Finał River Plate - Boca Juniors przełożony wskutek zamieszek

Piłka nożna
Finał River Plate - Boca Juniors przełożony wskutek zamieszek
fot. PAP

Sobotni mecz finałowy Copa Libertadores River Plate – Boca Juniors nie odbył się z powodu poważnych zamieszek z udziałem kibiców i piłkarzy. Przed meczem fani River zaatakowali autokar z piłkarzami drużyny przeciwnej. Wielu zawodników zostało rannych. Mecz został przełożony.

Rewanżowe dwóch odwiecznych rywali miało został przełożone o dwie godziny. Władze południowoamerykańskiej federacji CONMEBOL wymuszały na finalistach grę o planowej porze. Niestety, było to niemożliwe z wielu powodów. Na ulicach Buenos Aires i samych okolicach stadionu panował chaos. Na stadion wpuszczono więcej kibiców niż przewiduje pojemność obiektu River Plate. Wszystko za sprawą sprzedaży perfekcyjnie podrobionych wejściówek. Ponadto piłkarze Boca mocno ucierpieli w zamieszkach z kibicami. Kapitan drużyny Pablo Perez musiał udać się do szpitala w celu wyciągnięcia odłamku szkła z oka. Kilku piłkarzy miało rany wskutek wybicia autokarowych okien. Zawodnicy zostali również potraktowani gazem łzawiącym przez policje walczącą z chuliganami.


We wcześniejszych komunikacie CONMEBOL poinformowano, że lekarze stwierdzili u graczy Boca Juniors powierzchowne obrażenia skóry, a dwóch zawodników skarżyło się na uraz oka, co nie zostało wówczas jeszcze potwierdzone.

 

- Naszym zdaniem z medycznego punktu widzenia nie było powodu, by przekładać to spotkanie - uznano w komunikacie sztabu medycznego południowoamerykańskiej konfederacji. 


Carlos Tevez, gwiazda klubu, był zażenowany i zmartwiony organizacją najważniejszego klubowego meczu w Ameryce Południowej.

- Dwóch naszych piłkarzy zabrał ambulans, inni wymiotują, a nas zmusza się do gry. Pablo dopiero wrócił ze szpitala z opatrzonym okiem.  Mówię to nie tylko jako zawodnik Boca Juniors, ale też jako człowiek. To jest wstyd. Gdyby to się działo na naszym stadionie, federacja z pewnością przyznałaby puchar River Plate – zaznacza legendarny napastnik.

Pomimo nacisku federacji, mediów i samego prezesa FIFA, piłkarze i prezesi klubów doszli do porozumienia, że mecz w takich okolicznościach nie ma najmniejszego sensu. Finałowy mecz został przesunięty na następny dzień, niedzielę 25 listopada.

- To porażka argentyńskiego futbolu. Jestem smutny i zażenowany, że tak ważny mecz nie może się odbyć w terminie. Z drugiej strony pamiętajmy, że to ekstremalnie ciężka decyzja do podjęcia. Mamy 60 tysięcy ludzi na trybunach, naciskają na nas telewizje, które zakupiły prawa, a my musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie i zdrowiu naszych zawodników i kibiców  – dodał prezydent Boca Daniel Angelici.

Argentyńczycy szykowali się na derby, nazywane w kraju "finałem wszech czasów", bo po raz pierwszy w decydującej fazie zmagań Copa Libertadores, najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Ameryce Płd. (których pierwsza edycja odbyła się w 1960 roku), mierzą się dwie najbardziej rozpoznawalne i najpopularniejsze drużyny z Buenos Aires. Zamiast futbolowego święta doszło jednak do skandalu.

Pierwszy mecz finałowy odbył się w zeszłym tygodniu i zakończył remisem 2:2. Tamten pojedynek również odbył się o dzień później niż pierwotnie planowano, ale wówczas na przeszkodzie stanęła potężna ulewa, która spowodowała podtopienia na stadionie Boca Juniors. Walka o trofeum południowoamerykańskiej Ligę Mistrzów jest wciąż otwarta.

MM, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze