Lechia raz ostatni przegrała 28 września w Płocku (0:1) i była to jedna z dwóch porażek w sezonie (obie z... Wisłami, druga w Krakowie 2:5). Teraz może się pochwalić serią czterech wygranych, co sprawiło, że mocno usadowiła się na fotelu lidera. Ma 34 pkt i o pięć wyprzedza broniącą tytułu Legię Warszawa oraz o sześć Jagiellonię Białystok i Koronę Kielce.

 

Mimo dość wyraźnej przewagi trener Lechii Piotr Stokowiec tonuje nastroje. Przed poprzednią kolejką powtarzał: "nie ma w nas pychy", a po wygranej z Jagiellonią podkreślił, że choć "w tabeli jest pięknie, to mamy z tyłu głowy, iż są pewne niedociągnięcia". Dodał też, że jego zespół wciąż nie jest kompletny.

 

Stokowiec ma jednak dużo mniej powodów do zmartwień niż prowadzący Śląsk Tadeusz Pawłowski. Jego zespół nie wygrał w trzech ostatnich kolejkach i z dwukrotnie mniejszym dorobkiem punktowym niż Lechia plasuje się na 11. pozycji. Bliżej mu jednak do strefy spadkowej niż choćby do czołowej ósemki.

 

Nadziei na sukces gospodarze mogą upatrywać jednak m.in. w statystyce - żadnego z poprzednich 10 pojedynków między tymi drużynami nie wygrała bowiem ekipa przyjezdna. Z drugiej jednak strony w tym sezonie wrocławianie najsłabiej z całej stawki spisują się na własnym stadionie.

 

Śląska w Gdańsku jednak nikt nie lekceważy. "W piątek spodziewamy się bardzo trudnego meczu. Także z tego względu, że Śląsk to nieobliczalna drużyna. Nasi rywale potrafią wygrać 4:0 w Białymstoku z Jagiellonią i 5:0 w Legnicy z Miedzią, a przegrać u siebie z Arką Gdynia czy Wisłą Płock. Mają w składzie wielu dobrych zawodników i jesteśmy przed tą konfrontacją niezwykle zmobilizowani” – zapewnił członek sztabu szkoleniowego lidera Jarosław Bieniuk.

 

Ciekawie zapowiada się starcie Legii ze spisującą się już w kolejnym sezonie powyżej oczekiwań Koroną. Mimo sporej rotacji w kadrze oraz braku w niej znanych piłkarskich nazwisk zespół trenera Gino Lettieriego jest groźny dla najlepszych i mocno trzyma się w czołówce tabeli.

 

Faworytem będzie drużyna stołeczna, ale Korona w ostatnich dwóch sezonach potrafiła przy Łazienkowskiej zremisować, a w sierpniu 2015 nawet wywiozła ze stadionu Legii komplet punktów. Poza tym mistrzowie Polski lepiej w obecnych rozgrywkach czują się na wyjazdach, skąd przywieźli 17 punktów, a przed własnymi kibicami wywalczyli ich 12.

 

Po ponad pięciu latach do ekstraklasy wraca Adam Nawałka. Niedawny selekcjoner drużyny narodowej w niedzielę zadebiutuje w roli trenera Lecha Poznań, z którym kilka dni temu podpisał kontrakt. Pracę w lidze rozpocznie w swoim rodzinnym mieście, gdyż "Kolejorza" czeka mecz z Cracovią. Ten klub był też ostatnim, przeciwko któremu w 2013 roku Nawałka poprowadził Górnika Zabrze, z którego trafił do kadry.

 

- Praca w reprezentacji ma zupełni inny profil - to przede wszystkim selekcja, a mało czasu jest na pracę organiczną, gdzie można doskonalić różne warianty gry, zarówno w obronie, jak i w ataku. Klub stwarza takie możliwości, dlatego cieszę się, że po tych kilku latach mogę wrócić do takiej codziennej pracy. By wydobywać z zawodników to, co w nich najlepsze, pomóc w rozwoju i wskazać drogę, dzięki której maksymalnie wykorzystają swój talent - przyznał 61-letni szkoleniowiec.

 

Postawa Lecha jest dotychczas jedną z negatywnych niespodzianek sezonu, choć poznaniacy zaczęli go od czterech zwycięstw. W kolejnych 12 kolejkach wygrali ledwie trzykrotnie, w tym w ostatniej z Wisłą Płock 2:1, co wystarcza jedynie do ósmej lokaty. Kibice i włodarze "Pasów" również mogą czuć się rozczarowani, bo trener Michał Probierz zapowiadał latem, że jego zespół włączy się do walki o najwyższe laury, a tymczasem długo zamykał tabelę. Obecnie jest 13. z dorobkiem 15 punktów.

 

Cracovia w ostatnich pięciu konfrontacjach z Lechem wywalczyła tylko jeden punkt.

 

O przełamanie złej passy powalczą zespoły z Dolnego Śląska. Śląsk nie wygrał od trzech kolejek, ale jeszcze gorzej pod tym względem wyglądają KGHM Zagłębie Lubin - osiem spotkań bez zwycięstwa i Miedź Legnica - dziewięć. Czarne serie wszystkich trzech drużyn zaczęły się od... sukcesów w derbach Dolnego Śląska.

 

- Nie wierzę w jakieś fatum czy czarny urok, ale z drugiej strony takie są fakty, że od wygranych derbów żadna z ekip nie może zwyciężyć. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam i nie wiem, jak to racjonalnie wytłumaczyć – powiedział PAP pomocnik "Miedziowych" Łukasz Janoszka.

 

Jak wspomniał, jeżeli nawet jakieś fatum wisi nad zespołami z Dolnego Śląska, to najpóźniej w niedzielę się skończy.

 

- Bo wygramy w Sosnowcu z Zagłębiem - zapowiedział Janoszka.

 

Gospodarze z 12 pkt zamykają tabelę. Przedostatni jest drugi z beniaminków - Miedź, która w sobotę podejmie Wisłę Kraków.