Jerzy Mielewski: Szkoda, że kończy się tak dobry rok dla polskiej siatkówki. Chciałoby się, żeby takie lata trwały w nieskończoność.

Bartosz Kurek: Na pewno teraz w okresie świąteczno-noworocznym warto z perspektywy czasu przyjrzeć się temu, co dokonaliśmy, ale też musimy spojrzeć na horyzont i stawiać sobie nowe cele do realizacji.

Po nieudanych mistrzostwach Europy stanowisko selekcjonera objął Vital Heynen. Jak usłyszałeś, że macie nowego trenera byłeś zadowolony? Czy raczej wstrzymałeś się z optymizmem do momentu poznania szkoleniowca?

Podczas ogłoszenia nowego selekcjonera byłem w trakcie leczenia kontuzji stopy. Chwilę po konferencji zadzwonił do mnie trener, by spytać się o moje zdrowie. Od tamtej pory nasze relacje nigdy nie były gorsze, zawsze szły ku lepszemu. Na początku opinie o szkoleniowcu były różne, musiałem nawet sprawdzić w internecie komentarze na jego temat. We współpracy okazał się bardzo oryginalną postacią.

Wielu fachowców i trenerów nie dawało nam szans na złoty medal mistrzostw świata. Dlaczego?

Zgodzę się z opinią, że byli lepsi siatkarze od nas. Jednakże nie było lepszej drużyny na tym turnieju. Bardziej zgranej, która pójdzie w ogień za kolegów. To najwyższa wartość, jaką mieliśmy i dlatego zdobyliśmy złoty medal.

Czy Twoje występy w Turynie to były najlepsze występy w karierze? Moim zdaniem grałeś tam dwa razy lepiej niż w Bułgarii.

Włoska ziemia mi sprzyja. Ciężko to opisać, dla mnie ten mundial jest jak wspominanie dobrego snu. Nie potrafię dokładnie opisywać, co tam się wydarzyło. To wszystko działo się tak szybko. Zdecydowanie mogę potwierdzić, że to była najlepsza siatkówka w moim wykonaniu.

Wydaje się, że to dopiero pierwszy rozdział tej drużyny. Dojdą do Was wzmocnienia. Ponadto jest grono młodych kandydatów, które dobija się do pierwszej reprezentacji...

Wszyscy wiemy, że oprócz silnego trzonu kadry, który jest zachowany, wkrótce dołączy do nas Wilfredo Leon. Musimy mieć świadomość, że każdy jego sukces był mocno zależny od jego drużyny. Zarówno w Zenicie Kazań, jak i teraz w Perugii. Wiem, że jest coś takiego jak klątwa następnego sezonu. Jestem przekonany, że trener Heynen dzień po zdobyciu mistrzostwa już planował jak sobie poradzić z nadchodzącymi przeciwnościami i jakie nowe pomysły wysyłać do tej drużyny. Fajnie, że wkrótce spotkamy się ponownie w tym gronie, bo dokonaliśmy czegoś wspaniałego i chciałbym to kontynuować.

Przeżyłeś ogromne rozczarowanie w 2014 roku, kiedy zostałeś pominięty w powołaniach na mundial. Czy tamta sytuacja ciążyła w Twojej głowie?

Oczywiście, że tak. Tamta sytuacja ciążyła na mnie długo, szczególnie w pierwszych tygodniach. Później poukładałem sobie w głowie cała tę sytuację. Potraktowałem ją jako paliwo napędowe do lepszej gry. Teraz z perspektywy czasu dobrze się na to patrzy. Poprzednie lata nie były dla mnie najlepsze. Przy wsparciu bliskich i wiary w siebie udało mi się odbić.

Jak byś wytłumaczył zachowania selekcjonera? Wiemy, że Vital Heynen jest osobą bardzo wybuchową, bardzo bezpośrednią.

Vital jest inteligentnym facetem i wiedział, że ma za sobą cały trzon drużyny. W kuluarach wykonywaliśmy robotę, rozmawialiśmy ze sobą nawzajem. Dbaliśmy o to, żeby wszyscy ufali trenerowi, pomimo tego, jak ostry bywał wobec zawodników.

Czy Bartosz Kurek się zmienił? Nie mówię o boisku, choćby o relacjach międzyludzkich.

Dojrzałem. My znamy się nie od dziś, to wiesz, że wiele się w moim życiu pozmieniało. Kiedyś byłem dzieciakiem, który grał w Nysie, potem wszedłem jako młody chłopak do kadry i spadła na mnie ogromna odpowiedzialność. Teraz jestem dorosłym facetem, który wiele widział i przeżył, więc pewne rzeczy mnie już nie ruszają. Inne z kolei wręcz przeciwnie - ruszają bardziej. Jestem przygotowany przyjąć na siebie większe wyzwania. Nauczyłem się, że podczas siatkarskiej przygody warto otworzyć się na drugiego człowieka, poznać go lepiej. Ta umiejętność zostanie z mną po zakończeniu kariery.

Z perspektywy czasu jesteś w stanie powiedzieć, czy w młodzieńczych latach Twojej kariery poczułeś trochę "sodówki"?

Ja jestem wymagającym człowiekiem. Wobec siebie i ludzi, co inni mogą odbierać złe maniery. Jeżeli chcemy coś osiągnąć, musimy oczekiwać pewnego poziomu. W 2009 nie było "sodówki", raczej myślałem, że wszystko przyjdzie samo - kolejne sukcesy, kolejne wielkie drużyny i turnieje. Teraz wiem, że nic samo nie przychodzi. Trzeba pocierpieć i przeżyć swoją historię. To przychodzi z wiekiem i doświadczeniem, które już mam.

Rok 2019 sezonem walki o Igrzyska. To jest cel?

Zdecydowanie. Trzeba wykonać ten pierwszy krok, który da nam luz i oczyści głowę przed Tokyo. Będzie ciężko, bo pojawią się trudni przeciwnicy. Jednak stać nas na to, jesteśmy mistrzami świata. W przeciwieństwie do drużyny z 2014 roku zachowaliśmy skład. Sądzę, że w najbliższym roku zagwarantujemy sobie miejsce na Igrzyskach.

Już 5 stycznia Gala Mistrzów Sportu i plebiscyt Najlepszego Sportowca 2018 roku Przeglądu Sportowego i Polsatu. Masz jakieś oczekiwania wobec wyników konkursu? Wydajesz się jednym z faworytów do zwycięstwa. Smoking już się szyje?

W moim przypadku prędzej garnitur. Nie czuję się za dobrze w wieczorowych strojach, ale powaga takich wydarzeń wymaga być ładnie ubranym. Myślę, że jeśli któryś z nas ja lub Michał Kubiak otrzyma tę statuetkę, to będzie oznaka, że cała nasza drużyna odniosła absolutny sukces. Liczę na tę nagrodę, bo wiem, że byliśmy drużyną roku. Chciałbym, żeby cała drużyna była zaproszona na scenę, bo to jest dla mnie ważniejsze niż indywidualne wyróżnienia.

Cały wywiad w załączonym materiale wideo.