Maciej Turski: Brat, menadżer czy może również szkoleniowiec? Jaka jest Twoja rola w przygotowaniach Tomka?

 

Artur Narkun: Zawsze na pierwszym miejscu będę bratem. Z drugim bratem zajmujemy się sprawami menadżerskimi Tomka. Jestem również jednym z jego największych fanów - oglądam walki, sparingi i kibicuję. Jeżdżę z nim w trakcie przygotowań praktycznie wszędzie. Staram się podpowiadać w miarę moich możliwości. Kocham swoje zajęcia i cieszę się, że mogę być częścią jego teamu.

 

Jesteś w stanie czasami odłożyć miłość braterską na bok i obiektywnie ocenić postawę Tomka? Czasami brat bywa chyba nawet surowszym sędzią niż trener na sali.

 

Wychodzę z założenia, że jeśli ma być dobrze, to muszę mówić mu prawdę. Bywają dni, że do przesady przypominam mu o jego błędach. Po pewnym czasie Tomek zaczyna się irytować, wchodzimy na wojenną ścieżkę i zaczynamy się kłócić. Potem emocje opadają i na końcu zawsze staramy się wyciągać odpowiednie wnioski. Tomka największym skarbem jest to, że chce i potrafi czerpać wiedzę. Kiedy zwracam mu uwagę na najdrobniejsze aspekty, on od razu przyjmuje do siebie krytykę. Nasze działania opieramy również na wzajemnym zaufaniu.

 

Zostawmy na chwilę umiejętności sportowe. Jak Tomek wygląda pod względem mentalnym? Często podkreślał, że zdobycie pasa mistrzowskiego KSW oraz pokonanie Mameda to były jego marzenia. Nie brakuje w takim wypadku motywacji?

 

Tomek ma mistrzowski charakter, jemu ciągle jest mało... Nie odbiło mu po pokonaniu Gorana Reljicia, nie odbiło mu po zwycięstwie nad faworyzowanym Marcinem Wójcikiem, dlaczego miałoby to zmienić się po walce z Khalidovem? Tomek jest cały czas tym samym gościem. Niektórzy mówią, że nie jest pokorny. Jest. Ale często ludzie mylą to z pewnością siebie.

 

Częste podróże - do Poznania, Warszawy i innych klubów - nie rozbijają nieco przygotowań? A może potrzebujecie innego spojrzenia na postawę Tomka?

 

Zawsze z bratem staramy się układać grafik tak, żeby nie zakłócać trybu treningowego. Na podróż poświęcamy dzień odpoczynku. Tomek w trakcie drogi zajmuje się sobą, a trasa zajmuje zazwyczaj kilka godzin. Tomek cały czas chłonie wiedzę i jest głodny nowych doświadczeń. Chcemy wykorzystać ten moment. Nasz klub Berskerkers Team to naprawdę kapitalne miejsce, w którym osiągnęliśmy największe sukcesy, ale Tomek zna swoich kolegów już na pamięć i czasami potrzebuje nowych doświadczeń.

 

Widać sporo optymizmu w Waszych wypowiedziach. Jako brat i menadżer jesteś spokojny o to, co wydarzy się już 1 grudnia?

 

Szczerze? Jestem bardzo spokojny. Żyje tym pojedynkiem i jestem podekscytowany. Widzę, jak Tomek ciężko pracuje, a co najważniejsze dostrzegam progres. Jeśli ostatnio było dobrze, to teraz jest znacznie lepiej. Nawet na krótkich wakacjach nie mogliśmy usiedzieć na miejscu, bo ciągle w głowie siedziała nam tylko jedna sprawa i po kilku dniach powoli rozpoczęliśmy przygotowania do rewanżu.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Arturem Narkunem.