywistości?

 

Gdy miałem kilkanaście lat z zapartym tchem oglądałem to, co działo się w KSW. Jako mały chłopiec układałem sobie w głowie plan do realizacji — chciałem zostać mistrzem i pokonać Mameda. W tamtym momencie wydawało się to mało realne, może nawet śmieszne, ale ja w to wierzyłem. Po zakończeniu pierwszej walki wszystko się zmieniło. Osiągnąłem coś, o czym marzyłem w dzieciństwie. Możesz się śmiać, ale to była moja droga życiowa, którą podążałem. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem.

 

Jakie wyzwania stoją teraz przed Tomaszem Narkunem? Powiedziałeś, że spełniłeś marzenia. Nie boisz się, że spoczniesz na laurach?

 

Obserwuję moich idoli, ludzi sukcesu, ale także tych, którzy obniżają swoje loty po osiągnięciu zakładanych celów. W środowisku krąży powiedzenie, że walka po największym triumfie bywa najtrudniejsza, bo w tym momencie dochodzi do prawdziwej weryfikacji klasy mistrzowskiej. Mam tego świadomość. Wiem, że moi rywale będą zdeterminowani, żeby zająć moje miejsce. Ja też taką drogę musiałem przejść. Doświadczenia życiowe mi pomogą pozostać na odpowiednim poziomie. Zdaję sobie sprawę, że im wyżej się znajduję, tym wyżej muszę trzymać ręce.

 

Przygotowania do rewanżowej walki nie są dla Ciebie nowością. Pokonałeś przecież za drugim razem Gorana Reljicia na KSW 32 i zdobyłeś właśnie w rewanżu pas mistrzowski organizacji. Jak wygląda to w przypadku Khalidova?

 

Muszę wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Poznałem już Mameda w klatce i wiem, czego mogę się po nim spodziewać. To była bezcenna lekcja. Nie pozwolę się zaskoczyć po raz kolejny. Będę starał się narzucić swoją grę od początku do końca pojedynku. A kto wie, co ja zrobię? Może zaskoczę obaleniem w pierwszych sekundach? Może będę chciał poddać po raz kolejny trójkątnym duszeniem? Chcę, żeby mówili o mnie "król rewanżów" i tak będą mówili już po następnej walce.

 

Taktyki zapewne na ten pojedynek nie będziesz chciał zdradzać...

 

Mogę powiedzieć, żaden problem. Pytasz o taktykę? Wygrana walka. To jest najprostsza taktyka.

 

Jaka jest recepta na drugi, doskonały pojedynek? Oczekiwania fanów, ekspertów są ogromne. Pierwsza walka przeszła do historii i po raz kolejny chcemy podobnych emocji. Co zrobić, by wszystkie zostały spełnione?

 

Jesteśmy wystarczająco zwariowani i nieszablonowi, że po pierwszym ciosie na pewno zacznie się wojna na wyniszczenie. Wygra silniejszy, wygra bardziej zdeterminowany, wygra po prostu lepszy. Patrząc na przebieg pierwszej walki możemy być spokojni, że tym razem również będzie ciekawie, niezwykle emocjonująco i nie można spuszczać wzroku nawet na sekundę.

 

Mamed życzy sobie, żebyś był ofensywny i chciał otwartej walki.

 

Nie musi się o to martwić. Nie mam zamiaru uciekać. Wystarczy obejrzeć moje dotychczasowe pojedynki i odpowiedź przychodzi sama. Nigdy nie uciekam, a częściej to ja czasami ryzykuje ofensywnymi akcjami. W pierwszej walce zapłaciłem za to wysoką cenę. Coś za coś. Chcę dawać kibicom dobre walki, fajne dla oka.

 

Czujesz jeszcze większy szacunek do umiejętności Khalidova ze względu na pierwszą walkę?

 

Szanuję każdego przeciwnika w taki sam sposób. Przez wiele lata startów amatorskich i zawodowych w różnych formułach doświadczałem sytuacji, w których zagrożenie przychodziło z niespodziewanej strony. Sytuacja może zmienić się w każdej sekundzie i jestem na to gotowy. Podobnie będzie w rewanżowej walce z Mamedem. Walczę o drugą wygraną z legendą. Wierzę mocno w to, że to będzie nasza ostatnia walka. Będę zdeterminowany jeszcze mocniej niż przed pierwszą walką.

 

Nie tęsknisz za rywalizacją o pasy mistrzowskie?

 

Zawsze pas dodaje troszkę smaczku. Los na razie pokierował moją karierą w inny sposób, ale liczę, że po wyjaśnieniu spraw z Mamedem wrócę do walki w obronie swojego tytułu.

 

Rośnie Ci mocny pretendent w osobie Wagnera Prado. Przyglądałeś się jego nokautom z podwójną ciekawością?

 

Różnym osobnikom się przeglądam, ale pamiętajmy, że to wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Do MMA staram się podchodzić ze spokojną, chłodną głową. Na wiele spraw nie mamy wpływu. Będę gotowy na każdego pretendenta.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Tomaszem Narkunem.