Zanim pięściarze wyszli na ring, były znaki zapytania. Nawet dramatyczne teorie, kiedy jeden z brytyjskich kolegów dziennikarzy siedzących obok mnie przy ringu zasugerował, że być może jesteśmy ofiarami... cygańskiego przekrętu. Jakiego? Takiego, że od lipca 2017 roku, kiedy Tyson zdecydował się wrócić do boksu, zrzucić czterdzieści kilogramów jego ekipa – i on sam -  specjalnie nie brała trudnych rywali, wiedząc, że Fury sobie z nimi nie poradzi. A teraz w poważnym pojedynku bańka pryśnie.
 
Nie było "Złotego strzału"
 
To się w boksie nazywa "Złoty strzał" – liczenie, że nadarzy się okazja, by zebrać wielką wypłatę, za wielką walkę. Po kilku minutach  w Staples Center wiadomo było, że to tylko głupia teoria, bo Fury wyglądał tak, jakby był rok 2015, kiedy wygrywał z Władymirem Kliczką, a nie jak facet który zrzucił te 40 kilogramów i tak naprawdę z nikim znaczącym się nie bił.
 
„Nie było nikogo takiego w historii boksu, jak Tyson Fury. I nigdy pewnie nie będzie” – mówił promotor Władymira Kliczko, Tom Loeffler. W nieustannym ruchu, z niesamowitą pracą tułowia, szybkimi rękoma – to wszystko było tak samo aktualne trzy lata temu w Duesseldorfie, jak w sobotnią noc w Los Angeles. I to był  - oraz fakt, że Tyson Fury wstał z desek ringu i walczył w dwunastej rundzie po ciosie, który dla 99 procent rywali zakończyłby się wizytą w szpitalu  - największy szok dla dziennikarzy,  wielu kibiców, a już na pewno dla Deontay'a Wildera.   
 
Obawy przed powtórką z Madison Square Garden?
 
Po "występie” Tysona Fury i Deontay"a Wildera na zamkniętej dla kibiców konferencji prasowej, już podczas piątkowego ważenia przedsięwzięto specjalne środki ostrożności, bo tam mogli wejść kibice obu pięściarzy. Prawie setka (umundutrowanych i po cywilnemu) funkcjonariuszy LA Police Department dbała o to, żeby emocje kibiców zatrzymały się za specjalną barierką.
 
Dotyczyło to szczególnie brytyjskich fanów Tysona, którzy rzucili się w stronę swojego idola, kiedy pojawił się w pobliżu sceny, gdzie odbywało się ważenie. Szybko jednak przekonali się, że to, co uchodzi u  nich w domu, niekoniecznie sprawdza się w USA. Podobne obawy słyszałem już w dniu walki.
 
Że porażka Wildera, nie daj Boże jeszcze przez KO, może zamienić Staples Center w takie pole bitwy, jakie widzieliśmy w 1996 roku po pierwszej walce Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe.  Skończyło się na strachu. Było paru rzucających z radości piwem Brytyjczyków, ale był spokój.
 
fot. materiały prasowe Showtime 
 
Bilety? Bardzo dobrze!
 
Promotor Eddie Hearn powiedział, że Joshua podzieli się z Wilderem po 50 procent wpływów za ewentualną walkę, ale „Bronze Bomber” musi sprzedać na pojedynek z Fury'm ponad 17 000 biletów i zrobić milion sprzedanych pakietów PPV.  Już wiemy, że udało się spełnić ten pierwszy warunek. Trzeba było pewnej kreatywności ze strony promotorów, ale się udało.
 
Jeszcze trzy godziny przed sobotnią walką, strony internetowe oferowały pakiet czterech biletów (odbiór w pobliskim Marriottcie) w sekcji 101 hali „Staples Center” za 1500 dolarów. Te same bilety, które sprzedawano po 1000 dolarów ZA JEDEN, jeszcze kilka dni temu. Ale liczba fanów, a przede wszystkim  atmosfera w Staples Center,  była fenomenalna.
 
Co dalej? Rewanż... pewnie tak, ale poczekajmy
 
Na ringu, zaraz po walce, obaj pięściarze powiedzieli, że są gotowi do natychmiastowego rewanżu... ale już na konferencji prasowej, godzinę później, nie było to takie oczywiste. Tyson Fury powiedział, że musi odpocząć  i  dać odpocząć swojemu trenerowi, a na decyzje przyjdzie czas później. Podobnie mówił Deontay Wilder, wspomagany przez swojego doradcę, Shelly Finkela. „To była taka walka, gdzie nie ma przegranych, każdy coś z takiej walki wyniósł, czymś wzbogacił swoje nazwisko. Teraz trzeba przemyśleć, jak to najlepiej wykorzystać” – mówił Lou Di Bella, promotor Wildera.
 
fot. materiały prasowe Showtime
 
Jedno jest pewne – jeszcze kilkadziesiąt godzin temu, kiedy pisało się o wielkim boksie wagi ciężkiej, padały zwykle tylko nazwiska Deontay’a Wildera i Anthony Joshuy.  Od północy czasu kalifornijskiego, do tej dwójki dołączył Tyson Fury.