Po 15 meczach Lechia ma trzy punkty przewagi nad Jagiellonią, którą na inauguracje pokonała w lipcu w Białymstoku 1:0. Te zespoły zmierzą się w niedzielę o 18 w Gdańsku. Gospodarze są jedyną drużyną, która nie poniosła porażki na własnym stadionie, natomiast ekipa z Podlasia nie przegrała do tej pory meczu na wyjeździe.

 

- Stawką tego spotkania są trzy punkty, ale jest to trochę inny mecz niż pozostałe konfrontacje. Zmierzą się zespoły, które zgromadziły najwięcej punktów i każdy zamierza kontynuować swoją udaną passę. My jednak chcemy nie tylko utrzymać przewagę nad wiceliderem, ale także ją powiększyć. O zwycięstwie, kiedy spotykają się dwie równorzędne drużyny, a tak postrzegam Lechię i Jagiellonię, decydują często detale, a także dyspozycja dnia. My mamy swoje atuty, Jagiellonia ma swoje argumenty i jeśli ktoś gdzieś odpuści, druga strona na pewno to wykorzysta – stwierdził Wolski.

 

W tym sezonie pomocnik biało-zielonych wystąpił tylko w czterech ligowych spotkaniach, ale żadnego nie rozegrał w pełnym wymiarze. 90 minut spędził natomiast na boisku w wygranym 3:1 w Rzeszowie meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Resovią.

 

- Ciężko przeskoczyć pewien pułap, bo ostatnie spotkanie przed Resovią w pełnym wymiarze rozegrałem pod koniec zeszłego roku. Jestem dobrze przygotowany, ćwiczę czasami ciężej od kolegów, ale organizmu się nie oszuka. Treningu nie można porównać do ligowego spotkania, bo to zupełnie inny rodzaj wysiłku. W meczu trzeba też często dać "z wątroby". Wracam jednak do formy małymi krokami i jestem przekonany, że niebawem rozegranie 90 minut nie będzie stanowiło dla mnie problemu – dodał.

 

26-letni zawodnik przekonuje, że w powrocie do dawnej dyspozycji po kontuzji więzadeł krzyżowych, której nabawił się w lutym, przyczynia się nie tylko wykonywana obecnie praca oraz wcześniejsza rehabilitacja.

 

- Pomagają mi w tym także wyniki zespołu, bo nie ma presji. Trenerzy dozują mi ćwiczenia, ale czasami muszę więcej trenować niż pozostali zawodnicy, bo przez pół roku wykonałem ogromną pracę i nie można nagle radykalnie zejść z obciążeń – skomentował.

 

Wolski uważa, że tak poważne kontuzje mogą mieć pozytywny wpływ na sportowca.

 

- Nigdy nikomu nie życzę źle, ale czasami takie urazy pomagają, bo można wrócić silniejszym pod względem fizycznym, psychicznym i mentalnym. Ja również wróciłem silniejszy. Wiem także, że po operacji więzadeł krzyżowych wielu zawodników prezentowało wyższą formę niż przed tym zabiegiem – powiedział.

 

Piłkarz gdańskiej drużyny nie afiszował się jednak ze swoją rehabilitacją i powrotem do zdrowia.

 

- Nie lubię wprowadzać obcych ludzi do swojego życia, dlatego nie udzielam się specjalnie w mediach. Nie pokazuję każdego zakątka swojego mieszkania, nie informuję, co robię w czasie w wolnym, gdzie wyjeżdżam, co kupiłem i co zjadłem. Jestem świadomy tego co robię na co dzień i to jest dla mnie najważniejsze – wyjaśnił.

 

Lechia otwiera tabelę ekstraklasy, jednak żaden jej piłkarz nie został powołany przez trenera Jerzego Brzęczka na ostatnie mecze z Czechami i Portugalią. Wolski nie ukrywa, że marzy mu się powrót do reprezentacji, ale ma świadomość, że najpierw musi zacząć regularnie grać w klubie.

 

- Trochę rozmawialiśmy, dlaczego w kadrze nie ma piłkarzy lidera, ale to już pytanie do selekcjonera. Dobrym przykładem może być natomiast dla nas Przemek Frankowski z Jagiellonii, który nie tyle nie odstawał w tych spotkaniach, ile pokazał się w nich z dobrej strony. Widać, że w naszej ekstraklasie zawodnicy też potrafią grać w piłkę i mogą dać reprezentacji trochę jakości – podsumował pomocnik biało-zielonych.