Anthony Joshua jest mistrzem IBF, WBA, WBO, Deontay Wilder ma pas WBC, ale Tyson Fury odgraża się, że po 1 grudnia ten będzie należał do niego. Faworytem jest jednak Wilder, i to on jest najbardziej oczekiwanym rywalem dla złotego medalisty igrzysk w Londynie. Ale gdyby Fury pokonał Wildera, czego nie można wykluczyć, choć nie będzie faworytem, to jego starcie z Joshuą też może być megahitem.

 

Na razie Joshua spokojnie patrzy na rosnącą kolejkę, która ustawia się po jego pasy. Oprócz Wildera i Fury’ego na liście potencjalnych przeciwników jest też Dillian Whyte, który w amatorskich czasach pokonał Joshuę, ale na zawodowym ringu został przez niego znokautowany. Wszyscy jednak pamiętają moment w którym mocno nim wstrząsnął i przez moment zapachniało sensacją.

 

Jedno jest pewne, ich rewanż zapełni każdy obiekt na Wyspach Brytyjskich.

 

I to nie jest przypadek, że najbliższe dwie walki Joshua stoczy na stadionie Wembley, gdzie mieści się 90 tysięcy ludzi. Pierwszy termin znamy, to 13 kwietnia przyszłego roku. Za wcześnie jeszcze na nazwisko rywala, wiele zależeć będzie bowiem od wyniku dwóch pojedynków: najpierw będzie wspomniane starcie Wildera z Furym, a później, 22 grudnia, Whyte stoczy rewanżowy pojedynek z Dereckiem Chisorą i wcale nie jestem przekonany, że będzie górą.

 

Komentowałem ich pierwszą walkę i wydawało mi się, że to Chisora bardziej zasłużył na wygraną. Owszem, była wyrównana, więc sędziowie mieli prawo opowiedzieć się za Whyte’em, ale z drugiej strony Chisora mógł czuć się werdyktem rozczarowany.

 

Tylko jeśli teraz on będzie zwycięzcą, to mocno skomplikuje plany Eddiego Hearna.

 

Angielski promotor mając podpisane kontrakty z czołowymi pięściarzami tej kategorii jest oczywiście w komfortowej sytuacji, ale nie ulega wątpliwości, że wygrane Wildera i Whyte’a uprościłyby mu logistykę przyszłorocznych wydarzeń.

 

Owszem jest jeszcze Jarrell Miller, który w najbliższy weekend w Kansas zapewne bez problemów pokona Rumuna Bogdana Dinu, oraz Ołeksandr Usyk, który zapowiedział, że poszuka szczęścia w wadze ciężkiej, ale najpierw musi odpocząć po walkach, które stoczył w tym roku.

 

Obaj mogą mocno zamieszać w czołówce najcięższej kategorii, Miller z uwagi na gabaryty i częstotliwość zadawanych ciosów, a Usyk  ponieważ jest wybitnym pięściarzem. Nie ma wprawdzie nokautującego, pojedynczego ciosu, ale to co pokazał w wadze junior ciężkiej wygrywając turniej World Boxing Super Series i kompletując wszystkie pasy, każe patrzeć z uwagą na jego przyszłe występy. I nie tylko moim zdaniem, wielu pewnych siebie ciężkich musi się mieć na baczności, bo Ukrainiec jest postacią wyjątkową. Ale i tak na walkę z Joshuą będzie musiał trochę poczekać, najwcześniej mógłby się z nim zmierzyć dopiero pod koniec  nadchodzącego roku. A wcześniej walczyłby  np. z Aleksandrem Powietkinem, czy wspomnianym wcześniej Dillianem Whyte’em.

 

Wiele zależeć będzie oczywiście od Eddiego Hearna i jego biznesowych pomysłów, bo nie łudźmy się, strona finansowa jego promotorskiej działalności jest nie mniej ważna, jeśli nie ważniejsza, od czysto sportowych wartości. Ale o to też możemy być spokojni. W tym przypadku biznes idzie w parze z boksem na najwyższym poziomie.