- Porażka zawsze boli i szkoda, że nie wykorzystaliśmy swoich sytuacji, zwłaszcza Roberta Lewandowskiego po przerwie. Pokazaliśmy jednak, że grając atakiem pozycyjnym potrafimy stworzyć sobie okazje, do tego trzeba było dodać tylko skuteczność. W tym elemencie rywale byli lepsi. W drugiej połowie Czesi mieli jedną sytuację i jej nie zmarnowali. A kiedy goście zdobyli bramkę, czyli mieli korzystny wynik, stanęli "11" za linią piłki. W takiej sytuacji ciężko się odnaleźć, boisko też nie było rewelacyjne i nie sprzyjało grze piłką – zauważył.

 

26-letni pomocnik pojawił się na boisku w 69. minucie, kiedy zastąpił Piotra Zielińskiego i na początku grał na środku pomocy.

 

- Mieliśmy wyjść wyżej i starać się odbierać rywalom piłkę na ich połowie. Dopiero na ostatnie 10 minut przeszedłem na swoją nominalną pozycję, czyli na bok pomocy, ale nie narzekam, bo staram się grać najlepiej tam, gdzie wystawia mnie trener. Poza tym muszę zbierać doświadczenia i każda minutą spędzona w reprezentacji jest dla mnie niezwykle cenna. Cieszę się z każdej chwili w drużynie narodowej – zapewnił.

 

Dokonania reprezentacji Polski za kadencji selekcjonera Jerzego Brzęczka nie mogą jednak nikogo zadowolić. W pięciu spotkaniach biało-czerwoni zanotowali trzy porażki i dwa remisy.

 

- Nie możemy załamywać się przegraną z Czechami. Wręcz przeciwnie, musimy o nie zapomnieć, wyciągnąć wnioski, dalej intensywnie pracować i robić swoje – podsumował Kądzior.