1. Końcówka meczu z Japonią podczas mundialu w Rosji.

„Tato, co oni robią?” – zadał mi pytanie 7-latek wymalowany w biało-czerwone barwy, w szaliku, z flagą i trąbką, dla którego były to pierwsze świadomie przeżyte mistrzostwa świata w piłce nożnej. Patrzył na spacerujących po boisku piłkarzy, którzy pozorowali grę, symulującego Kamila Grosickiego i Kubę Błaszczykowskiego, który czekał na wejście na boisko. Dopiero po meczu trener Adam Nawałka wyjaśnił, że Polacy stosowali niski presing.

 

2. Potencjał polskiej piłki.

Krzysztof Piątek, napastnik przeciętnej Cracovii, z więcej niż przeciętnej polskiej ligi przechodzi do ligi włoskiej, uważanej za europejską Top 5 i w ciągu kilku miesięcy staje się jej wielką gwiazdą, strzelając gola za golem, więcej niż Ronaldo. Bez żadnego bredzenia o aklimatyzacji, specjalnych przygotowań, nauki języka. Informacje o zainteresowaniu Polakiem ze strony Barcelony i innych klubów z tej półki to nie są żarty.

 

3. Młodzieżówka Czesława Michniewicza.

Zremisować dwa razy w kompromitującym stylu z Wyspami Owczymi, a w decydującej batalii dać łupnia wielkiej Portugalii na jej terenie to kwintesencja polskiego charakteru, nie tylko odnoszącego się do piłki nożnej. Najbardziej budujące jest jednak to, że następcy Lewandowskiego i spółki potrafili rozbić rywala w pół godziny, prowadząc 3:0 bez żadnego przypadku, po kapitalnej, pięknej grze. Jeszcze Polska nie zginęła…

 

4. Mistrz Polski ulega mistrzowi Luksemburga.

Zdecydowanie. U siebie. Tu nie ma co rozwijać, wystarczy jeszcze raz pochylić się nad tą informacją, aby utrzymywać się w stanie permanentnego szoku.

 

5. Raport Nawałki. 
Dzieło, na które oczekiwała opinia publiczna, mające wyjaśnić dlaczego aż tak zblamowaliśmy się na mundialu, okazało się zwykłym nieuporządkowanym bełkotem m.in. z fragmentami przepisanej Wikipedii. Potrafiący czytać miedzy wierszami od razu zauważyli, że upublicznienie raportu przez PZPN było pewną złośliwością wobec byłego selekcjonera.
 
6. Nawałka w Lechu.

Przed mundialem oczami wyobraźni widzieliśmy pierwszego od dawna polskiego trenera u sterów dobrego zachodniego klubu, ewentualnie obejmującego atrakcyjny zespół reprezentacyjny, po pięcioletniej udanej przygodzie z polską kadrą. Skończyło się na dziewiątej w tamtym czasie drużynie polskiej Ekstraklasy.

 

7. Pieniądze w polskiej piłce.

Wydać ponad 1,5 mln na piłkarskiego emeryta Eduardo, który podpisał roczny kontrakt w Legii, choć wszyscy wiedzieli, że już się do gry nie nadaje, to nie tyle trzeba mieć gest, co pieniądze na zbyciu. W ciągu 12 miesięcy brazylijski snajper ze znakomitym CV sprzed lat rozegrał w Polsce ledwie 14 meczów i nie strzelił ani jednego gola.  I niech ktoś jeszcze raz powie, że w polskiej piłce nie ma kasy.

 

8. Coraz droższa Ekstraklasa.

W wyniku nowego kontraktu polskie kluby dostaną średnio po pięć milionów więcej za sprzedaż praw telewizyjnych. Ktoś kto to zdołał załatwić, zasługuje na nominację w kategorii: cud roku. Sprzedał przecież produkt, który jest coraz słabszy za dużo więcej niż wtedy, kiedy był lepszy.

 

9. Wybór Bońka.

Po Adamie Nawałce pewniakiem miał być selekcjoner zagraniczny, który byłby dla prezesa PZPN jakimś alibi przynajmniej przez pewien czas. Zbigniew Boniek zdecydował się jednak zatrudnić w tej roli Jerzego Brzęczka, trenera bez sukcesów, którego zupełnie niedawno zwalniano z pierwszoligowego GKS Katowice, a mającego za sobą co najwyżej przyzwoity sezon w Wiśle Płock. Nominacja była tak nieoczywista, że aż fascynująca. Jak to się skończy, nie wiadomo. Na razie kadra gra bardzo podobnie, jak za schyłkowego Nawałki, czyli słabo.

 

10. Druga młodość Andrzeja Strejlaua.

Aktywność zawodowa byłego selekcjonera, legendarnego trenera (rocznik 1940) jest wręcz zdumiewająca. Trener, który wydał i świetnie wypromował swoją biografię „On. Strejlau” komentuje nie tylko fachowo i ze swadą, ale także tak wciąga i jest tak charakterystyczny, że staje się idolem kibiców, którzy w ogóle nie pamiętają go z jego działalności boiskowej. Na pytanie jak to się dzieje, że praktycznie nie wychodzi z telewizji, odpowiada w swoim stylu: „Chodzę tylko tam, gdzie mnie zapraszają”.