U progu sezonu we Włoszech panowała euforia spowodowana Krzysztofem Piątkiem - i słusznie, ponieważ napastnik Genoi kapitalnie zadebiutował w rozgrywkach Serie A, strzelając gol za golem. W cieniu byłego piłkarza m.in. Zagłębia Lubin znajdował się Arkadiusz Milik, który nie dość, że często znajdował się na ławce rezerwowych, to jeszcze nie imponował skutecznością. Na szczęście w "Arkadiuszo" - jak mawiają kibice klubu spod Wezuwiusza, wciąż wierzył jeden człowiek - Carlo Ancelotti. Utytułowany i doświadczony menadżer nie skreślił Polaka i jak się okazuje - postąpił prawidłowo.

 

Milik w klasyfikacji strzelców plasuje się na szóstym miejscu z dorobkiem dziesięciu goli. Warto podkreślić, że lwią część tych trafień zanotował w ostatnich tygodniach. Co istotne, podkreślają to także włoscy eksperci, Milik zdobywa kluczowe bramki, które powodują, że Napoli wciąż może marzyć o mistrzostwie kraju. "Gdyby nie Milik, nie byłoby szans na scudetto" - napisał jeden z żurnalistów Corriere dello Sport.

 

Śmiało można powiedzieć, że we Włoszech trwa mała "Milikomania". Pozytywnie o Polaku wypowiada się sam Ancelotti. - To bardzo młody chłopak, który przez dwa lata doświadczył dwóch poważnych kontuzji i o tym nie da się zapomnieć. Na początku grał trochę niemrawo, ale teraz odzyskuje formę i mamy nadzieję, że nadal będzie szedł do przodu - przyznał były opiekun Juventusu, AC Milan, Chelsea, PSG, Realu Madryt i Bayernu Monachium. Takie słowa z ust kogoś z takim CV muszą robić wrażenie.

 

Ale to jeszcze nie koniec komplementów pod adresem Polaka. W Napoli cały czas pamięta się o Edinsonie Cavanim, który przez wiele lat stanowił o sile formacji ofensywnej tego klubu. Zdaniem Ancelottiego czas skończyć wspominanie o Urugwajczyku, ponieważ Napoli posiada innego "marcatore". - To paradoks, że tyle mówi się o Cavanim, który jest uwielbiany w Neapolu, podczas gdy inny napastnik zdobywa tyle bramek - stwierdził włoski szkoleniowiec.

 

Zdaniem La Gazzetta dello Sport kluczem do świetnej formy Milika było zaufanie. Ancelotti spowodował, że jego piłkarze uwierzyli w jego metodykę, mimo że Dries Mertens lamentował, że siedzi na ławce rezerwowych. Potem to samo dotyczyło Polaka, który przegrywał rywalizację z Belgiem oraz Lorenzo Insignie. Każdy z nich był jednak przekonany, że dostanie swoją szansę w momencie, kiedy na nią zasłuży.

 

Po tym jak Milik strzelił kapitalnego gola z rzutu wolnego na wagę zwycięstwa Napoli z Cagliari, Ancelotti rzekł, że ten piłkarz zasłużył na taki wieczór. Należy mieć nadzieję, że takich chwil do końca sezonu będzie jeszcze więcej, a wówczas kto wie? Za kilka lat kibice Napoli będą tak samo mówić o polskim napastniku, jak teraz o Cavanim.