Awans naszej młodzieżówki na mistrzostwa Europy to wydarzenie graniczące z cudem. Po 24 minutach wtorkowego meczu z Portugalią Polacy prowadzili już 3:0. I to nie po przypadkowych golach, ale pięknej ofensywnej grze i wypracowanych  sytuacjach. Śmiem twierdzić, że tak dobrze, z takim rozmachem i polotem grającej polskiej drużyny na tle jednego z najsilniejszych rywali w Europie, nie widziałem od lat. I to biorąc pod uwagę pierwszą reprezentację czy kluby. 

 

To było właśnie najbardziej budujące w tym najlepszym meczu w polskim futbolu w roku 2018. Nie sam wynik 3:1 i awans do finałów mistrzostw Europy, ale fakt, że ci polscy młodzi zawodnicy naprawdę potrafią grać bardzo dobrze w piłkę. Nie tylko wygrywać dzięki jakiemuś fortelowi taktycznemu, korzystając ze słabości rywala czy też wielkiemu szczęściu, ale po prostu dominować, prowadzić grę, wymieniać wiele podań, celnie strzelać, prezentować hart ducha, a później odpowiedzialność i dojrzałość, kiedy brakowało już sił, a rywal próbował odrobić straty.  

 

Owszem, to był ten sam zespół, który w eliminacjach dwukrotnie skompromitował się ledwo remisując z Wyspami Owczymi i w tej całej euforii nie należy o tym zapominać. Szybki zjazd, kolejne wpadki, są jak najbardziej możliwe. Ale dotychczas wydawało się, że sufit drużyny prowadzonej przez Czesława Michniewicza jest zawieszony na pewnej, niezbyt dużej wysokości i przebić się go raczej nie da.

 

Było nim wyszarpane cudem zwycięstwo nad zespołem Danii, który wygrał naszą grupę i podczas meczu w Gdyni był od Biało-Czerwonych zespołem piłkarsko dużo lepszym. Mecz w Portugalii zweryfikował ten pogląd. Okazuje się, że młodych Polaków stać także na rzeczy wielkie.

 

Tacy gracze jak Bartosz Kapustka, Krystian Bielik, Patryk Dziczek, Kamil Grabara, Mateusz Wieteska, Kamil Jóźwiak, Sebastian Szymański czy Dawid Kownacki to są zawodnicy mogący wzbić się na poziom międzynarodowy. Ich występ w Portugalii stał się punktem odniesienia. Muszą dążyć do tego, aby, tak jak tam prezentować się na co dzień. A skoro mamy już tę wiedzę to nie ma już żadnych przeciwwskazań, aby przynajmniej na kilku z nich zacząć stawiać w pierwszej reprezentacji.

 

Pewnie, że nie na siłę i nie na wszystkich i chyba ma rację Michniewicz, że żaden z jego wybrańców natychmiast nie będzie zawodnikiem, który odmieni drużynę narodową. Bez wątpienia nie ma wśród jego piłkarzy geniusza, właściwie każdy ma jakieś bardzo poważne, nawet jak na swój wiek, deficyty. I jestem raczej przekonany, że po ich włączeniu do kadry seniorów może być pewne rozczarowanie, będą się pojawiać głosy, że to za wysokie progi, może się zdarzyć, że młody coś zawali, zawiedzie.

 

Tyle, że w ich przypadku jest nadzieja, że się jeszcze rozwiną, nauczą, przystosują. A w przypadku coraz większej grupy seniorów takiej nadziei już nie ma. No nie będzie już raczej lepszy Kuba Błaszczykowski. Jakby to brutalnie nie zabrzmiało, ten fantastyczny sportowiec co miał zagrać to już dla drużyny narodowej zagrał.

 

Inni jeszcze w sile piłkarskiego wieku, ale notorycznie zawodzący jak Grzegorz Krychowiak czy Piotr Zieliński mogliby się przynajmniej na jakiś czas przesunąć. Przecież wprowadzenie kilku młodych wilków nie musi dla innych oznaczać rozstań definitywnych z kadrą. Ale warto to zrobić.

 

Młodzieżówka w Portugalii wystawiła selekcjonerowi kadry Jerzemu Brzęczkowi glejt na takie przedefiniowania jego spojrzenia na jej zawodników. Może śmiało korzystać nie tylko z tych, którzy się do młodzieżówki nie łapali, jak Jan Bednarek czy Adam Buksa, ale także bez wielkich obaw po innych.

 

I właśnie nad tym jak przelać wszystko co dobre z młodzieżówki do pierwszej reprezentacji powinien się tej zimy pochylić selekcjoner ze swoim sztabem i być może także opiekunami kadry U-21. Tutaj potrzeba merytorycznej roboty, a nie jakiejś emocjonalnej szarpaniny z dziennikarzami, którzy coś tam „zaćwierkali” w mediach społecznościowych. Panie Jerzy, pan się nie boi!

 

W załączonym materiale skrót meczu Polska - Portugalia U'21