Sa Pinto ceni przede wszystkim piłkarzy ciężko pracujących na treningach, a jego zdaniem do takich Kante nie należy. Portugalski szkoleniowiec ma zastrzeżenia do zaangażowania Gwinejczyka, a wyraz temu daje podczas ustalania wyjściowego składu na ligowe mecze. Były piłkarz Górnika Zabrze i Wisły Płock najczęściej siada na ławce rezerwowych, a na boisko pojawia się w końcówkach meczów. Czasami tylko po to, by przy korzystnym dla Legii wyniku urwać kilkadziesiąt sekund, które uciekają podczas dokonywania zmiany.

 

Jeszcze kilka tygodni temu Kante był "drugim wyborem" Sa Pinto, zmiennikiem Carlitosa. Jednak przebojem do składu warszawskiej drużyny wdarł się młody Sandro Kulenovic, który rozegrał już dziesięć meczów i zdobył trzy bramki. Bramki ważne, jak choćby ta w meczu z Zagłębiem Sosnowiec, która zdecydowała o zwycięstwie Legii. W kolejce do gry w podstawowym składzie ustawił się także Jarosław Niezgoda, wracający do formy po operacji serca. Kante może więc stracić miejsce nawet w meczowej "osiemnastce". 

 

Gwinejczyk trafił do Legii Z Wisły Płock po zakończeniu poprzedniego sezonu. Bardzo dla niego udanego, bo właśnie podczas kilku ostatnich miesięcy stał się innym piłkarzem. W Płocku nauczył się zaangażowania w grę, pressingu na połowie rywala, tam współpracował z trenerem mentalnym Pawłem Frelikiem, który wcześniej wspomagał Kamila Grosickiego, Karola Linetty czy Dawida Kownackiego. Zmienił się na lepsze i osiągał lepsze wyniki. Wystarczy przypomnieć, że do Wisły trafił z opinią najbardziej nieskutecznego napastnika ligi. Grając w szesnastu meczach dla Górnika Zabrze, nie strzelił ani jednego gola. W 62 spotkaniach płockiego zespołu zdobył 19 bramek. 

 

Początki w Legii były obiecujące. Kante prezentował wszystkie atuty, które sprawiły, że został ściągnięty do Warszawy. Dobrze rozumiał się z Carlitosem, wydawało się, że stworzą zabójczy duet napastników. Skończyło się na wielkich nadziejach i teraz najprawdopodobniej zawodnik będzie musiał się pogodzić z faktem, że na Łazienkowskiej nie widzą dla niego miejsca.  

 

Być może na stadion Legii wróci w barwach innego zespołu Lotto Ekstraklasy, być może nie zostanie sprzedany, a wypożyczony. Chęć pozyskania 28-latka wyraziła Arka Gdynia, jednak jej trener, Zbigniew Smółka przyznał w rozmowie z "Przeglądem Sportowym", że jego klubu nie stać na zawodnika wycenianego na 350 tysięcy euro. 

 

Jedno jest pewne, pięciokrotny reprezentant Gwinei nie wróci do Płocka. Co prawda z Wisłą pożegnał się w piękny sposób, bo w ostatnim meczu w tej drużynie strzelił dwa gole Jagiellonii Białystok, ale odchodził z niej w złej atmosferze. Nie chciał nowego kontraktu, zapewniał, że ma oferty z zagranicy i wyjedzie do innego kraju. Ostatecznie związał się z Legią. Płoccy działacze twierdzą, że już nie mają do Kante żalu za jego zachowanie. Jednocześnie podkreślają jednak, że w Wiśle nie ma i nie będzie dla niego miejsca.