I w sumie brawo! W kontekście tegorocznych przygód miejsce Resovii na pewno cieszy, występ w całym turnieju także, wielu przed jego rozpoczęciem taki wynik wzięłoby w ciemno. No ale już dzisiaj, dzień po zakończeniu imprezy, można powiedzieć, że mimo wszystko niedosyt pozostał, bo można było ugrać więcej i to nie tylko w bezpośrednim meczu o brąz.
 
Bardzo szkoda tego półfinału z Cucine Lube, gdyż włoski zespół nie był w sobotę w jakiejś wybitnej dyspozycji. Odnoszę nieodparte wrażenie, że rzeszowianie przegrali ten mecz nie tyle na boisku podczas twardej fizycznej walki, tylko nieco wcześniej, w głowie, w szeroko pojętym podejściu mentalnym. Zewsząd dało się słyszeć, że o sile rywali stanowią wielkie gwiazdy światowej siatkówki - Juantorena, Leal, Simon, Bruno, Stanković, Sokołow i to wszystko prawda, tyle tylko, że to po stronie Resovii na boisku było więcej mistrzów świata, niż u wszystkich zagranicznych uczestników rywalizacji w Klubowych Mistrzostwach Świata razem wziętych. Pod tym względem z Resovią na tym turnieju równać się mogła tylko PGE Skra Bełchatów. Takie są fakty.
 
Przygotowując się do komentowania tego turnieju natknąłem się na dość ciekawą statystykę dotyczącą rywalizacji klubu z Rzeszowa z włoskimi drużynami i aż się wierzyć nie chce, że wygląda ona tak jak wygląda. Proszę sobie wyobrazić, że do czasu inauguracji tegorocznych KMŚ Resovia mierzyła się z nimi w sumie 16 razy i wygrała tylko raz, 44 lata temu z Bologną 3:0 jeszcze w walce o Puchar Zdobywców Pucharów. Później, od powrotu na europejskie salony i pamiętnego finału Challenge Cup rozegranego w Rzeszowie w 2008 na drodze Resovii stawały ekipy z Modeny, Trento, Maceraty i Cuneo. Teraz podczas KMŚ swoje dołożyły Trentino Volley i Cucine Lube Civitanova. Bilans wynosi zatem - jedno zwycięstwo i siedemnaście porażek.
 
Jeżeli mielibyśmy pozostać tylko i wyłącznie przy liczbach i statystyce, to porażka z Fakiełem o trzecie miejsce też dziwić nie powinna, bo bilans Resovii w starciach z rosyjskimi zespołami także jest opłakany i na dzisiaj wynosi - jedno zwycięstwo i dwanaście porażek, włączając tutaj także cztery przegrane mecze jeszcze z lat 70-tych z czasów istnienia ZSRR. Tyle tylko, że Fakieł, to Fakieł, owszem solidna drużyna, ale na pewno żaden jakiś wielki mocarz.
 
W tym miejscu warto jeszcze zwrócić uwagę na to, który z zawodników Fakieła sprawił Resovii najwięcej problemów? Był nim Artur Udrys, który częstochowską halę zna znakomicie, wszak ze swoim rodakiem z Białorusi Maksimem Chilko reprezentował barwy miejscowego AZS-u w sezonie 2014/15. Wtedy wielu kibiców naśmiewało się z obu graczy, twierdząc że to typowe „ogórki” i do tego - na tle naszych ligowych krezusów - występują za przysłowiową miskę zupy. Minęły trzy lata i wcale niewykluczone, że Udrys zarabia w Nowym Urengoju prawie tyle, ile dzisiaj wynosi cały budżet AZS-u.
 
Skróty meczów Asseco Resovii w załączonych materiałach wideo.