Pindera: Nasza Chinka czwarta na świecie

Inne
Pindera: Nasza Chinka czwarta na świecie
fot. PAP

32-letnia, urodzona w Chinach reprezentantka Polski Li Qian znalazła się w gronie najlepszych tenisistek stołowych świata w plebiscycie ITTF. Wygrała Chinka Ding Ying.

Wyniki ogłoszono podczas gali ITTF (Międzynarodowej Federacji Tenisa Stołowego) w południowokoreańskim Incheon, w przeddzień finałowego turnieju World Touru, w którym zagrają najlepsi z najlepszych. Na dwóch pierwszych miejscach znalazły się drużynowe mistrzynie świata z Chin, Ding Ning i Wang Manyu, wyprzedzając Japonkę Mimę Ito oraz Li Qian.

Wśród mężczyzn triumfował tegoroczny zdobywca Pucharu Świata Fan Zhendong, za nim znaleźli się Niemiec Timo Boll, Brazylijczyk Hugo Calderano i Japończyk Tomokazu Harimoto. Teraz będą sobie mogli ewentualne wątpliwości wyjaśnić przy stole.

Nas oczywiście bardzo cieszy czwarte miejsce Li Qian. Zawdzięcza je zwycięstwu w tegorocznych mistrzostwach Europy. Złoty medal wywalczony w Alicante jest pierwszym w historii polskiego tenisa stołowego w grach indywidualnych. Nie udało się to wcześniej największym sławom, Andrzejowi Grubbie i Leszkowi Kucharskiemu.

Li Qian trafiła do Polski w 2005 roku za sprawą Zbigniewa Nęcka, trenera z Tarnobrzega i zapuściła tam korzenie. Dwa lata później otrzymała polski paszport, a w 2009 roku wygrała prestiżowy TOP12, co też jest historycznym osiągnięciem.
W grze pojedynczej Li Qian zdobyła brązowy medal mistrzostw Europy rozgrywanych w Gdańsku w 2011 roku. Mało kto pamięta, że obok niej, na najniższym stopniu podium stała wtedy Ukrainka Margaryta Piesocka.

Obie grały też w Tarnobrzegu, wspólnie zdobywały drużynowe mistrzostwo Polski. Co ciekawe matka Margarity i jej trenerka, też grała wcześniej w tym klubie.

Li Qian przed przystąpieniem do finałowego pojedynku w Alicante miała korzystny bilans gier z Piesocką. Spotykały się trzy razy i za każdym razem wygrywała reprezentantka Polski. W jednym z tych spotkań, w 2016 roku w Halmstad, mecz kończył się tak jak w Alicante, czasówką. I tak jak w Hiszpanii górą była Li Qian.

Pingpongowa czasówka, to jest taki swoisty KO system. Zarządza się go w chwili, gdy po 10 minutach gry w jednym secie zawodniczki nie zdobędą łącznie 18 punktów. Wtedy najpóźniej w dwunastym odbiciu serwujący musi zakończyć akcję. Jeśli tego nie zrobi, straci punkt.
Li Qian czasówkę grała wcześniej zaledwie cztery razy w życiu. Mocno zdenerwowana straciła więc pięć punktów z rzędu, przegrała kolejnego seta w finałowym meczu mistrzostw Europy i znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Ukrainka prowadziła 2:0 i do zdobycia złotego medalu brakowało jej już tylko dwóch zwycięskich setów. I w tym momencie trener Zbigniew Nęcek krzyknął: Halmstad ! – przypominając o wygranej sprzed dwóch lat. Od tej chwili Li Qian praktycznie nie popełniała już błędów. I znokautowała rywalkę atakiem, choć jest przecież typową defensorką.

Dla „Małej”, bo tak wszyscy mówią o naszej Chince, jest to największy sukces w karierze, dla Kasi Grzybowskiej, która przegrała z nią w półfinale i zdobyła brązowy medal również. Na niespełna dwa lata przed igrzyskami w Tokio, to naprawdę była dobra wiadomość. Podobnie jak obecność w plebiscytowym gronie ITTF Li Qian.

Wśród mężczyzn Plebiscyt wygrał Chińczyk Fan Zhengdong, nr 1 światowego rankingu, podobnie jak Din Ning kandydat do sukcesu w rozpoczynającym się w Incheon (Korea Południowa) finałowego turnieju World Tour z pulą nagród – milion dolarów. Zwycięzcy gier pojedynczych otrzymają po 100 tysięcy dolarów.

Niestety w finałowym gronie nie ma Polaków. A nasza Chinka Li Qian „walczyła” o sukces tylko w Plebiscycie.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze