Liderem "Rakiet" był w tym spotkaniu James Harden, który zdobył 35 punktów (sześć celnych z 11 rzutów z dystansu) i miał dziewięć asyst. Słynnego brodacza mocno wsparli koledzy z drużyny. Wszyscy podstawowi zawodnicy uzyskali dwucyfrowe zdobycze punktowe - tzw. double-double zanotowali Clint Capela - 20 pkt, 12 zbiórek i PJ Tucker - 11 pkt (3/4 za trzy) i 11 zbiórek, Chris Paul miał 21 pkt (5/9 z dystansu) i osiem asyst, a Eric Gordon - 16 pkt (4/9).

 

Na 2.42 min przed końcem meczu w Houston 25. raz z dystansu w zespole gospodarzy trafił Gary Clark, wyrównując ligowy rekord należący od 3 marca 2017 r. do Cleveland Cavaliers (w meczu z Atlanta Hawks). Od tego momentu kibice przy każdym posiadaniu piłki przez Rockets skandowali: "Trzy, trzy, trzy", ale ich drużyna spudłowała kolejno cztery takie próby. Ostatnią, rekordową "trójkę" trafił dopiero Michael Carter-Williams na 31,1 s przed zakończeniem meczu. W całym spotkaniu drużyna trenera Mike'a D'Antoniego 55 razy rzucała "za trzy".

 

W pokonanym zespole wyróżnili się Bradley Beal - 28 pkt i John Wall - 18 pkt i 12 asyst. Piąte z rzędu zwycięstwo coraz lepiej spisujących się Rockets dało im awans na siódme miejsce w Konferencji Zachodniej.

 

- Po prostu gramy teraz lepiej. Kiedy jesteś w dobrej dyspozycji, odpowiednio nastawiony, robisz dobre rzeczy. W przeciwnym razie nic nie wychodzi z twojej gry. W ostatnich pięciu meczach mieliśmy naprawdę dobrą energię - gratulował sobie i zawodnikom trener D'Antoni.

 

Porażki doznali broniący tytułu Golden State Warriors, którzy po wyrównanym spotkaniu ulegli ekipie Utah Jazz. Na parkiecie w Salt Lake City Stephen Curry zdobył dla gości 32 pkt, Kevin Durant dodał 30, ale zespół "Wojowników" miał tylko 40 procent skuteczności z gry i 32,3 proc. celności prób z dystansu. Ich trzeci doborowy strzelec Klay Thompson uzyskał tylko 12 pkt, pudłując wszystkie cztery rzuty zza łuku.

 

- Szczerze mówiąc, nie jestem zaskoczony. Piłka nie krążyła między zawodnikami, nie graliśmy tak jak w ostatnich latach, gdzie szybka wymiana podań pozwalała nam wykonywać dobre rzuty - ocenił trener mistrzów Stefe Kerr.

 

Gospodarzy do sukcesu poprowadziła międzynarodowa koalicja graczy. Australijczyk Joe Ingles z 20 pkt był najskuteczniejszym strzelcem zespołu, Francuz Rudy Gobert, który zanotował 17 pkt i 15 zbiórek, najlepiej zbierającym, a Hiszpan Ricky Rubio - 10 asyst - najlepiej podającym.

 

Znakomitą celnością - 64,9 procent z gry - popisali się natomiast San Antonio Spurs, którzy pokonali na wyjeździe Orlando Magic 129:90. Drużyna z Teksasu, najskuteczniejsza w lidze w rzutach za trzy punkty, trafiła na Florydzie 63,2 procent takich prób (12 z 19). W jej szeregach wyróżnili się LaMarcus Aldridge - 20 pkt, Włoch Marco Bellinelli - 18 oraz DeMar DeRozan i Bryn Forbes - po 17. Tyle samo zdobył najlepszy strzelec gospodarzy D.J. Augustin.

 

Indywidualnie znakomite występy zanotowali w środę liderzy Oklahoma City Thunder. W wygranym 132:113 wyjazdowym meczu z Sacramento Kings Russell Westbrook uzyskał 112. triple-double w karierze - 19 pkt, 11 zbiórek i 17 asyst, a także sześć przechwytów. Natomiast dwucyfrowe statystyki w dwóch elementach gry mieli Paul George - 43 pkt i 12 zbiórek oraz Nowozelandczyk Steven Adams - 20 pkt i rekordowe w karierze 23 zbiórki.

 

Z kolei Australijczyk Ben Simmons miał czwarte w sezonie, a drugie w ostatnich trzech meczach, tzw. triple double (13 pkt, 11 zbiórek, 10 asyst) w wygranym przez jego Philadelphia 76ers spotkaniu z New York Knicks 131:109.

 

W tabeli Konferencji Wschodniej prowadzą Toronto Raptors (24-9), przed Milwaukee Bucks (21-9) i "Szóstkami" z Filadelfii (21-12). Liderami na Zachodzie są Denver Nuggets (21-9), przed Oklahoma City Thunder (20-10) i "Wojownikami" z Oakland (21-11).