Przemek Garczarczyk: Adam, gratuluję poznania daty i przeciwnika, bo wiem, że dla pięściarza nie ma niczego gorszego niż wyczekiwanie na potwierdzenie tego, gdzie i z kim walczy. Opowiedz o kulisach tego, co działo się podczas tej niezwykłej konferencji prasowej w Los Angeles.
 
Adam Kownacki: Było naprawdę fajnie, dowiedziałem się o tym parę dni przed wylotem, to był duży sekret, tak można powiedzieć. Mówili, żeby wszystko trzymać w tajemnicy, nic o tym nie mówić.  Zupełnie inna skala boksu, nigdy czegoś takiego nie miałem okazji zrobić w życiu, więc fajne, nowe doświadczenie. Było dużo bokserów, wszyscy w tym samym hotelu, więc było miło widzieć wszystkie znajome twarze. 
 
Gerald Washington, to podejrzewam było tylko jedno z kilku nazwisk, które były brane pod uwagę.
 
Dokładnie. Washington, z tych innych najmniejsze ryzyko wprowadza do gry. Nie żebym się bał, ale myślę, że jestem w takiej pozycji, że chcę dojść (do walki mistrzowskiej), że to będzie kolejny sprawdzian. To duży chłop, ponad 2 metry wzrostu, 115 kilogramów wagi, więc wzrostem pasuje do Wildera i też do Joshuy. Będzie dobry egzamin, piąć się do jednego z tych mających tytuły. On chyba najbardziej pasuje, dlatego był wybrany.
 
Nie przeszkadza Tobie na pewno fakt, że Washington boksował z Big Baby Millerem, Twoim przyjacielem - zawsze możesz podnieść słuchawkę telefonu, powiedzieć “Big Baby, podrzuć parę rzeczy, jak z nim walczyć”.
 
Każda walka jest inna, to wiemy. Byłem na tamtej walce, widziałem ich i jakby nie było, Washingtona poddał narożnik, Wilder też go nie położył, też poddał Washingtona narożnik. Ma więc dwie przegrane przed czasem, ale ja, jako pierwszy. postaram się go położyć na deski. (...) Super, że wraca Izu. Mam nadzieję, że się będzie rozwijał, waga ciężka robi duży szum, powraca. Życzę mu jak najlepiej. Z Dominicem (Breazeale) dobrze wypadł, tylko mu trochę energii zabrakło... 
 
Cała rozmowa z Adamem Kownackim w załączonym materiale wideo.