Przerwanie fatalnej passy to może nie jedyna pozytywna informacja dla wrocławskich kibiców po meczu z Koroną. Za kolejną można uznać zaangażowanie piłkarzy i wielką chęć odniesienia zwycięstwa. Być może zadziałał efekt "nowej miotły", bo tymczasowy trener Śląska zapowiedział, że w drużynie zajdą znaczące zmiany. I szybko je wprowadził. Piotr Celeban musiał oddać opaskę kapitana Marcinowi Robakowi, a do pierwszego składu wstawił w niedzielę Irańczyka Farshada Ahmadzadeha, który od wrześniu grywał sporadycznie. 

 

Nowe oblicze Śląska prezentowało się całkiem dobrze w pierwszej połowie spotkania. Piłkarze trenera Barylskiego byli szybsi, bardziej kreatywni i często stwarzali zagrożenie pod bramką Korony. Dobrze grali tez w defensywie, więc goście nie mieli wielu okazji do zdobycia gola. Najgroźniejsza zakończyła się strzałem Elii Soriano, ale po jego uderzeniu głową, piłka trafiła w poprzeczkę. 

 

Wrocławianie odpowiedzieli stałym fragmentem gry, po którym byli bliscy zdobycia gola. Po dośrodkowaniu Matthias Hamrol tak piąstkował, że piłka trafiła pod nogi Łotysza Igorsa Tarasovsa, który zdecydował się od razu na uderzenie i pomylił się o centymetry. Z czasem przewaga gospodarzy stawała się bardzo widoczna.

 

Po jednej z szybkich akcji Śląska Arkadiusz Piech zagrał na lewe skrzydło do Roberta Picha. Słowak wbiegł w pole karne i mocnym strzałem z lewej nogi pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi gości.

 

Stracony gol na moment obudził piłkarzy Korony, zaczęli grać agresywniej, kilka razy dostarczyli piłkę w pole karne Śląska, ale zdobyć bramki nie potrafili. Zrobili to za to gospodarze, po stałym fragmencie gry z bliska strzelił Piech. Kibice się cieszyli, gracze Korony ustawili już piłkę na środku boiska, ale sędzia wstrzymał wznowienie gry. Odpowiadający za weryfikację wideo podpowiadali mu bowiem, że gracz Śląska był na spalonym. Przerwa trwała dosyć długo, w końcu Paweł Raczkowski nie uznał gola.

 

Drugi raz system VAR pomógł sędziemu w podjęciu decyzji o wyrzuceniu z boiska Dorde Cotry. Obrońca Śląska "błysnął" talentem, jaki przydaje się w walkach MMA czy UFC, a nie na boisku piłkarskim. Atakując łokciem Mateja Pucko niemal znokautował rywala, a arbiter pokazał mu żółtą kartkę. Po sygnale od sędziów wideo i analizie zajścia Raczkowski zmienił decyzję i... kolor kartki. Od 53. minuty Śląsk grał więc w osłabieniu.

 

Od tego momentu zarysowała się przewaga Korony, ale na boisku było więcej walki, fauli i przerw w grze niż sytuacji bramkowych. Po 10 minutach gry w przewadze goście dopięli swego, a jednym z autorów bramkowej akcji był Pucko. Ten sam piłkarz, który musiał jeszcze odczuwać skutki brutalnego zagrania Cotry asystował przy bramce zdobytej przez Michaela Gardawskiego. Korona miała dużą przewagę i mogła strzelić jeszcze przynajmniej jednego gola po strzale Jakuba Żubrowskiego, który zmusił do wysiłku bramkarza gospodarzy Jakuba Słowika. Miała tez sporo szczęścia. W doliczonym czasie gry doszło do zamieszania w polu karnym gości, piłka odbiła się od Michała Chrapka i... trafiła w poprzeczkę. 

 

Śląsk Wrocław – Korona Kielce 1:1 (1:0)

Bramki: Pich 27 - Gardawski 64\

 

Żółte kartki: Mateusz Radecki, Łukasz Broź, Michał Chrapek - Oliver Petrak, Ivan Marquez, Jakub Żubrowski, Elhadji Pape Diaw

Czerwona kartka: Dorde Cotra (53')

 

Śląsk Wrocław: Jakub Słowik – Łukasz Broź, Mariusz Pawelec, Wojciech Golla, Dorde Cotra – Robert Pich, Igors Tarasovs, Mateusz Radecki, Farshad Ahmadzadeh (70. Damian Gąska) – Arkadiusz Piech (80. Michał Chrapek), Marcin Robak.

 

Korona Kielce: Matthias Hamrol - Adnan Kovacevic, Elhadji Pape Diaw, Ivan Marquez (46. Ivan Jukic) - Marcin Cebula (81. Łukasz Kosakiewicz), Matej Pucko, Oliver Petrak (46. Maciej Górski), Jakub Żubrowski, Mateusz Możdżeń, Michael Gardawski - Elia Soriano.

 

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)