Maciej Turski: Jesteśmy na sali Ankosu MMA w Poznaniu, ale nie pochodzisz z Poznania. Ta sala to Twój drugi dom? Jak tu trafiłeś?

 

Kamil Oniszczuk: Po technikum przeprowadziłem się do Poznania. To już ponad dwa lata temu. Zdecydowanie traktuje to miejsce jak drugi dom. Zdarzało się jeszcze, że w trakcie szkoły średniej zrywałem się z lekcji i pojawiałem się już w Poznaniu na sparingach. Sądzę, że to jest najlepszy klub w Polsce i z tym miejscem wiążę swoją przyszłość.

 

Od małego byłeś zadziorą, który szukał drobnych awantur? Skąd wziął się pomysł na sporty walki? Wagary, zrywanie ze szkoły... tak nie postępuje wzorowy uczeń.

 

W gimanzjum spróbowałem sportów walki i od razu poczułem, że to jest coś, czym chcę się zajmować. Polubiłem uderzać, polubiłem kopać. Był jeden, ale duży problem. W województwie lubuskim, a tym bardziej w Międzyrzeczu nie było do końca odpowiednich warunków do treningów. Musiałem podróżować i trafiłem do najlepszego miejsca. Salę mogłem dzielić z takimi zawodnikami jak Borys Mańkowski, Mateusz Gamrot czy Daniel Skibiński, a teraz jeszcze doszedł m.in. Makhmud Muradov. Przede wszystkim muszę jednak wspomnieć osobę Andrzeja Kościelskiego. Trener posiada ogromną wiedzę, ma serce do tego sportu i dużo cierpliwości do swoich podopiecznych.

 

Nigdy to nie jest łatwa decyzja, kiedy wszystko trzeba postawić na jedną kartę. Jak trudna dla Ciebie to była decyzja? I kiedy tak naprawdę ją podjąłeś, że MMA to jest Twoja przyszłość?

 

Nie było żadnych dylematów. Wierzę w sukces i swoje umiejętności. Treningi z kolegami z maty tylko to potwierdzają. Codziennie mam możliwość trenować z najlepszymi w Polsce. Bywa ciężko, ale na końcu widzę, że wykonana praca idzie w dobrą stronę. Jak tu przyjeżdżałem wywracali mnie za jedną nogę, teraz stawiam opór najlepszym i jestem równorzędnym partnerem do treningów.

 

Szybko przylgnęła do Ciebie łatka jednego z najbardziej perspektywicznych zawodników młodego pokolenia w Polsce. Ciąży czy kompletnie nie ma to dla Ciebie znaczenia?

 

Moim zdaniem to jest po prostu prawda. Spójrzmy na rekord - sześć walk, sześć zwycięstw i wszystkie wygrane rundy. Można mówić, że nie biłem się z najlepszymi, ale nigdy nie miałem większych kłopotów. Czasami walki bywają mniej interesujące, ale zawsze są toczone pod moje dyktando. Codziennie wykonuje sumiennie swoją pracę, słucham trenerów i spędzam na sali większość swojego dnia. Z dnia na dzień staję się lepszym zawodnikiem i mam nadzieję, że zaraz to wystrzeli.

 

Spodziewałem się takiej pewnej odpowiedzi. Poza tym, że jesteś jednym z najbardziej utalentowanych zawodników, to również jesteś uważany za jednego z najbardziej "pyskatych" zawodników. Grono Twoich "hejterów" także rośnie...

 

A co mam mówić? Że jestem słaby? Że nie dam rady kogoś pokonać? Jestem dobry, a będę najlepszy. Jeśli się nie uda, to przynajmniej będę miał czyste sumienie, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. wielu zawodników mówi banały: "przygotowałem się świetnie, "jestem w formie"... nikt nie chce tego słuchać. Pewność siebie pomaga mi w klatce. Wiara w umiejętności pomaga, pomaga również fakt, że walczę w drugiej największej organizacji MMA w Polsce w tak młodym wieku. I sparingi. Przyjeżdżają najlepsi w Polsce i mówią: "fajnie, udało się zrobić dobrą rundę". To motywuje.

 

Jak wysoko mierzysz? Po ostatniej walce w wywiadzie powiedziałeś między słowami, że chcesz być lepszy niż Mamed Khalidov...

 

To wyszło sytuacyjnie. Mój rywal, Said, nazywany był następcą Khalidova, a ja zatrzymałem jego największe atuty bez problemu. Z całym szacunkiem do osiągnięć, nie chciałbym się porównywać do Khalidova. Mierzę do najlepszych zawodników w UFC i mistrzowski pas tej organizacji jest moim celem. Sam dążenie do realizacji tego planu jest ekscytujące. Czy się uda? Zobaczymy... Dążę do sukcesu globalnego.

 

Masz precyzjenie, dojrzale określony cel, a czasami jeszcze ponosi Cię fantazja. Po ostatnim pojedynku w Międzyzdrojach stoczyłeś czwartą walkę dla organizacji Babilon MMA...

 

Myślałem, że nie będziesz do tego wracał. Tak, po ostatniej walce wziąłem udział w małym konkursie na popularnym bokserze. Pierwszy wynik mnie nie zadowolił i postanowiłem poprawić. Niestety przestrzeliłem i rozciąłem palce. Musiałem nad ranem udać się do szpitala na szycie. Kolejnego dnia wszyscy byli w ciężkim szoku, bo przecież kontuzji w walce nie odniosłem.

 

Trener Andrzej Kościelski bardzo spokojnie zareagował na taki przebieg spraw. A przecież sporo ludzi uważa go za bardzo surowego. Tak do końca nie jest... Co powiedział przy pierwszym spotkaniu?

 

Zapytał jaki wynik miałem na bokserze... Nie był najlepszy za pierwszym razem, a drugiego już nie pamiętam. Z trenerem spotkaliśmy się ponownie kilka dni później na sali i nie było już tematu.

 

Miałeś okazję sparować na sali z Tomkiem Narkunem, który przygotowuje się do walki z Mamedem Khalidovem. Jak widzisz ten rewanżowy pojedynek patrząc na formę Tomka?

 

Od razu poczułem świetny parter i świetną kontrolę Tomka. Myślę, że w tych płaszczyznach musi szukać swoich szans. Musi go jednak wymęczyć. W drugiej i trzeciej rundzie Mamed już będzie opadał z sił. W pierwszej będzie niezwykle groźny i eksplozywny i Tomek musi na to uważać. Jeśli przetrwa, to wygra podobnie jak w pierwszej walce. Na miejscu Tomka szukałbym klinczu i tam męczył Mameda, a na końcu szukać skończenia walki przed czasem.

 

Często wspominasz Daniela Skibińskiego, z którym bijecie się w jednej organizacji i w jednej kategorii wagowej. W niedalekiej przyszłości mogłoby dojść do Waszej konfrontacji o pas dywizji półśredniej. Taka walka w ogóle wchodzi w grę?

 

Nie ma mowy. Jesteśmy w jednym klubie, pomagamy sobie w przygotowaniach i jesteśmy prawie sąsiadami. Dużo się od niego uczę. Teraz on przed sobą ma walkę o pas mistrzowski i życzę mu wygranej z całego serca. Ja idę swoją drogą i chcę wypełnić kontrakt z organizacją Babilon MMA. Nie ukrywam, że jeśli będę nadal niepokonany, to liczę, że może uda się już skontaktować z UFC. Jeśli nie, zobaczymy, co oferuje rynek.

 

Jesteś zawodnikiem, który niezwykle skrupulatnie ogląda sporo wydarzeń MMA. Nie ograniczasz się do sali treningowej, ale śledzisz gale na całym świecie.

 

MMA to moja praca i tak traktuje ten sport. Nic innego w ciągu dnia nie robię. Często oglądam moich ulubionych zawodników, dostrzegam ich firmowe akcje, zapamiętuję. Zerkam także na analizy stylów poszczególnych zawodników. Śledzę również aspekty dotyczące przygotowania motorycznego za oceanem i sam wdrażam pewne elementy do swoich treningów. Myślę, że to mi naprawdę pomaga i ten poświęcony czas na MMA będzie procentował w przyszłości. To jest moja praca, ale także moja pasja. Ja tym żyję.

 

Gala grudniowa Babilon MMA wypełniła się po brzegi, a nadal nie ma w karcie walk nazwiska Oniszczuk. Będziesz tam obecny?

 

Będziesz prowadził studio?

 

Najprawdopodobniej będę komentował.

 

Jak zaprosicie mnie do studia to z przyjemnością się pojawię. Myślę, że w klatce pojawię się w styczniu. Pojawią się tam dwa duże nazwiska Marcin Różalski oraz Szymon Kołecki i niebawem duże nazwisko Kamil Oniszczuk.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Kamilem Oniszczukiem!