Rozgrywanie spotkań w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia to pomysł zaczerpnięty z koszykarskiej ligi NBA, gdzie na ten okres planowane są zwykle ligowe hity. 26 grudnia grają także piłkarze angielskiej ekstraklasy, a w tym roku dołączyła do nich włoska Serie A.

 

W Polskiej Lidze Koszykówki takie wydarzenia mają już czteroletnią tradycję. Od początku uczestniczy w nich zespół z Zielonej Góry. Po raz pierwszy mecz świąteczny rozegrano 26 grudnia 2015 roku w Radomiu. Po 40 minutach był remis, a w zaciętej dogrywce o zwycięstwie Rosy 88:86 zadecydowało trafienie Michała Sokołowskiego. W 2016 r. w Zgorzelcu Stelmet pokonał ekipę PGE Turowa 85:83, a kluczowe w końcówce okazały się rzuty wolne Przemysława Zamojskiego i Koszarka. Przed rokiem mecz odbył się w Zielonej Górze. Tym razem gospodarze wygrali 92:80 z późniejszym wicemistrzem Polski BM Slam Stalą Ostrów Wlkp.

 

- To niewątpliwie wyróżnienie i zaszczyt, pokazać się w meczu świątecznym. Tym bardziej, że towarzyszy mu przy tej okazji większe zainteresowanie. Stelmet taka nobilitacja spotyka już czwarty raz z rzędu - podkreślił Koszarek, który obok klubowych kolegów Adama Hrycaniuka i Zamojskiego wystąpił we wszystkich tych spotkaniach.

 

- Nie ukrywam jednak, że taki mecz, w przypadku gdy gra się na wyjeździe, ma też swoje ujemne strony. Trzeba przecież wyjechać dzień wcześniej, zamieszkać w hotelu, odpuścić jeszcze jeden świąteczny dzień. Mile wspominam ubiegłoroczne spotkanie ze Stalą, które graliśmy przed własną publicznością. Wtedy takich uciążliwości nie było - przyznał koszykarz.

 

Stelmet, lider tabeli z bilansem 10 zwycięstw i dwóch porażek, jedzie do Włocławka po trzech kolejnych wygranych w Energa Basket Lidze. Broniący tytułu Anwil (bilans 7-3) ma jeszcze dłuższą serię - pięć triumfów, przy czym wszystkie na wyjazdach. Ostatnich porażek drużyna trenera Igora Milicica doznała na własnym parkiecie - 2 listopada z beniaminkiem Spójnią Stargard (80:81) i 27 października z Polskim Cukrem Toruń (76:79 po dogrywce).

 

W środowym meczu, zamykającym 11. kolejkę ekstraklasy, na pewno czyjaś seria sukcesów się skończy. Dodatkowego smaczku dodają tej rywalizacji wspomnienia z minionego sezonu, gdy w półfinale play off po dramatycznych zwrotach i huśtawce nastrojów Anwil wygrał 3-2 i zdetronizował ówczesnego mistrza.

 

- Jedziemy do Włocławka powalczyć. Drużyna złapała ostatnio właściwy rytm. Fakt, że gramy z mistrzem Polski, w dodatku w jego wypełnionej do ostatniego kibica hali, dodatkowo mobilizuje. Na pewno podejdziemy do spotkania maksymalnie skoncentrowani. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że choć to mecz świąteczny, to jednak tylko jeden z wielu w sezonie zasadniczym. Waga takich konfrontacji jest o wiele wyższa w fazie play off - uważa kapitan Stelmetu, który w latach 2007-09 był zawodnikiem Anwilu.

 

W latach 2011-14 grał we Włocławku także obecny lider zielonogórskiej ekipy Sokołowski. Wychowanek MKS MOS Pruszków po raz drugi wystąpi w meczu świątecznym. Najlepszy Polak w klasyfikacji strzelców EBL (dziewiąta pozycja ze średnią 16,3 pkt) za przeciwników będzie miał czołowych snajperów włocławian: Amerykanina Chase'a Simona (15,2) i Michała Michalaka (12,7). Inne ciekawie zapowiadające się indywidualne pojedynki to chorwacka konfrontacja pod koszem Josipa Sobina z Darko Planinicem czy Jarosława Zyskowskiego z Zamojskim.

 

- Każdy zawodnik Anwilu jest groźny. Trzeba się skupiać na całym zespole. Zagrać drużynowo w obronie. Szymon Szewczyk jest "w gazie", tak samo Zyskowski, ale trzeba tak naprawdę ograniczyć wszystkich" - podkreślił Sokołowski.

 

Transmisja meczu Anwil Włocławek - Stelmet Enea BC Zielona Góra w środę w Polsacie Sport od godziny 15.50.