Od początku sezonu Żyła imponował stabilnością. Przed TCS w żadnym z siedmiu konkursów nie zajął miejsca gorszego niż piąte i wymieniany był jako jeden z faworytów.
 
Słynną imprezę zaczął od szóstej pozycji w Oberstdorfie. W Garmisch-Partenkirchen był 11., a zmagania w Innsbrucku kompletnie mu nie wyszły. Poprzednio brak awansu do finałowej serii przydarzył mu się w sezonie 2015/16. W minionym raz nie przebrnął kwalifikacji.
 
"Myślę, że to przejściowe problemy i Piotrek szybko wróci do wysokiej formy" - uspokajał Horngacher.
 
Żyła znany jest z wesołego usposobienia, ale w tym sezonie zdecydował się odciąć od mediów. Nie rozmawiał po konkursach, albo udzielał zdawkowych odpowiedzi. W środę pojawił się na spotkaniu z dziennikarzami i wyjaśnił, że to efekt koncentracji na zawodach, wprowadzania się w pewien trans. W Innsbrucku ponownie wrócił do swego świata.
 
Swoją teorię dotyczącą źródła problemów Żyły w TCS ma Adam Małysz.
 
"Piotrek czasem sam sobie przeszkadza. Przyjeżdżając na turniej z myślą, że chce go wygrać sam na siebie nałożył dodatkową presję. To już było widać na mistrzostwach Polski w Zakopanem, gdzie chciał wszystkich roznieść. Tak naprawdę jednak robił wszystko, żeby przegrać. No i przegrał" - powiedział słynny przed laty skoczek, a obecnie dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim.
 
"Za Piotrkiem czasem naprawdę trudno mi nadążyć. Jedyną osobą, której się naprawdę słucha to trener Horngacher. Nie wiem czy to jego szukanie koncentracji nie jest przejawem tego, że sam nie wie, jaki ma być - bardziej wesoły, czy wycofany. On niczego nie potrafi wypośrodkować, jest zero-jedynkowy. Tak samo jeździ samochodem - albo gaz do dechy, albo hamulec. Wierzę jednak, że jeszcze będzie dobrze" - dodał Małysz.
 
Szansę na powrót do dobrego skakania Żyła będzie miał szybko. Na niedzielę zaplanowano wieńczący TCS konkurs w Bishofshofen, dzień wcześniej odbędą się kwalifikacje.