Ada Hegerberg, pierwsza w historii kobieta, która dostała Złotą Piłkę, została podwójną ofiarą niewybrednego żartu prowadzącego galę. Francuz zaproponował, by laureatka zakręciła tyłkiem. Nie dość, że skonfundowana Norweżka musiała wybrnąć z kłopotliwej dla wszystkich sytuacji, to jeszcze przez kilkadziesiąt godzin od niefortunnego wieczoru nikt nawet nie zająknął się o jej piłkarskich osiągnięciach. A przecież osiągnęła niemało, strzelając w sezonie 53 gole (aż 15 w Lidze Mistrzyń), będąc absolutnym zjawiskiem na scenie piłki kobiecej. Zjawiskiem, które trudno zracjonalizować, bo w przypadku pań nie ma tak wnikliwych statystyk, jak w przypadku panów. Tak po prawdzie na co dzień o kobiecym futbolu kibic dowiaduje się tyle co nic. Jedyną gazetą, która regularnie poświęca miejsce kobiecym rozgrywkom, stara się być brytyjski „The Times”.

 

Wracając do gali; Hegerberg zabrano wieczór, który powinien należeć do niej tak samo, jak do Luki Modricia. Zabrakło historii, kontekstu, w który chcemy wpisujemy sportowych bohaterów, by przybliżyć ich światu.

 

Padły przeprosiny, wyjaśnienia, na sprawcę zamieszania spadł równie niewybredny hejt, co sam żart. Stanę się przez chwilę adwokatem diabła, ale ofiarą skandalu jest także jego sprawca. Zrobił bowiem dokładnie to, co robi przez dekady całe piłkarskie środowisko z jego notablami na czele.

 

W „Piłkarskim pokerze”, sztandarowej produkcji polskiej kinematografii sportowej, żona głównego bohatera, skorumpowanego sędziego piłkarskiego, to Irena „Łapówka”, forma wynagrodzenia za ustawiony mecz. Przedstawione w tym samym obrazie „kibicki”, to prezenty-ekstra dla sędziego, który okazuje się być dość wybredny. To tam pada dialog:

 

- Pani...Pani...i Pani...
- A ja?
- A pani nie... I jeszcze długo, długo nie...

 

Reżyser filmu Janusz Zaorski, ani scenarzysta Jan Purzycki sytuacji tych nie wymyślili, oni je zasłyszeli ze środowiska. Nawet nie anegdotą, a sytuacją z życia wziętą była sprawa polskiej narzeczonej Seppa Blattera, byłego szefa FIFA zdymisjonowanego za korupcję. W roli swata miał wystąpić Michał Listkiewicz, były prezes PZPN. Niby nic nadzwyczajnego, ale w środowisku opowieść ta okraszana jest szczegółami.

 

Skoro przy szefach federacji jesteśmy, obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że miejsce kobiet jest wszędzie, ale raczej nie w piłce. Rzucone pod adresem rzeczniczki Ekstraklasy: „...gdy rozmawiam o piłce, to nam baba niepotrzebna” przeszło do historii.

 

Wystarczy zajrzeć do byle portalu plotkarskiego, by natknąć się na galerie WAG’s, czyli żon i partnerek piłkarzy. A przy tym rozmaite sondy – wybierz najładniejszą, kto jest najbardziej sexy, etc. Kobieta w polskiej piłce? A i owszem, jest ich kilka, czy to sędzie, czy działaczki. Znacznie częściej niż o ich kompetencjach (raczej wytyka im się niekompetencje), mówi się i pisze, ile wnoszą uroku, czy są ładne, itd.

 

Przyznam, że groteskowo brzmią niektóre wyrazy solidarności z Hegerberg, które padają w mediach społecznościowych. Oburzenie wyrażają bowiem także ci, którzy na co dzień, już w nieoficjalnym przekazie, pozwalają sobie na dużo grubsze żarty niż ten DJ Martina Solveiga z poniedziałkowej gali. Niektórzy wyrażają szczere opinie na ten temat, ale mam wrażenie, że w większości to poza, za którą skrywa się złośliwość, bądź nawet niepokój, że kobiety wkraczają do świata zarezerwowanego tylko dla mężczyzn.

 

To, co wydarzyło się podczas nagradzania laureatów Złotą Piłką, nie jest więc niczym nadzwyczajnym, choć oczywiście godnym potępienia. Czy to świat, czy Europa, czy Polska. Męskie, głęboko zakorzenione uprzedzenia degradują kobiecy futbol, kobiety futbolu, do roli ozdobnika. Nie będę stawiał się w roli pierwszego świętego w tej kwestii – i mnie się zdarzało…

 

„No. To panie teraz porozmawiają o modzie, a my zajmiemy się poważnymi sprawami”. Tak mniej więcej brzmiał cytat z polskiego filmu „Młode wilki”, kiedy śmietanka biznesowa postanowiła odseparować swoje partnerki od spraw zawodowych. Przekaz był jasny – kobiety o interesach nie mają pojęcia. Film powstał w czasach, gdy nie słyszeliśmy o kobietach biznesu, potrzeba było kilkunastu lat, by dotarło, że za fortunami stoją nie tylko panowie. Podobnie jest w futbolu, sporo wody w Wiśle i nie tylko upłynie nim kobiety osiągną piłkarskie równouprawnienie. I tylko Ady Hegerberg żal…