Wygrała cała gala – tak zaczął podsumowanie bokserskiego wieczoru w Radomiu Janusz Pindera nasz ekspert, najbardziej ceniony polski dziennikarz zajmujący się pięściarstwem. – Emocje były od pierwszej do ostatniej walki. Rzadko to się u nas zdarza. Ostatni raz podczas Polsat Boxing Night w Częstochowie. I to nie jest żadne kadzenie. Tutaj wprawdzie na początku było ¾ zajętych trybun, w Częstochowie był komplet, a hala dużo większa, ale potem miejsca się zapełniły. Być może to jest sygnał, że boks trzeba na dziś przenieść do takich mniejszych obiektów, zwłaszcza, gdy nie ma się lokomotywy, która zapełni obiekt dziesięciotysięczny - mówił Pindera w studio Polsatu Sport, którego gospodarzem był Artur Łukaszewski, a drugim z gości Maciej Miszkiń. 

 

- Żaden z pojedynków mnie nie zawiódł. Łyżkę dziegciu na pewno włożył tutaj Adam Balski, bo on na pewno ma talent większy niż to co pokazał w pojedynku z Radczenką. Z  drugiej strony przeżywając te ostatnie kilkadziesiąt sekund ósmej rundy, sprawił, że możemy spuścić kurtynę nad jego występem i pozwolić mu przemyśleć to, co się stało. On wie co ma zrobić. 

 

- Wisienką na torcie tej gali był oczywiście efektowny nokaut Parzęczewskiego. Oczywiście stawialiśmy na niego, ale wydawało się, że to może być pojedynek, przynajmniej do pewnego momentu, równy. Tymczasem światełko zgasło błyskawicznie - ocenił Pindera. 

 

- Jeśli chodzi o Balskiego, to musi poprawić koncentrację - zaczął swoje podsumowanie Miszkiń. - To, że słabiej wszedł w walkę, nie czuł dystansu, to każdemu się zdarza, na każdym etapie kariery. Balski ma talent ruchowy no i przede wszystkim charakter, który może dać zawsze widowiskową walkę i sprzedać bilety. Wierzbicki pokazał talent ruchowy, przyjemnie się na ten jego boks patrzy. Nie wiem tylko, czy będzie tym stylem wyprzedawał hale. Można go już trochę wyżej pchać, stawiać poważniejsze cele. Grabowski, gdyby wcześniej zaczął, nie pozostawiłby w rękach sędziów decyzji, mógł wygrać. W moim odczuciu zwyciężył – uważa były bokser.

 

- Życzymy wszyscy sobie więcej takich gal w przyszłym roku. Oczywiście nie mówimy tu o jakichś potężnych aspiracjach większości zawodników, którzy wystąpili w Radomiu. Z drugiej strony nie wiadomo gdzie zajdzie Parzęczewski, jak potoczy się jego kariera. On cały czas robi postępy. Ten pojedynek pokazał, że ma atuty, by bić się najpierw może o mistrzostwo Europy, a później o jakiś mniej znaczący pas - zakończył swoje podsumowanie Pindera. 

 

Całe studio podsumowujące galę "Wojna Domowa" w Radomiu w załączonym materiale wideo.