Miedź przed meczem ze Śląskiem pragnęła rewanżu za wysoką porażkę w ekstraklasie 0:5 na własnym stadionie, której doznali pod koniec października. Wrocławianie chcieli się przełamać, bo od wspomnianych derbów nie wygrali ani razu.

 

Swój cel zrealizowali ci pierwsi i trener Nowak nie krył zadowolenia. - Ta wygrana nas na pewno podbuduje pod kątem ligi. Gratuluję moim zawodnikom, bo mimo przeciwności pracują i pokazują, że tworzą zespół.

 

Od początku przewagę mieli gospodarze, częściej utrzymywali się przy piłce i atakowali, a Miedź cofnięta na własną połowę grała kontratakami. Z ataku pozycyjnego wrocławian nie wynikało zupełnie nic, podobnie jak z wypadów legniczan i kibice oglądali widowisko bez żadnych sytuacji bramkowych.

 

Wydawało się, że w pierwszej połowie już nic się nie wydarzy, kiedy Borja Fernandez odważniej wbiegł w linię obrońców Śląska, którzy nie tylko go nie zaatakowali, ale jeszcze się rozbiegli i zrobili miejsce, aby oddał strzał. Uderzenie nie było mocne, ale precyzyjne i Jakub Wrąbel był bez szans.

 

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Śląsk nadal przeważał, był przy piłce, a Miedź kontratakowała. Spotkanie toczyło się praktycznie tylko na połowie gości. Poza sytuacją Roberta Picha, który strzelał z kilku metrów głową, wrocławianie nie mieli jednak sytuacji bramkowych.

 

- To kolejny mecz u nas, który powtarza się jak film. Mamy przewagę, gramy na inną bramkę, rywal ma jedną akcję i jest 0:1. Później atakujemy, mamy przewagę, ale nie jest łatwo grać atakiem pozycyjnym. Wszystkim zespołom w Polsce gra się ciężko. Jak widzimy, zespoły grające z kontry zdobywają punkty i przechodzą w pucharze dalej. My mamy inną filozofię gry, ale trzeba to udoskonalić, aby zdobywać bramki – ocenił trener Śląska Tadeusz Pawłowski.

 

Do zakończenia spotkania kibice oglądali słabe widowisko, sytuacji bramkowych praktycznie nie było. Śląsk rozgrywał piłkę, bił głową w mur, a Miedź kopała piłkę, aby jak najdalej od własnej bramki.

 

- Nie było to porywające widowisko. Nie ma co mówić, że było inaczej. Skrupulatnie realizowaliśmy swoje założenie taktycznie. Wiedzieliśmy, że musimy pilnować boczne rejony boiska, bo w tych Śląsk jest groźny i stamtąd wyprowadza groźne akcje. Do tego uczulaliśmy naszych piłkarzy na stałe fragmenty gry. Byliśmy znowu blisko ustawieni i dobrze się asekurowaliśmy. Styl nie był najlepszy, ale zwycięzców się nie sądzi – podsumował Nowak.

 

Pawłowski, mimo piątego przegranego meczu u siebie, zapowiedział, że nie zamierza zmieniać nastawienia swojej drużyny na styl defensywny i grę z kontry.

 

- Jeżeli będziemy w Polsce grać tylko na kontrę, przeszkadzanie, to będziemy niedługo przegrywać z zespołami z Kazachstanu czy Azerbejdżanu. Nie tędy droga. Takie jest moje zdanie – wyjaśnił trener Śląska.