Pindera po MŚ kobiet w boksie: Jest problem, co dalej?

Sporty walki
Pindera po MŚ kobiet w boksie: Jest problem, co dalej?
fot. PAP

Polki wracają z MŚ w boksie, choć te jeszcze trwają, bez medalu, co już nikogo nie dziwi. Ostatni raz stały na podium tej imprezy... sześć lat temu.

Tamte mistrzostwa odbyły się w Chinach, w Qinhuangdao, i poprzedzały igrzyska olimpijskie w Londynie, w których panie debiutowały. Srebrne medale wywalczyły wtedy Sandra Kruk (57 kg) i Magdalena Wichrowska (64 kg), ale nie były to kategorie olimpijskie. W Londynie panie walczyły, podobnie jak cztery lata później w Rio de Janeiro tylko w trzech kategoriach: muszej, lekkiej i średniej.

 

Dlatego w Qinhuangdao najcenniejszy był brązowy medal Karoliny Michalczuk w wadze do 51 kg, dający jej olimpijski awans. Niestety na awansie się skończyło. Michalczuk, jedyna nasza mistrzyni świata w boksie olimpijskim, dziś trener kobiecej reprezentacji Polski, wróciła z Londynu bez medalu, przegrywając swój pierwszy pojedynek z pięciokrotną mistrzynią świata, Hinduską Mary Kom.

 

Z premedytacją zaczynam od historii, by przejść do mniej radosnej teraźniejszości. Mistrzostwa świata w New Delhi zakończyły się bowiem bolesną porażką siedmiu Polek, z których żadna nie znalazła się w strefie medalowej. Szczytem ich możliwości były ćwierćfinały Sandry Drabik (51 kg), Elżbiety Wójcik (75 kg) i Agaty Kaczmarskiej (81 kg). Inna sprawa, że werdykt przyznający wygraną Turczynce Elif Guneri w starciu z Kaczmarską był kontrowersyjny, a Wójcik przegrała z dobrze sobie znaną, walczącą podobnie jak ona - z odwrotnej pozycji - Walijką Lauren Price 2:3.

 

Tylko Drabik nie może mieć wątpliwości, uległa bardzo dobrej, doświadczonej, leworęcznej Jainie Szekierbiekowej z Kazachstanu. Jednogłośnie na punkty (0:5), ale wciąż jest jedną z tych, które mogą powalczyć o medal w Tokio (2020) jeśli oczywiście tam się znajdzie. Od Rio de Janeiro dzielił ją przecież maleńki krok.

 

Dwanaście lat temu, też w Indiach, na podium MŚ stały trzy Polki, Michalczuk ze srebrnym medalem w wadze 54 kg, a z brązowymi Jagoda Karge (52 kg) i Beata Małek (80 kg). Brak Polek w strefie medalowej w tych mistrzostwach smuci i każe zadać pytanie, co dalej? I niczego nie zmienia fakt, że Rosjanki też wracają z Indii przegrane, mają tylko jeden medal. Chinki mają ich pięć, Indie cztery.

 

Problem niewątpliwie jest, bo to Polki pod wodzą obecnego prezesa były kiedyś potęgą, trzeba więc rozwiązać go możliwie szybko, bo czas ucieka, tylko jak to zrobić. Wymiana trenerskich kadr wszystkiego jak widać nie załatwia.

 

Za niespełna dwa lata igrzyska olimpijskie w Tokio. Panie będą w Japonii walczyć w pięciu kategoriach (muszej – 51 kg, piórkowej – 57 kg, lekkiej – 60 kg, półśredniej – 69 kg i średniej – 75 kg), ale okazji, by się tam zakwalifikować nie będzie zbyt wiele: mistrzostwa świata na Syberii, do tego jeden, dwa turnieje i koniec. Już dziś trzeba więc się zbroić, turniej w Indiach na szczęście był jedynie próbą generalną.

 

Mężczyźni w tym roku mają puste przebiegi, nie licząc Mistrzostw Unii Europejskiej (MUE), o których za chwilę. Mistrzostwa Europy i świata dopiero w 2019 r. Te drugie będą jednocześnie kwalifikacją do igrzysk, gdzie nie zobaczymy już wagi papierowej i lekkopółśredniej. W Tokio panowie będą walczyć o medale w ośmiu wagach: muszej - 52 kg, piórkowej – 57 kg, lekkiej - 63 kg, półśredniej – 69 kg, średniej – 75 kg, półciężkiej – 81 kg, ciężkiej – 91 kg i superciężkiej - +91 kg, a nie jak do tej pory w dziesięciu.

 

Szans, by wystąpić na igrzyskach będzie więc jeszcze mniej niż dotychczas. Oprócz MŚ w kalendarzu znajdzie się turniej światowy oraz kontynentalny. Za wcześnie jeszcze, by oceniać możliwości naszych reprezentantów, ale zakończone w Hiszpanii MUE nie były dla nas zbyt udane. Polacy zdobyli wprawdzie w Valladolid trzy brązowe medale (jeden z losowania), ale wygrali tylko trzy walki (9 przegrali), co cieszyć nie może.

 

Warto jeszcze wspomnieć fakt o którym doniósł jeden z portali. Karolina Michalczuk, trenerka naszej żeńskiej reprezentacji poleciała do Indii nie mając wymaganych kwalifikacji, by sekundować swoim zawodniczkom (brak tzw. gwiazdek). Doradzała im z trybun, a w narożniku jej rolę pełnił czeski trener.

Można by zażartować, że to jak czeski film, w którym nikt nic nie wie, ale nie o to chodzi. W Polskim Związku Bokserskim (PZB) zapewne miano tego świadomość, zasadne jest więc pytanie: dlaczego do takiej sytuacji dopuszczono?

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze