Bożydar Iwanow: Jak to możliwe, że osiemnastoletni chłopak jest podstawowym obrońcą zespołu Ekstraklasy, i to w dodatku takiego, który radzi sobie z Legią Warszawa i Lechem Poznań? Przyznasz, że nie jest to codzienność, by ktoś o tak małym seniorskim doświadczeniu pełnił taką rolę?

 

Sebastian Walukiewicz: (śmiech) Trudne pytanie na początek. Jestem półtora roku w Szczecinie, trenuję z pierwszym zespołem, ciągle się rozwijam. Poszczęściło mi się, bo zdaję sobie sprawę, że wszedłem do składu, bo kontuzji doznał Jarek Fojut. Ale to miejsce wywalczyłem sobie też ciężką pracą. Teraz najważniejsze jest grać, zbierać doświadczenie i iść ciągle do przodu.

 

Przejście z Gorzowa Wielkopolskiego do Legii Warszawa w wieku 13-stu lat było równie cenne?

 

Ten wyjazd dał mi bardzo dużo. To w Legii przekwalifikowano mnie z piłkarza ofensywnego na obrońcę. Wcześniej grałem na „10” albo nawet „9”. W Warszawie spokorniałem, zobaczyłem, że są ode mnie lepsi. Dojrzałem pod względem mentalnym. Szybko musiałem się usamodzielnić.

 

Osoby, które pracują z tobą na co dzień mówią, że udaje ci się odcinać od szumu, który powstał wokół ciebie. Że zachowujesz „chłodną głowę”.

 

Wielu ludzi tak twierdzi. Ale jeśli chodzi o plotki transferowe, to nie jestem w stanie tak po prostu odciąć się od tego wszystkiego. To niemożliwe. Ale nie burzy to mojej koncentracji na sprawach najistotniejszych. Skupiam się przede wszystkim na tym, żeby każdego dnia stawać się lepszym piłkarzem.

 

Oferta Chievo była na tyle konkretna i kusząca, że już widziałeś się w Weronie?

 

Jeśli chodzi o to ostatnie okienko transferowe, to faktycznie z tego klubu była najbardziej precyzyjna propozycja. Nie będę ukrywał, że ją rozważałem i roztaczałem sobie wizję tego, jak to we Włoszech może wyglądać. Ale dobrze, że zostałem.

 

Tym bardziej, że Chievo „szura” po dnie tabeli Serie A. Jaki był plan wobec twojej osoby? Analizowałeś, kiedy miałbyś szansę powalczyć o skład, jaką miałbyś tam konkurencję?

 

Tak. Klub przedstawił mi wizję wobec mojej osoby. Zdawano sobie sprawę, że potrzebuję czasu, także na zaaklimatyzowanie się w zespole i mieście. Dopiero wtedy mógłbym zacząć myśleć o grze.

 

Przykłady Jana Bednarka czy Jarosława Jacha, którzy wyjechali będąc starszymi od ciebie i posiadając większe doświadczenie nie były przestrogą?

 

Nie, tak nie myślałem. To różnie może się potoczyć. Zależy do jakiego klubu się pójdzie. Ja na pewno patrzyłbym na to, jaki jest plan, wizja wobec rozwoju wobec mojej osoby. Czy jest szansa na granie. Ale powtarzam: bardzo dobrze się stało, że zostałem w Ekstraklasie, mam możliwość pogrania w piłce seniorskiej.

 

A która z lig zagranicznych należy do twoich wymarzonych?

 

Włoska właśnie. Mam wiele elementów do poprawienia w grze obronnej, odpowiednich zachowań w defensywie. A tam bardzo dużo mógłbym się nauczyć.


Każdy z przepytywanych „Pięknych i Młodych” opowiada, na kim się wzoruje bądź wzorował w przeszłości. Skoro mówiłeś na wstępie, że kiedyś byłeś piłkarzem ofensywnym, to pewnie raczej nie podziwiałeś Fabio Cannavaro czy Alessandro Nesty?

 

Wiadomo (śmiech). Kiedyś nie zwracałem uwagi na takich piłkarzy. Interesowali mnie raczej Lionel Messi, Cristiano Ronaldo, Zlatan Ibrahimović. Dziś obserwuje Sergio Ramosa, Davida Luisa, Mattsa Hummelsa. Ale słyszałem, że mój styl przypomina Gerarda Pique. Mam podobne nawyki.