Magiera na poniedziałek: Między nami prezesami, czyli tańcowała „Igła” z „Gatem”

Siatkówka

Nikt nie pisze tak fascynujących scenariuszy jak życie. W samym życiu sama w sobie fascynująca jest rywalizacja. A już w sporcie szczególnie. Szczególnie wtedy, kiedy dotyczy dwóch konkretnych podmiotów. Najwyraźniej oddają to chyba mecze derbowe i takie derby mamy na siatkarskim boisku od dobrych kilkunastu lat, tak mniej więcej od czasu, kiedy naszą reprezentację przejął Raul Lozano. Derby naszych... libero.

Tak się składa, że w ubiegłym tygodniu obchodziliśmy dwunastą rocznicę wywalczenia przez naszą reprezentację wicemistrzostwa świata w Japonii. Będę się upierał, że bez tego srebra w 2006 roku nie byłoby ani złota z 2014, ani z tego roku, albo przynajmniej byłoby o nie dużo trudniej. Raul Lozano wprowadził do naszej siatkówki zupełnie nowy pierwiastek, złamał też pewne zasady, a po części też zachwiał reprezentacyjną hierarchią. Może nie wszyscy to dzisiaj pamiętają, ale wtedy dla całego środowiska ogromnym szokiem była decyzja o zabraniu na turniej na pozycję libero Piotra Gacka, a nie Krzysztofa Ignaczaka. „Gato” obronił się później swoją grą, „Igła” z kolei z pokorą przyjął decyzję trenera i choć było mu ciężko, to nie obraził się na cały świat, tylko zakasał rękawy i wziął się do jeszcze cięższej pracy.
 
Gacek z Ignaczakiem wiele wygrali w swoich karierach, tak w klubach jak i w reprezentacji. Są mniej więcej w tym samym wieku i zawsze żyli ze sobą w doskonałych relacjach. Przyjaźń to może za duże słowo, ale fakt, że byli po prostu dobrymi kolegami jest adekwatne do sytuacji. Co więcej, szykując się do wspomnianego mundialu w Japonii mieszkali w Spale w jednym pokoju, co też w kontekście walki o jedno miejsce w składzie - wtedy na turniej życia - wiele mówi. Może sytuację ułatwił fakt, że na co dzień byli sąsiadami. Za ich częstochowskich czasów mieszkali praktycznie drzwi w drzwi na znanym osiedlu Parkitka. „Gato” był wtedy zawodnikiem AZS-u Częstochowa, „Igła” bronił barw Skry Bełchatów i na treningi, czy mecze swojej drużyny, z kilkoma innymi siatkarzami, codziennie dojeżdżał samochodem.
 
Ich klubowa kariera była bardzo podobna. W jednym zespole z oczywistych powodów nigdy nie grali, ale zawsze gdzieś tam byli bardzo blisko siebie. Sportowo dojrzewali w Częstochowie. Gacek przyszedł do AZS-u zaraz po odejściu Ignaczaka do Skry. Później sytuacja powtórzyła się w Bełchatowie. Ignaczak odszedł do Resovii, Gacek zajął jego miejsce w Skrze. „Igła” nie licząc incydentu w Polonii Londyn w Rzeszowie zakończył karierę, „Gato” z powodzeniem grał jeszcze w ZAKSIE Kędzierzyn Koźle i Treflu Gdańsk. 
 
Obaj jakiś czas temu powiesili buty na kołku, ale to wcale nie oznacza, że przestali ze sobą rywalizować. Coś mam przeczucie, że tak naprawdę dopiero zaczynają, bo obaj pełnią teraz rolę prezesów klubów - Gacek od kilku miesięcy szefuje warszawskiemu ONICO, Ignaczak od kilku dni „swojej” Resovii. Pierwszy z klubów ma ogromne aspiracje, wielkie ambicje i cały czas jest na dorobku, w każdym razie pewnym krokiem idzie w dobrym kierunku. Za to Resovia to Resovia, marka, wspaniała historia, piękne tradycje, coś na co trzeba pracować latami.
 
Ciekawy jestem ich rywalizacji w nowych prezesowskich rolach. Powinno być nie mniej ciekawie, niż na boisku. Może nawet ciekawiej. Na razie 1:0 prowadzi „Gato”, który parafował w ONICO umowę z Bartoszem Kurkiem. Ile ten transfer przyniesie korzyści sportowych warszawskiej drużynie pokaże boisko. Marketingowo, już dzisiaj wiadomo, był to strzał w dziesiątkę. Panie „Igła”, co pan na to?
 
Skróty ostatnich meczów Resovii i ONICO w załączonych materiałach wideo.
Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze